Radziecki satelita i chińska rakieta minęły się na orbicie o włos. Metry od katastrofy

Bartłomiej Pawlak
Dwa kosmiczne śmiecie minęły się tym tygodniu na orbicie Ziemi o włos. Nieaktywny radziecki satelita i człon chińskiej rakiet przeleciały obok siebie w odległości liczonej w metrach, unikając potężnego zderzenia w przestrzeni kosmicznej.
Zobacz wideo Spadająca część rakiety złapana w siatkę

Naukowcy biją na alarm - ilość kosmicznych śmieci na orbicie Ziemi rośnie w zastraszającym tempie. Zresztą sami stale dokładamy kolejne. Od pewnego czasu nad naszymi głowami jest już na tyle tłoczno, że zderzenia obiektów są bardzo prawdopodobne. Teraz mamy dowód na to, jak niebezpiecznie jest na naszej orbicie.

Radziecki satelita i chińska rakieta w akcji

Jeszcze przed bliskim spotkaniem obu obiektów firma LeoLabs, która zajmuje się monitorowaniem kosmicznych śmieci, szacowała prawdopodobieństwo katastrofy na ok. 10 proc., co - jak na kosmiczne standardy - jest wartością dość dużą. Precyzyjne monitorowanie obiektów nie było zresztą łatwe - zarówno człon chińskiej rakiety, jak i nieaktywny już radziecki satelita stale poruszają się z ogromną prędkością po orbicie. Dziennie oba kosmiczne śmiecie przelatywały nad radarami LeoLabs od 6 do 8 razy, a po każdym z takich przelotów badacze zbierali dodatkowe dane dotyczące potencjalnego zderzenia.

Ostatecznie do katastrofy nie doszło, a obiekty minęły się dosłownie o włos. Znajdowały się wtedy 991 km nad Ziemią, a konkretnie nad Morzem Weddella w pobliżu Antarktydy. Obliczenia wskazują, że w kluczowym momencie (w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu) chińskie i radzieckie urządzenie dzieliło od 8 do 43 metrów (zdaniem The Aerospace Corporation mogło to być jednak ok. 70 metrów).

Zważywszy na to, że zarówno nad satelitą, jak i członem rakiety nie ma żadnej kontroli, zmiana kursu żadnego z obiektów nie była możliwa. Naukowcy mogli jedynie trzymać kciuki, licząc, że do zderzenia nie dojdzie.

Prędkość względna (czyli względem siebie) obu obiektów wyniosła prawie 14,66 km/s, a ich łączna masa to ok. 2800 kg. Aby uzmysłowić sobie, jak bliskie było to spotkanie, wyobraźmy sobie dwa niekontrolowane auta jadące naprzeciw siebie. Teraz dodajmy, że mijają się z prędkością względną ponad 52 tys. km/h. Sporo? No właśnie.

Kosmicznie niebezpieczne śmieci

Naukowcy od lat podkreślają, że orbita naszej planety staje się wyjątkowo zatłoczonym miejscem. Szacują, że znajdują się na niej około miliona śmieci. Poza satelitami aktywnymi (ponad 2 tys.) wokół Ziemi krążą przecież m.in. satelity nieaktywne (ponad 3 tys.), odrzucone człony rakiet, wiele mniejszych przedmiotów, które zgubili np. astronauci ISS czy fragmenty urządzeń, które uległy rozpadowi w wyniku kolizji.

Grafika NASA z 2008 roku przedstawiająca największe 'kosmiczne śmieci' krążące wokół Ziemi. Dzisiaj jest ich znacznie więcejGrafika NASA z 2008 roku przedstawiająca największe 'kosmiczne śmieci' krążące wokół Ziemi. Dzisiaj jest ich znacznie więcej Fot. NASA

Nawet najmniejsze elementy rozpędzone do prędkości, z jakimi mamy do czynienia na orbicie, działają podobnie jak pocisk wystrzelony z karabinu. Mogą zatem nie tylko narazić życie astronautów, ale i działające sztuczne satelity czy Międzynarodową Stację Kosmiczną. Zresztą NASA regularnie zmuszona jest manewrować swoimi urządzeniami, aby uniknąć zderzenia z kosmicznym śmieciem.

Zderzenie dwóch dużych obiektów (takich, jak w tym przypadku) prowadzi natomiast do masowej produkcji nowych kosmicznych śmieci, bo przykładowy satelita w momencie zderzenia rozpada się na tysiące mniejszych fragmentów. Szacuje się, że przy zderzeniu chińskiego członu rakiety i radzieckiego satelity uwolniłoby się tyle energii, ile przy detonacji 14 ton trotylu.

Jak przypomina amerykański "Business Insider", tylko dwa niedawne zdarzenia dużych obiektów (celowe zestrzelenie satelity pogodowego przez Chiny w 2007 roku oraz przypadkowe zderzenie amerykańskiego i rosyjskiego statku kosmicznego w 2009 roku) doprowadziło do wzrostu liczby fragmentów na orbicie o 70 proc. W 2019 roku test broni antysatelitarnej przeprowadziły też Indie, zaśmiecając orbitę, co zdecydowanie nie spodobało się NASA, bo mogło zagrozić astronautom przebywającym na ISS.

Czytaj też: Będziemy sprzątać śmieci z orbity. Ten nowy rynek to wielka szansa dla polskich firm