Słońce zmienia swoją aktywność w kolejnych cyklach słonecznych, trwających po 11 lat. W czasie każdego cyklu aktywność naszej gwiazdy przez kilka lat rośnie, osiągając swoje maksimum, a następnie przez kilka lat maleje, aż do minimum. Nie jest jasne, jaki jest powód występowania cykli słonecznych i dlaczego trwają one akurat 11 lat. Naukowcy od dekad potrafią jednak wyliczać, kiedy zaczynają i kończą się kolejne okresy słonecznej aktywności i potwierdzać zbliżające się maksimum obserwacyjnie. Podczas największej aktywności na tarczy naszej gwiazdy pojawiają się liczne plamy i rośnie wpływ wiatru słonecznego na Ziemię.
Z danych m.in. NASA wynika, że obecny cykl słoneczny rozpoczął się w grudniu 2019 roku, a więc potrwa przypuszczalnie do końca 2030 roku. Obserwując zachowania Słońca naukowcy wyliczyli z kolei, że maksimum aktywności powinno wystąpić najpewniej w lipcu 2025 roku. Teraz okazuje się, że prawdopodobnie tak się nie stanie. Jak przypomina sciencealert.com, zespół naukowców pod kierownictwem Roberta Leamona z NASA i Scotta McIntosha z NCAR (National Center for Atmospheric Research) nie zgadza się z tymi wyliczeniami.
Badacze zauważają, że Słońce wydaje się przygotowywać do wejścia w maksimum szybciej niż w poprzednich cyklach. W związku z tym - jak wyliczył zespół - swoje maksimum nasza gwiazda powinna osiągnąć aż rok wcześniej, czyli w połowie 2024 roku. Co więcej, aktywność Słońca i liczba plam słonecznych w tym okresie powinna zdaniem badaczy dwukrotnie przebić dotychczasowe oczekiwania naukowców.
Leamon i McIntosh zaznaczają w badaniu, że moment przejścia z jednego do drugiego cyklu słonecznego nie jest nagły i skokowy, ale łagodny i powolny. Moment zmiany cyklu wylicza się na podstawie stosunku liczby nowych do starych plam słonecznych. I choć oficjalnie 24. cykl zakończył się dokładnie w grudniu 2019 roku, ostatnie plamy słoneczne znikały z tarczy naszej gwiazdy aż do grudnia 2021 roku. Dokładne przyczyny wcześniejszego wystąpienia maksimum (oraz przewidywanej zwiększonej aktywności Słońca) wciąż pozostają jednak nieznane.
Każde maksimum słoneczne wiąże się ze znacznie większą emisją promieniowania i materii wysyłanej w przestrzeń międzyplanetarną. Część takiej materii pod postacią plazmy z gigantyczną prędkością stale uderza w pole magnetyczne ziemi (wiatr słoneczny). Silniejsze rozbłyski na Słońcu wywołują jednak koronalne wyrzuty masy, które - po dotarciu do Ziemi - odpowiadają za powstawanie jaśniejszych zórz polarnych oraz burz magnetycznych.
Wzrost aktywności Słońca przekłada się zatem na zwiększoną liczbę burz magnetycznych, które z kolei mogą być zagrożeniem przede wszystkim dla sztucznych satelitów na orbicie, ale i w skrajnych wypadkach dla infrastruktury na powierzchni planety (m.in. stacji elektroenergetycznych). Uważa się, że potężne burze magnetyczne, jak te z 1859 i 1989 roku, dziś spowodowałyby globalną katastrofę. Szczęśliwie zdecydowana większość koronalnych wyrzutów masy kończy się jedynie pięknymi, często obserwowanymi nawet w północnej Polsce zorzami polarnymi.