Kosmiczny wyścig nabiera tempa. NASA rusza z atomem na Księżyc. Będzie też wielki dron

Bartłomiej Pawlak
Wyścig o dominację technologiczną w kosmosie między światowymi mocarstwami trwa w najlepsze. NASA planuje budowę małego reaktora jądrowego, który zasili przyszłe bazy kosmiczne na Księżycu. Ale to niejedyna misja amerykańskiej agencji kosmicznej tego typu. W tym tygodniu przekazano też informację o testach wielkiego drona o napędzie jądrowym, który poleci na inny księżyc w Układzie Słonecznym.
Koncepcja małego reaktora jądrowego na Księżycu
fot. NASA

Już za kilka lat na Księżyc mają polecieć niewielkie reaktory jądrowe, które będą stanowić źródło zasilania dla planowanej bazy lub baz kosmicznych na Srebrnym Globie. Prace trwają już od kilku lat, ale teraz te działania są bliższe finiszu niż kiedykolwiek.

Zobacz wideo Te wynalazki zna cały świat. Wiedziałeś, że są dziełem Polaków? [TOPtech]

Księżycowe plany NASA. W kosmos polecą reaktory jądrowe

Pierwsza od czasów Apollo załogowa misja zakończona lądowaniem na Księżycu wystartuje (pod nazwą Artemis 3) najpewniej już w grudniu 2025 lub w 2026 roku. Jednocześnie z przygotowaniami do Artemis 3 - i poprzedzającą ją misją Artemis 2, która nie zakończy się lądowaniem, a okrążeniem Księżyca - trwają intensywne prace nad przygotowaniem ostatecznej koncepcji małego reaktora jądrowego, który będzie stanowił źródło zasilania na Srebrnym Globie.

W ramach programu Artemis astronauci będą bowiem badać rejon południowego bieguna Księżyca, gdzie pozyskanie wystarczającej ilości energii z paneli słonecznych będzie dość problematyczne, a podczas nocy księżycowej (trwającej ok. 14 dni ziemskich) niemożliwe. Przygotowanie alternatywnego źródła zasilania do ogrzania i zasilenia baz księżycowych w ekstremalnie zimnych warunkach (gdzie temperatury spadają nawet poniżej -200 stopni Celsjusza) jest więc koniecznością.

Jak przypomina benchmark.pl, jeden taki reaktor jądrowy ma zmieścić się w cylindrze o długości 6 metrów i średnicy 4 metrów i powinien zapewnić maksymalnie 10 kilowatów mocy. Ma też bez problemu przerwać w skrajnych, często zmieniających się warunkach - od ekstremalnego zimna po "upały" sięgające 130 stopni Celsjusza w ciągu dnia. Gotowe projekty od podmiotów prywatnych NASA powinna otrzymać w ciągu najbliższego roku, a pierwszy z planowanych czterech reaktorów powinien polecieć w kosmos najwcześniej za kilka lat.

Co ciekawe, już teraz na Marsie działają łaziki (nowszy) Perseverance i (starszy) Curiosity, które zasilane są z tzw. radioizotopowych generatorów termoelektrycznych, czyli również czerpią energię z rozpadów promieniotwórczych.

NASA wyśle atomowego drona na innych księżyc w Układzie Słonecznym

Jakby tego było mało, w tym tygodniu NASA poinformowała o przeprowadzeniu dwóch serii testów budowanego właśnie drona Dragonfly (w j. polskim "Ważka"), który już za kilka lat (najwcześniej w połowie 2027 roku) poleci na inny księżyc w Układzie Słonecznym - Tytana. To największy księżyc Saturna i obiekt niezwykle wyjątkowy.

Tytan jest nieco większy od naszego Księżyca, ale posiada bardzo gęstą atmosferę. Na jego powierzchni znajdują się jeziora ciekłych węglowodorów (to zresztą jedyne miejsce poza Ziemią, gdzie potwierdzono istnienie jezior ciekłych substancji na powierzchni), a pod powierzchnią może znajdować skorupa lodu wodnego i globalny ocean ciekłej wody.

 

Dragonfly ma rozmiarami przypominać przeciętny samochód i będzie wyposażony w osiem wirników. Dron będzie wykorzystywał energię elektryczną z małego reaktora jądrowego, aby szybko przemieszczać się po Tytanie z wykorzystaniem siły nośnej w gęstym powietrzu. Będzie to zresztą drugi tego typu pojazd latający (po Ingenuity na Marsie), który zostanie wysłany na inne niż Ziemia ciało niebieskie.

Bartłomiej Pawlak
Więcej o: