Powszechnie uważa się, że to uderzenie asteroidy doprowadziło 66 mln lat temu do wyginięcia dinozaurów. Po tym wydarzeniu z Ziemi zniknęło zresztą 75 proc. gatunków. Ale to nie samo zderzenie z naszą planetą było dla nich najbardziej śmiertelne.
- To była największa asteroida, która uderzyła w Ziemię w ciągu ostatnich 500 mln lat. Eksplozja miała siłę ponad miliarda bomb atomowych. Ale to nie to zabiło dinozaury i inne gatunki, a to, co stało się później - mówi profesor paleontologii i ewolucji na Uniwersytecie w Edynburgu Steve Brusatte, z którym rozmawiał "The Guardian",
Belgijscy naukowcy stwierdzili, że w badaniach na temat wyginięcia dinozaurów zbyt mało uwagi poświęca się potencjalnie bilionom ton pyłu, które w powietrze wzbiło uderzenie asteroidy. Po takim zdarzeniu pył unosi się w atmosferze latami, a siarka i sadza blokują światło. W efekcie na całym globie panowała zima, a więc rośliny nie rosły, co było śmiertelne dla żywiących się nimi zwierząt, w tym dinozaurów.
By jeszcze lepiej zbadać konsekwencje uderzenia asteroidy, naukowcy przeprowadzili symulację klimatu z zamierzchłej przyszłości. Wyniki niedawno opublikowano w "Nature". Do modelu włączono też dane zebrane z cząsteczek z Północnej Dakoty, gdzie opadła warstwa pyłu. Jak się okazuje, pył po asteroidzie mógł się utrzymywać w atmosferze nawet przez 15 lat (sic!). To zablokowało promienie słoneczne i wstrzymało fotosyntezę na dwa lata. Ziemia natomiast ochłodziła się w tym czasie o 15 stopni Celsjusza.
Pył powstały z granitu i innych skał po uderzeniu "najpewniej doprowadził do ostatniego masowego wymierania poprzez zakłócenie aktywności fotosyntezy", uważa Cem Berk Senel, jeden z autorów badania, który pracuje w Królewskim Obserwatorium Belgi w Brukseli. Symulacje wykazały, że najskuteczniej fotosyntezę blokuje pył krzemienia.
Na kilka lat na Ziemi zrobiło się ciemno i zimno. Asteroida nie zabiła wszystkich dinozaurów za jednym zamachem, była raczej jak skrytobójca. Wywołała wojnę na wyniszczenie, w wyniku której wyginęło trzy czwarte gatunków
- podsumowuje Steve Brusatte, który nie był zaangażowany w opisywane tu badanie.