Nad północnym Atlantykiem zaobserwowano bardzo silny prąd strumieniowy (jet stream), z którego chętnie korzystają samoloty lecące z USA do Europy. Powietrze w wąskim tunelu przemieszcza się na tyle szybko, że spora część samolotów osiąga prędkości porównywalne z typową prędkością dźwięku.
Jak zauważył CNN, samoloty podróżujące przez Atlantyk od 31 października osiągają prędkości dochodzące do 778 mil na godzinę (1252 km/h), czyli o 320 km/h więcej od typowych prędkości przelotowych (np. 900 km/h dla Boeinga 747) na trasie między Europą i Ameryką Północną. To sprawia, że duża część samolotów przylatuje na Stary Kontynent znacznie przed czasem, a nawet mocno zbliża się do rekordowo krótkich przelotów odnotowanych do tej pory na swoich trasach.
Maszyna linii Emirates z Dallas do Dubaju pokonała w środę swoją trasę w 57 minut mniej niż zazwyczaj, osiągając u wybrzeży Nowej Fundlandii prędkość 675 węzłów (1250 km/h). Podobnie było w przypadku m.in. lotu American Airlines z Nowego Jorku do Londynu, który dotarł na miejsce w sześć godzin i siedem minut (54 minuty przed czasem) - wymienia stacja.
Nietypowe prędkości samolotów nad Atlantykiem możemy obserwować, śledząc loty w serwisie Flightradar24. Łatwo zauważyć, że większość samolotów podróżujących z USA do Europy porusza się po trasach wysuniętych zdecydowanie bardziej na południe (korzystają z wiejącego tam prądu strumieniowego) od maszyn zmierzających w przeciwną stronę (które lecą nad północnym Atlantykiem, czyli możliwe najkrótszą drogą). We wpisie na portalu X Flightradar24 pokazał też dwa identyczne samoloty lecące w przeciwnych kierunkach. Różnica prędkości, z którymi się poruszały, była ponad dwukrotna.
Oczywiście nie jest niczym nadzwyczajnym, że loty w stronę Europy trwają zazwyczaj nieco krócej od tych do Ameryki Północnej, ale obecnie różnice te są większe niż zwykle. Tak wysokie prędkości samolotów zmierzających na wschód to zasługa silniejszego niż zwykle prądu strumieniowego, który od wtorku porusza się z prędkościami rzędu ok. 320 km/h.
Tworzy się on zazwyczaj na granicy ciepłych (na południu) i zimnych (na północy) mas powietrza na wysokości ok. 9-12 km. Jest stosunkowo cienki i wąski (około 2 km), ale bardzo często wykorzystywany właśnie w transporcie lotniczym. Jak pisze CNN, zdaniem meteorologów powstanie obecnego, bardzo silnego prądu strumieniowego ma związek z gwałtownym ochłodzeniem w północno-wschodniej części USA i wystąpieniem burzy Ciaran, która dotarła do Francji i Wielkiej Brytanii nocą ze środy na czwartek.
Co ciekawe, korzystając z prądu strumieniowego samoloty mogą latać do Europy z prędkościami przekraczającymi prędkości dźwięku. Ten w temperaturze 15 stopni Celsjusza i przy normalnym ciśnieniu atmosferycznym osiąga prędkość 1225 km/h. Tymczasem obserwowanych jest wiele samolotów, które z łatwością przekraczają prędkości nawet 675 węzłów (1250 km/h). Mowa tu jednak o prędkości względem Ziemi. Lokalnie maszyny w żadnym momencie podróży nie przekraczają prędkości dźwięku względem otaczającego ich powietrza (które samo porusza się nawet powyżej 300 km/h względem Ziemi).
Rekord prędkości na niezwykle popularnej trasie z Nowego Jorku do Londynu padł w lutym 2020 roku za sprawą Boeinga 747 British Airways. Maszyna pokonała tę trasę w zaledwie 4 godziny i 56 minut, podczas gdy typowy czas podróży między tymi miastami wynosi niespełna 7 godzin. Korzystając z prądu strumieniowego, osiągnięto wtedy maksymalną prędkość prawie 1330 km/h. To wciąż jednak daleko do osiągów słynnego Concorde'a, który, latając z prędkością przelotową ok. 2150 km/h, przewoził pasażerów z Nowego Jorku do Anglii przeciętnie w 3,5 godziny.