Gdy Uber zaprosił nas na swoją andrzejkową promocję "Uber Wróż!", chwilę dyskutowaliśmy w redakcji, czy w ogóle przyjąć zaproszenie. Ostatecznie uznaliśmy, że warto wykorzystać okazję na wywiad z Wróżbitą Maciejem. Dostaliśmy zgodę na nagrywanie, więc czwartkowym popołudniem, w Andrzejki pojechałem pod Pałac Kultury, skąd ruszały "wróżowozy".
Od razu zaznaczę, że nie wierzę we wróżby i tak w pracy, jak i w życiu staram się kierować wytycznymi naukowców (pewnie z gorszym i lepszym skutkiem). O tym, jak wielkim biznesem jest wróżbiarstwo, napisano już jednak wiele. Kilka lat temu oszacowano np., że Polacy rocznie wydają 2 mld zł na usługi wróżbiarskie. Czyli jest temat.
Mimo własnego sceptycyzmu rozumiem potrzebę ludzi, którzy korzystają z takich usług, mam takie osoby w swoim otoczeniu. Do "Uber Wróż!" jechałem z otwartą głową i chęcią dowiedzenia się, jak to jest być wróżbitą. Planowałem zahaczyć o krytykę wróżbiarstwa, nie chciałem jednak dyskutować, czy udowadniać swoich racji. Ale od początku.
Uber do wróżenia przygotował zabytkowe samochody sprzed bodaj 60 lat. Przypominały Rolls-Royce'a więc mogłem się poczuć, niczym angielski dżentelmen, który wybiera się na seans spirytystyczny. Albo jakbym wziął taksówkę na Peron 9 ¾. Gdy wsiadłem do środka, naprawdę poczułem dreszcz ekscytacji. Słynny wróżbita (w zimowej czapce i kurtce, nie wyróżniłby się z tłumu, ale sprawiał wrażenie ciepłej i miłej osoby), ja i stylizowane wnętrze taksówki. Wyściełane białą tapicerką fotele, połyskujące drewniane wykończenie i zasłony na szybach sprawiły, że byłem gotowy usłyszeć swoją przyszłość.
Wróżbita Maciej zajął jeden z samochodów i wydawał się mieć dobry humor, uśmiechał się, rzucał żartami. Wtedy jeszcze nikt nie mógł się spodziewać, że wszystko skończy się tak, jak się skończyło.
Zacząłem od omówienia planu rozmowy, powiedziałem, jakie chce poruszyć tematy i w jakiej kolejności. Jako że po wyborach z 15 października Polska obudziła się w nowej rzeczywistości, liczyłem, że może odpowie mi na kilka pytań o to, co teraz czeka nasz kraj. Dowiedziałem się jednak od Wróżbity Macieja, że nie może wypowiadać się na takie tematy - jak mówił - z powodu umów, które ma podpisane z mediami, w których występuje na co dzień. Był stanowczy, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. Gdy powiedziałem, że planowałem spytać m.in. o aborcję, nerwowo się zaśmiał. Rozumiem jednak, że ma zobowiązania, w końcu tak ten świat jest zbudowany. Wykreśliłem więc z mojej listy część pytań, trudno, i zaczęliśmy jazdę.
Pierwsze kilka minut to sympatyczna konwersacja na temat pracy wróżbitów oraz samego Macieja. Choć w mojej opinii w tej rozmowie nie padło nic kontrowersyjnego, to mój rozmówca chciał zacząć od nowa, a na publikację nagranego już wideo się nie zgodził. Tym samym straciłem materiał, który mógłby zilustrować ten tekst. Ale może wystarczą słowa.
Przy drugim podejściu zaczęliśmy od tego samego. Niezrażony Wróżbita Maciej z entuzjazmem opowiadał, że codziennie czegoś się uczy, a gdy tak mówił, jego wzrok błądził, jakby szukał dobrej odpowiedzi czy selekcjonował słowa. Ze szczerym uśmiechem powiedział mi, że teraz jest pochłonięty astrologią. Gdy spytałem, czy pojawiają się nowe interpretacje, albo czy istnieją jakieś szkoły odczytywania tarota, wyraźnie się zasępił. Wziął oddech i przeciągając pierwsze wyrazy - jakby nikt wcześniej go o to nie pytał, a on zdradzał mi tajemnicę - wytłumaczył, że nauczył się pracować z kartami, zna ich język, ale każdy tarocista musi sam go poznać.
Dowiedziałem się, że do wróżenia nie musimy mieć idealnych warunków i samochód wystarczy. W środku przygotowano stolik i industrialną lampkę, która swoim lekkim rozproszonym światłem podtrzymywała półmrok we wnętrzu, co razem z talią kart tarota z ich niepokojącymi ilustracjami wprowadzało oniryczny, acz intymny nastrój. Gdy mówił, że zgodził się wziąć udział w promocji Ubera, bo jest strzelcem i lubi przygody i nowości, głos Wróżbity Macieja nieznacznie, acz wyczuwalnie się podniósł - brzmiało to jak szczera ekscytacja.
Z zadowoleniem też zdradził mi, że wiele osób, które skorzystało w Andrzejki z "Uber Wróż!", nigdy wcześniej nie odwiedziło osoby wróżącej. Przy tej okazji spotykał się więc z innymi klientami niż na co dzień. Dowiedziałem się, że przez ostatnie 20 lat, jakie spędził, praktykując zawód, nic się nie zmieniło jeśli chodzi o pytania, jakie zadają ludzie. Bo - jak mówił - "każdy z nas chce miłości, każdy z nas chce być kochany, każdy z nas chce mieć satysfakcję zawodową, każdy chciałby dobrze zarabiać i każdy z nas chciałby być zdrowy".
Spytałem go o hejt. Stwierdził, że jest na to za stary i nic go "nie rusza", a wyraz jego twarzy nie zdradził, by było inaczej. Dodał, że gdyby się tym przejmował, nie zrobiłby coming-outu (Wróżbita Maciej wyjawił, że jest gejem w 2021 roku). Gdy zajmujemy się hejtem, to tracimy szansę, by skoncentrować się na sobie - podsumował wreszcie.
Spytałem więc, czy spotyka się z merytoryczną krytyka, czy przychodzą ludzie i mówią, że to, co robi, jest nienaukowe? Odrzekł, że nie. A co by było, gdyby z kimś takim rozmawiał? Co by mu powiedział? - drążyłem. Wróżbita Maciej zaczął tracić rezon, nerwowo mruknął: "Gdybym miał piersi... No co by było gdyby? Gdyby babcia miała wąsy...". Podzieliłem się wiedzą z podcastu, którego słuchałem niedawno, a w którym sugerowano, że zawód, który uprawia, jest branżą nastawioną na kapitał i naciąganie ludzi. Choć najpierw Wróżbita nie chciał tego komentować, to w końcu śmiejąc się, rozwinął myśl: - Dla mnie to jest kretynizm. To co ktoś uważa, tak? To, że pan uważa, że ten schabowy jest niesmaczny, to w moim mniemaniu jest on smaczny - powiedział. Ale gdy przypomniał sobie, że wspomniałem o nauce, jego twarz przybrała srogi wyraz.
A poza tym, co ma wymiar naukowy? Przez ponad dwa tysiące lat byliśmy w erze ryb, teraz zmieniliśmy erę wodnika... i będąc w kraju katolickim, gdzie Polska wierzy w Boga, Bóg jest nienamacalny, pan śmie mówić o nauce? Ja pana wysyłam do kościoła i proszę o modlitwę
- usłyszałem. Atmosfera wyraźnie gęstniała. Tu warto byłoby przypomnieć, że Kościół katolicki uważa wróżbiarstwo za grzech. Powiedziałem tylko, że rozumiem, choć się nie zgadzam. I wtedy role się odwróciły i ja dostałem pytanie: dlaczego się nie zgadzam? Gdy chciałem doprecyzować, co mój rozmówca ma na myśli i próbowałem spytać, czy chodzi mu wymiar naukowy, niczym grom z jasnego nieba otrzymałem prośbę o usunięcie wywiadu, a następnie o zatrzymanie nagrywania.
To mógłby być właściwie koniec, ale nie był. Mogliśmy też jeszcze podyskutować, ale zamiast tego mój gospodarz kontynuował monolog, niemal nie dając mi dojść do słowa w kwestii poglądów czy wiary we wróżbiarstwo. To, czego się dowiedziałem, to, że Wróż Maciej nie zgadza się na "czarny PR".
Jako że zostało nam jeszcze kilka minut przejazdu, spytałem go o wróżbę, mając nadzieję, że uda mi się nagrać, choć kilka minut z naszego spotkania, które będę mógł opublikować. Poprosiłem, by postawił mi tarota na temat kariery, ale dostałem odmowę i... zaproszenie na prywatną sesję. Stwierdziłem, że raczej nie skorzystam, bo w to nie wierzę. Moje szanse na wróżbę spadły do zera.
Wróżbita Maciej był zdziwiony i oburzony, choć starałem się wytłumaczyć, że istnieje we mnie pewnie pragnienie, by magia istniała (książki fantasy od zawsze były moimi ulubionymi) i chętnie spróbuję, nawet jeśli jestem nieprzekonany. Wróżbita Maciej próbował natomiast dopytać mnie, "czym jest magia?". Próbował też tłumaczyć, że jeśli jestem nieprzekonany, to wróżenie mi byłoby dla mnie "masochizmem" i "sprawiłoby ból". No nie wiem... Wiem natomiast, że Wróżbita Maciej mówił, czas mijał, aż minął zupełnie. A ja zostałem bez wróżby, bez odpowiedzi i bez nagrań. Czy to dlatego, że byłem sceptyczny?