Koronawirus i słaby złoty. Ekspert: tracą też inne waluty, mamy ucieczkę w stronę dolara

Rynki akcji w czwartek odbijały - w każdym razie te w Europie, rosła też warszawska giełda. Pomóc mógł Europejski Bank Centralny, który ogłosił, że wpompuje w rynek 750 miliardów euro. Złoty jednak pozostawał pod silną presją, taniejąc kolejny dzień z rzędu.

Pandemia koronawirusa uderza w polską walutę. Złoty już w środę przebił wobec euro poziom 4,60, za franka na rynku trzeba było płacić nawet 4,36 zł. Po południu ten ruch nieco się uspokoił. Dlaczego złoty jest tak słaby? 

Notowania euro wobec złotego.Notowania euro wobec złotego. źródło: stooq.pl

Notowania franka szwajcarskiego wobec złotego.Notowania franka szwajcarskiego wobec złotego. źródło: stooq.pl

Notowania dolara wobec złotego.Notowania dolara wobec złotego. źródło: stooq.pl

Kursy walut. Dlaczego złoty słabnie? 

Kilka dni temu eksperci, czekając na cięcie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, zaznaczali, że będzie ona oznaczać osłabienie złotego. RPP stopy ścięła, złoty potaniał, ale od decyzji Rady minęły już dwa dni. 

Ja bym nie wiązał do końca tego, co się dzieje na złotym, z tym co robi RPP i rząd, tylko bardziej z tym, co się dzieje ogólnie na świecie. Traci nie tylko złoty, ale i inne waluty, rubel, korona norweska. Zyskuje dolar, mamy taką ucieczkę w stronę gotówki, dolara. Nawet złoto traci. Dolar stał się w części taką bezpieczną przystanią

- mówi Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ.

Walutom nie pomaga ostatnia decyzja Europejskiego Banku Centralnego, która wsparła przede wszystkim rynek obligacji skarbowych państw (być może taki właśnie był cel komunikatu EBC, w ostatnich dniach widać było odpływ inwestorów przede wszystkim od papierów włoskich). - Każdy zadaje sobie takie podstawowe pytanie: ile oni jeszcze mogą wydać i co mogą zrobić. Mamy takie duże programy pomocowe rzucone przez banki centralne i rządy, że powstaje pytanie, czy to wszystko uda się jakoś unormować po tym, jak skończy się pandemia. I to wydaje mi się, jest teraz jedno z największych pytań, które są bez odpowiedzi - uważa Rogalski. 

Zdaniem eksperta, ewentualna interwencja Narodowego Banku Polskiego na rynku walutowym i tak nie miałaby sensu, skoro złoty traci przez czynniki zewnętrzne. Jak głęboko może sięgnąć przecena polskiej waluty? Podawanie dokładnych poziomów byłoby teraz loterią. Analityk przypomina, że złoty podczas kryzysu finansowego z 2009 roku był w dużo gorszej sytuacji: 

Trzeba pamiętać, że złoty w swoim największym kryzysie, z lutego 2009 roku, był wobec euro na poziomie 4,92. W latach 2008-2009, od sierpnia do lutego, złoty osłabił się z poziomu mniej więcej 3,20 do ponad 4,90. Ale wtedy też zaangażowanie inwestorów zagranicznych na polskim rynku było o wiele większe niż teraz

- wyjaśnia. Czyli inwestorów zagranicznych jest na naszym rynku mniej, mniej jest więc tych, którzy naszą walutę w czasie rynkowego popłochu mogliby wyprzedawać. 

Coś pozytywnego

Nie jest łatwo znaleźć pozytywne sygnały w momencie tak wielkiej niepewności na rynku, objawiającej się czasem panicznymi niemal reakcjami inwestorów. Poprosiliśmy eksperta, by mimo wszystko spróbował takich pozytywów poszukać.

- Zaczynam dostrzegać sygnały hamowania, jeśli chodzi o rynki giełdowe, widać, że tam inwestorzy przestali już aż tak mocno sprzedawać - mówi. - Jeśli chodzi o rynek walutowy, to z dolarem jest też taki problem, że to się nakręciło, więc być może to jeszcze potrwa, ale jak długo? Raczej nie odstawiałbym, że odbije, kiedy skończy się pandemia, tylko wcześniej - bo tak zwykle reagują rynki, z wyprzedzeniem. To kwestia pojawienia się jakiegoś sygnału, że na przykład dynamika nowych zakażeń się lekko zmniejszyła wobec poprzedniego dnia. Jeżeli takie informacje się będą pojawiać na świecie, to będzie to sygnał dla inwestorów - uważa Marek Rogalski. 

Zobacz wideo Premier straszy kryzysem? Emilewicz: Po opanowaniu pandemii gospodarka odbije niemal następnego dnia