Koronawirus zmusi RPP do cięcia stóp? Ekspert: Nie ma sensu czekać. Coś jutro musi się wydarzyć

Pandemia koronawirusa to ogromne wyzwanie dla służby zdrowia na całym świecie, ale także wielkie problemy dla gospodarek. W obliczu spodziewanego silnego hamowania i załamania notowań na giełdach, banki centralne decydują się na obniżki stóp, czasem radykalne. Co zrobi NBP? - Wygląda na to, że prezes Adam Glapiński działa w koordynacji z rządem. Zdziwiłbym się, gdyby tak nie było. To idealny moment na wspólne działania - mówi Marcin Mazurek, analityk mBanku.

Pandemia koronawirusa topi giełdy i uderza w gospodarki. Banki centralne na całym świecie decydują się na bezprecendensowe kroki - jak Fed, który niespodziewanie w niedzielę ogłosił cięcie stóp (kolejne) do zera i pakiet innych działań (co prawda, uspokoić nastroje rynkowe, przynajmniej na początku, niespecjalnie to pomogło).

Zobacz wideo Koronawirus uderza w gospodarkę. Jak odpowie rząd?

Koronawirus i stopy procentowe. Będzie cięcie?

Oczekiwania co do działań są też w stosunku do polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Szczególnie, że jej szef i prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, już w piątek zapowiedział, że będzie rekomendować członkom Rady obniżki stóp.

"Banki powinny umożliwić kredytobiorcom odroczenie spłat zobowiązań w razie spadku dochodów, który z pewnością dotknie część ich klientów. Obniżenie stóp to natychmiastowy i bezpośredni sposób obniżenia kosztów zaciągniętych zobowiązań kredytowych. Jest to więc ulga dla wszystkich zadłużonych" - napisał Glapiński w oświadczeniu. A tak się składa, że we wtorek 17 marca zaplanowane jest posiedzenie RPP. Robocze, więc w teorii członkowie Rady nie mają na nim decydować o stopach, ale w końcu i Fed, i Bank Anglii zadziałały poza harmonogramem. 

Nie ma sensu czekać z obniżką, zwłaszcza że de facto została zapowiedziana. Jeśli już, to jutro, niestandardowo - na jednodniowym posiedzeniu. Nie ma też sensu nadmierne cyzelowanie i dzielnie włosa na czworo. Oczekujemy cięcia o 50 punktów bazowych

- mówi Marcin Mazurek, analityk mBanku. To by oznaczało, że główna stopa procentowa spadnie do 1,0 proc. z 1,5 proc. obecnie. Ostatni raz RPP zmieniła stopy procentowe w marcu 2015 roku - wtedy ścięła je o 50 punktów bazowych. 

Nie wszyscy w Radzie mają jednak takie samo zdanie w tej sprawie. Według Marcina Mazurka, taka rozbieżność jest zawsze, nie wszyscy członkowie RPP szybko zmieniają swoje scenariusze makroekonomiczne, mają też różne oczekiwania.

- Moim zdaniem, dobrze jest mieć wszystkich na pokładzie, kiedy prowadzi się działania kryzysowe, czyli dobrze byłoby, gdyby decyzja RPP była jednogłośna. Myślę, że prezes Glapiński zaproponuje obniżkę stóp o 50 punktów. Przedstawi też zapewne nowe, eksperckie prognozy, które przekonają nieprzekonanych. Gdyby jednak nie udało się zebrać jednomyślności, to wydaje mi się, że prezes będzie proponował cięcie o 25 punktów bazowych i taki kompromis jednogłośnie przejdzie, a kolejne obniżki dojdą później, w momencie, kiedy część członków Rady przekona się, że spowolnienie będzie tak duże, że inflacja nie będzie problemem. Coś jutro musi się wydarzyć - uważa analityk. 

RPP zetnie stopy i co dalej? Dla frankowiczów niekoniecznie dobrze 

Jeśli więc polski bank centralny, zgodnie z oczekiwaniami, zetnie stopy procentowe, co to będzie dla nas oznaczać? Prezes mówił o odciążeniu kredytobiorców - będzie to dotyczyć zarówno tych po stronie korporacyjnej, jak i gospodarstw domowych. Ale obniżka może też wpłynąć na kurs walutowy. - Dzięki niej złoty może być słabszy niż w scenariuszu, w którym RPP nie robi nic - mówi Marcin Mazurek. A to już nie dla wszystkich kredytobiorców byłaby dobra wiadomość.

Zwraca na to uwagę także Jarosław Sadowski z Expandera. Jego zdaniem, obniżki rat kredytów hipotecznych w złotych byłyby niewielkie. Podaje przykład kredytu na 300 000 zł zaciągniętego na 30 lat. W przypadku cięcia stóp o 50 punktów bazowych (czyli o 0,5 punktu procentowego), rata spadłaby o 53-86 zł, w zależności od tego kiedy ten kredyt byłby zaciągnięty. - Większy spadek odczują osoby, które kredyt zaciągnęły w ostatnim czasie, gdyż w ich przypadku większość raty stanowią odsetki. Mniejsza obniżka raty (o 53 zł) dotyczy kredytu zaciągniętego w styczniu 2008 r. Po 12 latach część długu została już spłacona i to kapitał stanowi większość raty, a więc jest ona mniej wrażliwa na zmiany stóp procentowych - wyjaśnia ekspert. 

Obniżki stóp a raty kredytówObniżki stóp a raty kredytów Źródło: Jarosław Sadowski, Expander

Trochę inaczej wygląda sytuacja w przypadku kredytów we frankach szwajcarskich. Frank i tak się umacnia, a jak zauważył Marcin Mazurek z mBanku, cięcie stop może oznaczać dalsze osłabienie złotego wobec tej waluty. Jarosław Sadowski podaje, że to, co pomoże kredytobiorcom "złotowym", boleśnie odczują "walutowi": - Frank w chwili pisania tego tekstu kosztuje 4,16 zł. W rezultacie dla kredytu w CHF, na kwotę 300 000 zł, na 30 lat, zaciągniętego w styczniu 2008 r., najbliższa rata wyniesie 1862 zł. Od początku roku wzrosła więc o 97 zł. Jeśli kurs podskoczy do 4,19 zł, to rata wzrośnie do najwyższego poziomu w historii - napisał ekspert Expandera. Frank poziom 4,19 przebił w poniedziałek po południu. 

Notowania franka szwajcarskiego wobec złotego, 16 marca 2020 r.Notowania franka szwajcarskiego wobec złotego, 16 marca 2020 r. źródło: stooq.pl

Czytaj też: Koronawirus. Wiemy, jak banki chcą pomagać kredytobiorcom

- Nie oszukujmy się. Efekty makroekonomiczne takiej obniżki o 25 czy 50 punktów są bardzo małe i tu wylała się już spora fala krytyki. Oczywiście priorytet jest skierowany na utrzymanie funkcjonowania systemu finansowego w sposób sprawny i płynny. Tu NBP się już przetestował w czasie poprzedniego kryzysu i to zadziała - mówi Marcin Mazurek z mBanku. I podsumowuje: 

Ale ważny jest - jeśli nawet nie ważniejszy - sygnał psychologiczny, że NBP jest na pokładzie i działa antykryzysowo. Sektor finansowy jest stabilny - to jest kluczowe.

Więcej o koronawirusie m.in.: