Contact tracing. Dobry sposób na walkę z epidemią czy inwigilacja obywateli? [WYKRES DNIA]

Bartłomiej Pawlak
Contact tracing to rozwiązanie, które pozwala "śledzić" nasze kontakty. Sprawdza, czy spotkaliśmy osobę zakażoną i jeśli tak - informuje nas o tym. Dzięki temu szybko poddajemy się kwarantannie i wykonujemy test na obecność koronawirusa, pomimo braku objawów. Czy można je zatem uznać za idealny sposób na walkę z epidemią? Niestety nie, bo przeszkód jest więcej niż mogłoby się wydawać.

Po raz pierwszy o contact tracingu zrobiło się naprawdę głośno w kwietniu tego roku, gdy Apple i Google ogłosiły nawiązanie współpracy w walce z epidemią koronawirusa. Giganci z Doliny Krzemowej – choć to odwieczni rywale – postanowili razem stworzyć technologię, która pomoże zatrzymać rozprzestrzenianie się pandemii.

Niedługo później Google i Apple udostępniały stworzone przez siebie API, czyli interfejs programistyczny, na którym rządy poszczególnych krajów mogą oprzeć własne aplikacje. Tak też stało się w przypadku Polski. Choć rząd naszego kraju początkowo planował skorzystanie z innego rozwiązania, ostatecznie oparł aplikację ProteGo Safe na API od Google i Apple. Na początku czerwca udostępniono nową, ulepszoną odsłonę polskiej aplikacji.

Zobacz wideo Walka z pandemią czy totalna inwigilacja? Jak działa Contact Tracing od Google i Apple? [TOPtech]

Jak działa contact tracing?

Działanie aplikacji do contact tracingu (z ang. śledzenie kontaktów) opiera się na wzajemnych odczytach z modułów Bluetooth, które każdy ma w swoim smartfonie z Androidem lub iOS. Pomysł jest bardzo prosty i – przynajmniej teoretycznie – może być bardzo skuteczny.

Każdy z telefonów z zainstalowaną aplikacją przez cały czas skanuje otoczenie w poszukiwaniu innych urządzeń. Gdy znajdzie w pobliżu drugi smartfon z działającą aplikacją, zapisuje ślad kontaktu (a właściwie ciąg znaków identyfikujący sąsiednie urządzenie).

W ten sposób powstaje baza anonimowych osób, z którymi spotkaliśmy się w ostatnim czasie. Niezależnie od tego, czy było to intencjonalne, czy przypadkowe spotkanie, np. w sklepie, aptece, na chodniku, czy w metrze. W normalnych warunkach nie bylibyśmy w stanie ich zapamiętać (a co dopiero skontaktować się w razie potrzeby). Aplikacja jednak zrobi to za nas.

Gdy po pewnym czasie u jednej z tych osób zostanie potwierdzona infekcja koronawirusem, dostanie ona dedykowany klucz, który powinna wprowadzić w aplikacji na własnym smartfonie. Gdy to zrobi, każda z osób, która wcześniej miała kontakt z zakażonym, dostanie stosowne powiadomienie w swojej aplikacji.

Celem ProteGo Safe i innych podobnych programów jest ograniczenie poziomej transmisji koronawirusa. Gdy dostajemy powiadomienie o kontakcie z zakażonym, wiemy już, że musimy skontaktować się ze służbami medycznymi i zastosować się do zaleceń. Najważniejsze jest oczywiście pozostanie w domu, aby wykluczyć możliwość zakażenia kolejnych przypadkowych osób.

Dopiero po ewentualnym potwierdzeniu obecności koronawirusa otrzymujemy i wpisujemy w aplikacji klucz, a wszystkie osoby, z którymi mieliśmy kontakt, dostają stosowne powiadomienie. Bezpośrednim celem aplikacji jest zatem powiadomienie osób, które mogły zakazić się koronawirusem, ale jeszcze o tym nie wiedzą (bo nie mają objawów).

Przykład działania technologii contact tracing:

Osoba chora na COVID-19 miała kontakt z trzema osobami. Zostały one ostrzeżone poprzez aplikację, dlatego poddały się kwarantannie i wykonały test na obecność koronawirusa. Wynik pozytywny uzyskały dwie z trzech osób. Osoba zdrowa mogła wrócić do swoich codziennych zajęć, a dwie osoby chore powiadomiły poprzez aplikację wszystkich, których wcześniej spotkały. Osoby te poddały się kwarantannie i wykonały testy na obecność koronawirusa.

Jak działa Contact tracing - infografikaJak działa Contact tracing - infografika fot. Marta Kondrusik / Gazeta.pl

Działanie aplikacji zostało przedstawione po prawej stronie infografiki. Smartfony osób A i B wykrywają kontakt. Jedna z nich wykonuje test i otrzymuje wynik pozytywny. Wpisuje otrzymany od służb kod w aplikacji i przekazuje informacje o zachorowaniu do chmury. Użytkownicy C, D i E otrzymują wtedy ostrzeżenie o kontakcie z osobą zakażoną.

ProteGo Safe a prywatność

Z oczywistych względów technologia, która śledzi nasze kontakty z innymi ludźmi, wzbudziła spore obawy osób dbających o kwestie prywatności. Pełna lista nazwisk ludzi, z którymi się widzieliśmy wraz z czasem trwania spotkania to informacje, do których dostęp chętnie zdobyliby cyberprzestępcy lub rządy niektórych krajów.

Ministerstwo Cyfryzacji (na którego zlecenie powstała polska aplikacja ProteGo Safe) deklaruje, że cały proces działania aplikacji jest zupełnie anonimowy i bezpieczny. Do aktywacji aplikacji nie musimy podawać osobistych danych, a osoby, które dostaną alert o kontakcie z zakażonym, nie dowiedzą się, kto "naraził" ich na niebezpieczeństwo. Sam zakażony nie może też sprawdzić listy osób, z którymi się spotkał ani miejsc, w których doszło do kontaktu. Według zapewnień rządu użytkownicy ProteGO Safe są zupełnie anonimowi.

Przedstawiciele władz zaznaczają też, że smartfony wymieniają się jedynie identyfikatorami, których nie można powiązać z konkretną osobą, dlatego sami rządzący nie będą mogli sprawdzić, kto z kim się spotkał. Jak podaje MC - zasady bezpieczeństwa zostały oparte o zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), prywatność zgodna jest z wytycznymi m.in. Komisji Europejskiej, a skuteczność "potwierdzona międzynarodowymi badaniami".

Czy tak jest naprawdę?

Czy zatem faktycznie nie ma się czego bać? Postanowiliśmy zapytać o zdanie Michała Jarskiego, eksperta ds. cyberbezpieczeństwa. Przyznaje on, że temat aplikacji do contact tracingu jest bardzo skomplikowany, dlatego i odpowiedź na takie pytanie nie jest łatwa.

Ekspert przyznaje, że pogodzenie chęci korzystania z rozwiązań, takich jak contact tracing i chęci zadbania o prywatność jest bardzo trudne, a ryzyko śledzenia nas poprzez choćby tego typu aplikacje zawsze istnieje. Dodaje jednak, że przeciętny obywatel raczej nie ma się czego obawiać.

Rząd, który będzie chciał śledzić konkretnego obywatela, na pewno znajdzie na to sposób. I nie musi do tego celu wykorzystywać aplikacji do contact tracingu. Specjalista dodaje też, że osoby, które mają się czego obawiać, na pewno wiedzą, jak się chronić i mają odpowiednie sposoby, aby nie dać się namierzyć. 

Zarówno rząd własnego kraju, jak i rządy obcych krajów, jeżeli są zainteresowane jakąś osobą, to wyciągnięcie tego typu informacji [dotyczących np. lokalizacji danej osoby - przyp. red.] nie stanowi dla nich większego problemu. [...] Myślę, że Kowalski nie ma co się obawiać. Jeżeli ma jakiekolwiek obawy, może po prostu telefon zostawić w domu lub pójść na spotkanie bez telefonu

- mówi Michał Jarski w rozmowie z nami.

Ekspert dodaje, że aplikacje do contact tracingu w zasadzie mogą zostać wykorzystane do powszechnego śledzenia obywateli, jednak raczej w krajach autorytarnych. Warto bowiem wspomnieć, że z podobnych systemów korzysta się już niemal na całym świecie.

Virus Outbreak Italy Phone SurveillanceVirus Outbreak Italy Phone Surveillance Fot. Domenico Stinellis / AP Photo

Oczywiście poza krajami, w których faktycznie prywatność może nie być respektowana (jak choćby Arabia Saudyjska, Wietnam czy Chiny), jest wiele państw w pełni demokratycznych, dla których ochrona prywatności jest istotna. To m.in. Australia, Austria, Kanada, Francja, Niemcy, Grecja, Islandia, Włochy, Wielka Brytania czy Norwegia.

Co ciekawe, w ostatnim z tych krajów przed kilkoma dniami organ ochrony danych osobowych tymczasowo zakazał korzystania z tego typu aplikacji. Powodem są oczywiście wątpliwości dotyczące prywatności. Szczególnie kontrowersyjne okazało się przechowywanie przez 30 dni danych zgromadzonych przez aplikację.

Same Apple i Google deklarują też, że własne rozwiązanie mogą wyłączyć, gdy zagrożenie pandemią minie. Kluczowe jest tu słowo "mogą", bo oznacza równie dobrze, że nie muszą tego robić. W tej deklaracji jest też jeden haczyk - mowa o wyłączeniu "na poziomie regionalnym", co oznacza, że decyzja w tej sprawie należeć będzie zapewne do władz poszczególnych krajów.

Czy contact tracing ma sens?

Nasz rozmówca widzi jednak inny problem w stosowaniu tego typu aplikacji, np. w Polsce. Niestety, aby aplikacja śledząca kontakty miała w ogóle sens, musi być powszechnie stosowana. Rząd błędnie zakłada (lub przynajmniej ma taką nadzieję), że z aplikacji skorzystają wszyscy lub przynajmniej większość Polaków.

Podkreślał to zresztą minister zdrowia, Łukasz Szumowski podczas czerwcowej konferencji: "Zachęcałbym, aby wszyscy mieli taką aplikację, bo wtedy cała populacja osób zamieszkująca Polskę będzie mogła wiedzieć na pewno, że nie zetknęła się z nikim chorym".

Problem w tym, że większa część Polaków nie zainstaluje ProtegoSafe. Nie tylko dlatego, że nie chce, bo boi się o własną prywatność. Sporo osób nie posiada smartfona lub ma urządzenie, na które nie trafiły ostatnie aktualizacje (wprowadzające obsługę Bluetooth w trybie uśpienia dostosowanego do API od Google i Apple).

Najnowsze telefony oczywiście je dostaną, ale założę się, że 70 proc. wszystkich Androidów i 10 proc. wszystkich smartfonów systemu Apple takiej poprawki nie dostanie. [...] Efekt jest taki, że przy zgrubnych estymacjach może 10, może 15 proc. populacji będzie miało możliwość korzystania z takiej aplikacji

- tłumaczy Jarski.

Ekspert dodaje też, że aplikacja - nawet, gdy posiadamy już odpowiednie, zaktualizowane urządzenie - nie jest też nieomylna. Może chociażby wykryć kontakt z osobą znajdującą się w pomieszczeniu obok lub w innym samochodzie, gdy czekamy akurat na światłach. 

Na dodatek brakuje rozwiązań, które ujednoliciłyby standardy w różnych krajach. W tym momencie nie ma ich nawet w ramach Unii Europejskiej. System nie zadziała, jeśli np. Polacy będą korzystać ze swojej aplikacji, a Francuzi, którzy się z nimi zetknęli, ze swojej. Zwłaszcza teraz, w momencie, gdy granice są już otwarte. Co z tego, że francuski turysta będzie miał własną aplikację, jeśli nie zainstaluje polskiego ProteGo Safe. Wówczas nie dostanie powiadomienia, gdy spotka osobę chorą i będzie mógł przekazywać koronawirusa nieświadomie innym.

Michał Jarski dodaje jednak, że sam pomysł aplikacji, która pozwoliłaby nam normalnie żyć w czasach pandemii, jest świetny.

Idea jest bardzo fajna, dlatego że jesteśmy teraz w środku epidemii, ale tego typu problemów zdrowotnych możemy mieć w przyszłości jeszcze wiele. Więc pomysł na to, żeby było coś, co zastępuje zamknięcie w domu, to naprawdę jest dobra rzecz.

Niestety wiele wskazuje na to, że niemożliwy do zrealizowania.