Kawiarnia chce zatrudniać klientów, by mogli zjeść na miejscu. "Spodziewam się wzmożonych kontroli"

Kawiarnia La Cafe w Chełmie zamierza podpisywać umowy o dzieło z klientami, które mają dotyczyć wydawania opinii na temat dań i napojów. Miałoby to umożliwić gościom lokalu zjedzenie posiłku na miejscu. - Nasze rozwiązanie jest zgodne z prawem, chodzi o dopięcie szczegółów, żeby to było w stu procentach bezpieczne - mówi w rozmowie z Gazeta.pl właściciel lokalu Michał Bartoszuk.

Od soboty lokale gastronomiczne w związku z epidemią koronawirusa nie mogą gościć u siebie klientów. Możliwa jest jedynie sprzedaż żywności na wynos oraz w dowozie.

Właściciel kawiarni La Cafe w Chełmie postanowił obejść ten przepis. Swoim planem podzielił się w sobotę na profilu lokalu na Facebooku. Zwrócił uwagę, że zakaz jedzenia na miejscu nie dotyczy pracowników kawiarni. W związku z tym z klientami, którzy będą chcieli zostać przy kawiarnianymi stoliku, będą podpisywane umowy o dzieło.

"Przedmiotem umowy będzie wydanie opinii na temat naszych dań i napojów oraz wskazanie, co jest ok, a co możemy poprawić. Oceniasz produkt który zamówisz - jest to płatne testowanie produktów. Umowa wygasa automatycznie wraz z wydaniem opinii. Opinię wydaje się na specjalnej ankiecie która będzie brana pod uwagę przy tworzeniu nowego menu i nowej strategii rozwoju. Za wydanie opinii płacimy 1 zł netto. Kwotę tą odejmujemy od rachunku" - czytamy we wpisie.

"Spodziewam się wzmożonych kontroli"

Właściciel La Cafe Michał Bartoszuk potwierdza w rozmowie z Gazeta.pl, że wpis nie jest żartem, a kawiarnia planuje wdrożyć swój plan.

- W związku z tym, że pojawiły się komplikacje prawne, nie wprowadzamy tego od poniedziałku. Potrzebujemy dodatkowych dni, żeby to wszystko sprawnie dopiąć - wyjaśnia. Jak dodaje, chodzi głównie o kwestie związane z RODO.

Michał Bartoszuk podkreśla, że medialny rozgłos nie miał na celu rozreklamowania kawiarni, bo dotychczasowi klienci chętnie korzystają z opcji z dowozem lub na wynos. - Chcieliśmy po prostu zwrócić uwagę na problemy gastronomii. Bawią się z nami w kotka i myszkę. Raz nas otwierają, raz zamykają. To nie jest tak, że nie rozumiemy powagi pandemii. Jeżeli zamykamy, to zamknijmy wszystko na jakiś czas i przeczekajmy - proponuje właściciel kawiarni.

Właściciel lokalu przyznaje, że wprowadzenie pomysłu w życie oznaczałoby w praktyce obchodzenie prawa. - Prawo jest skonstruowane niejasno. Działamy z ogromną rozwagą. Uważamy z tym, żeby zamknięto nas całkowicie i żeby nasi pracownicy mogli czuć się bezpiecznie - wskazuje.

- Spodziewam się wzmożonych kontroli z sanepidu i urzędu skarbowego. Jest to nieuniknione. Nawet dostałem telefony od osób, które pracują w urzędach z ostrzeżeniem, na co musimy zwrócić uwagę. Nasze rozwiązanie jest zgodne z prawem, chodzi o dopięcie szczegółów, żeby to było w stu procentach bezpieczne - mówi.

 - Nie wiem, czy po analizie przeprowadzonej przez naszych adwokatów ryzyko nie będzie na tyle duże, że będziemy musieli się wycofać z tego pomysłu - dodaje.

Zobacz wideo "Lockdown odbija się nie tylko na gospodarce, ale też na osobach z innymi chorobami"