Powstanie fabryka osocza. Polska chce na nim zarabiać do 100 mln zł rocznie

Dr Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych poinformował o planach zbudowania frakcjonatora osocza w Polsce. Mówiąc prościej, chodzi o fabrykę pobierającą osocze. Polska miałaby zarabiać na niej do 100 mln złotych rocznie.

Jak przyznał dr Sierpiński w rozmowie z Money.pl, jednym z powodów budowy frakcjonatora jest uniezależnienie polskich pacjentów od koncernów międzynarodowych. Fabryka osocza miałaby powstać na mocy specustawy, która zapewniłaby jej priorytet w dostępie do surowca. Kolejnym krokiem miałoby być zapewnienie Polsce samodzielności w tym zakresie.

Zobacz wideo Pierwsza pomoc - udar. Jak rozpoznać i postępować w razie wystąpienia objawów, radzi ratownik medyczny Adrian Zadorecki

Wymagane jest również uzyskanie licencji międzynarodowej. To pomogłoby w zbudowaniu zaawansowanych linii biotechnologicznych. Sama budowa fabryki to koszt około pół miliarda złotych.

Fabryka osocza za trzy lata

- Realną datą jest otwarcie tego przedsięwzięcia za trzy lata. Dotychczas polskie osocze pobierane w ramach honorowego dawstwa krwi była przekazywana za granicę do firm zewnętrznych. Osocze wracało do Polski w postaci gotowych preparatów.

Przy obecnym poborze osocza frakcjonator miałby przynosić ok. 80-100 mln zł w skali roku. Zdaniem Sierpińskiego pieniądze te miałyby stanowić realny dochód.

Szef Agencji Badań Medycznych: Frakcjonator osocza zwróci się w pięć lat

Dr Radosław Sierpiński dodał, że Polska nie tylko może stać się samowystarczalna, ale może również stać się międzynarodowym kontraktorem choćby dla krajów Grupy Wyszechradzkiej. Fabryka miałaby być zlokalizowana na zachodzie kraju. Trwają jednak analizy, ponieważ - jak zaznaczył dr Radosław Sierpiński - wymaga to również zaawansowanej infrastruktury badawczej, a zatem powiązania frakcjonatora np. z uniwersytetem medycznym. Zdaniem gościa Wirtualnej Polski inwestycja miałaby zwrócić się w pięć lat