Rząd przepisał grafikę o COVID-19 za naukowcami. "Zgadzają się jedynie kolory pudełek" [WYKRES DNIA]

Rząd opublikował grafikę przedstawiającą ryzyko zarażenia koronawirusem w różnych miejscach. Została ona opracowana na podstawie symulacji z USA i opublikowana w popularnym czasopismie naukowym. To właśnie m.in. na tej podstawie ekipa Morawieckiego podejmuje decyzje o obostrzeniach. Ale problemów z tą grafiką jest kilka - choćby ten, że mimo tego, co twierdzi CIR, wcale nie pokazuje ryzyka zakażenia.

Jak sugeruje grafika opublikowana przez Centrum Informacyjne Rządu, zdecydowanie największe ryzyko zakażenia koronawirusem mamy w restauracjach z obsługą kelnerską, na kolejnych miejscach są m.in. centra fitness, kawiarnie i bary, hotele, restauracje z zamówieniami składanymi przy barze oraz miejsca kultu religijnego. Najbezpieczniejsze są z kolei m.in. salony samochodowe, sklepy codzienne, apteki czy stacje paliw.

Dane zaprezentowane przez CIR nie pochodzą jednak z polskich badań. To grafika przerysowana za czasopismem naukowym "Nature". Publikacja samego artykułu w "Nature" odbyła się w listopadzie 2020 r., ale analiza opiera się na danych z okresu od 1 marca do 2 maja ub.r. Co kluczowe - były to badania przeprowadzone w USA - w dziesięciu największych aglomeracjach kraju.

KoronawirusMZ: 6 802 zakażenia koronawirusem i 421 ofiar

Na tej podstawie rząd podejmuje decyzje o restrykcjach

O tym, że rząd podejmując decyzje o obostrzeniach w konkretnych branżach bazuje na publikacji z "Nature", mówił pod koniec stycznia w Polsat News rzecznik rządu Piotr Müller.

To jedno z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych na świecie. Na tej podstawie podejmujemy decyzje - plus na podstawie rekomendacji Rady Medycznej czy profesorów epidemiologów

- mówił rzecznik rządu. Pytany, czy rząd nie dysponuje podobnymi badaniami z Polski, Müller tłumaczył, że "to prawda, że badanie dotyczy Stanów Zjednoczonych, ale ten wirus jest analogiczny".

Nie sposób przeprowadzić badania na terenie kraju w momencie, gdy mamy zamknięte poszczególne sektory gospodarki. Te badania prowadzi się, porównując dane przy zamkniętych i otwartych obiektach. W związku z tym kontakty społeczne musiałyby zostać uruchomione, aby przeprowadzić takie badania na terenie Polski

- komentował Müller.

Co pokazuje, a czego nie pokazuje grafika?

Grafika z "Nature" została przerysowana przez CIR w niepełnej formie. Po pierwsze, skala na osi X wskazuje 10 kolejno do potęgi pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej, ale nie wytłumaczono, co konkretnie oznaczają te liczby. Wiadomo to z oryginalnej wersji artykułu - chodzi o dodatkową liczbę zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. osób, w porównaniu do sytuacji, w której dane miejsca pozostają zamknięte.

Zresztą to nie jedyny element grafiki, który zaskakuje naukowców. Fundacja Naukowa SmarterPoland.pl nominowała ją wręcz w plebiscycie na najgorszy wykres roku 2020 (grafika znalazła się na stronie internetowej Kancelarii Premiera już w listopadzie 2020 r., powoływał się na nią premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji 21 listopada). Dlaczego? Otóż mimo że rząd opisał grafikę jako "ryzyko zakażenia koronawirusem w zależności od lokalizacji", to grafika z "Nature" mówi o czymś innym.

Wykres w artykule [z "Nature" - red.] nie pokazuje ryzyka, ale liczbę dodatkowych zakażeń po otwarciu danego rodzaju miejsc. Czymś zupełnie innym jest ryzyko zakażenia w szkole, a liczba dodatkowych zakażeń jeżeli szkoły będą otwarte (np. salonów samochodowych jest mniej niż szkół, przez co przełożenie na liczbę zakażeń będzie inne)

- czytamy w blogu SmarterPoland.pl. Dodatkowo, prezentowane w "Nature" liczby dotyczą nie zmierzonych wartości, a wyników symulacji. 

Co więcej, symulacje dotyczyły regionu "Chicago metro area" i nierozsądnie jest uogólniać te wnioski na cały kraj. (...) No cóż, zgadzają się jedynie kolory pudełek, choć akurat te nic w tym przykładzie nie znaczą

- napisano też na SmarterPoland.pl. 

Rzeczywiście - dane z artykułu nie są zmierzonymi "na żywym organizmie" wartościami, ale wynikami symulacji. Tym samym między bajki można włożyć twierdzenia Müllera, że "te badania prowadzi się, porównując dane przy zamkniętych i otwartych obiektach". Obostrzenia czy ich brak nie mają tu nic do rzeczy, bo badanie opublikowane w "Nature" to rezultaty modelowania różnych scenariuszy - otwierania różnych miejsc i zamykania innych. 

Luzowanie obostrzeń we Włoszech.Koronawirus w Europie. Jakie kraje luzują obostrzenia?

"Lekko absurdalne" czy lepsze niż nic?

Grafika opublikowana przez CIR spotkała się z bardzo różnym odbiorem internautów. Część z nich zwraca uwagę, że "lepszy rydz niż nic" i jakiekolwiek przesłanki naukowe dla uzasadnienia podejmowanych przez rząd decyzji są lepsze niż działania "na chłopski rozum".

Nic "na czuja" nie jest robione. Działania rządu są przemyślane zarówno w kontekście pomocy gospodarczej, jak i zabezpieczenia zdrowia i życia Polaków

- mówiła niedawno w "Studiu Biznes" na Gazeta.pl Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Ale spora część obserwatorów obawia się, czy przeprowadzone blisko rok temu symulacje na podstawie danych charakterystycznych dla największych amerykańskich metropolii (m.in. w zakresie mobilności) przystają do europejskich i polskich realiów. Delikatnie rzecz ujmując - nie wszyscy są co do tego przekonani. 

Uważam za lekko absurdalne podejmowanie decyzji gospodarczych w Polsce w oparciu o badania robione w dużych metropoliach w USA blisko rok temu

- pisze dziennikarka Karolina Hytrek-Prosiecka.

Część internautów zwraca też uwagę, iż z artykułu w "Nature" rząd wziął grafikę, ale już nie jego ogólne przesłanie. A z publikacji wynika, że twardy lockdown nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wskazano m.in., że "precyzyjne interwencje, takie jak redukcja maksymalnego obłożenia [danych obiektów - red.] mogą być bardziej efektywne niż mniej celowane działania, narażając przy tym na zdecydowanie niższe koszty ekonomiczne".

Z symulacji opisanych w czasopiśmie wynika, że po wprowadzeniu limitu 20 proc. maksymalnego obłożenia danych obiektów w Chicago, łączna liczba wizyt w tych miejscach spada o 42 proc., ale przewidywana liczba nowych zakażeń aż o ponad 80 proc. (w porównaniu z brakiem restrykcji).

Mam nadzieję, że rząd przeczytał do końca, bowiem autorzy artykułu wyraźnie potwierdzają tezę, że najlepszą metodą jest zmniejszenie obłożenia, a nie zamykanie, bowiem radykalnie zmniejsza ryzyko, a nie dewastuje gospodarki

- komentuje dr Tomasz Lasocki z Instytutu Nauk Prawno-Administracyjnych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Zobacz wideo