Na początku marca Apple wprowadził do swojej oferty nowe 13- i 15-calowe modele MacBooka Air. Była to "cicha" premiera, gdyż amerykański producent ograniczył się tu jedynie do komunikatu umieszczonego na stronie internetowej. Faktem jest, że nowy Air nie wnosi do serii żadnych rewolucyjnych zmian, czego odzwierciedleniem jest choćby identyczny design tych urządzeń.
Kilka rzeczy jednak się zmieniło, a jedna z nich - nawet bardzo. Chodzi oczywiście o nowy procesor, czyli wykonany w technologii 3 nm układ M3, który na chwilę obecną jest najpotężniejszą jednostką w portfolio Apple. Przez ostatnie kilka tygodni miałem okazję testować 13-calowy model nowego MacBooka Air wyposażony w podstawowy wariant układu M3 (8 rdzeni CPU i 8 rdzeni GPU).
Oto 7 rzeczy, które warto wiedzieć na temat tego urządzenia.
Jeśli liczyliście na jakąś rewolucję w designie nowego MacBooka Air, to niestety będziecie musieli obejść się smakiem. Apple nie wprowadził tu w zasadzie żadnych zmian. Ja jednak nie czynię z tego żadnego zarzutu, gdyż niezmiennie uważam, że Air należy do najładniejszych ultrabooków na rynku.
Apple przyzwyczaił nas już do tego, że swoje urządzenia projektuje z dbałością o każdy detal. Tak też jest w przypadku tegorocznego MacBooka Air - wszystkie elementy konstrukcji są ze sobą doskonale spasowane. Nic tu nie skrzypi ani nie trzeszczy.
Obudowa została wykonana ze stopu aluminium i sprawia wrażenie solidnej oraz odpornej na uszkodzenia. Solidny jest także zawias łączący panel ekranu z bazą laptopa. Działa on płynnie i pozwala na precyzyjną regulację kąta nachylenia wyświetlacza. 13,6-calowy MacBook Air (M3), tak jak swój poprzednik, waży zaledwie 1,24 kilograma, a jego wymiary to 1,13 cm × 30,41 × 2,15 cm.
Niestety, jak to w serii Air bywa, kompaktowość tego urządzenia przekłada się na dość ograniczoną liczbę portów. Do dyspozycji mamy jedynie złącze ładowania MagSafe, dwa porty USB typu C (Thunderbolt 3 / USB 4.0) oraz wyjście słuchawkowe. Aż prosi się tu o dodatkowy port USB-C lub slot kart SD.
Jedną z wad poprzedniej generacji MacBooka Air był fakt, że do urządzenia mogliśmy podpiąć tylko jeden zewnętrzny monitor (maksymalnie 6K/60Hz). Na szczęście Apple postanowił rozwiązać ten problem. W przypadku najnowszego Aira do urządzenia możemy podłączyć dwa ekrany zewnętrzne jednocześnie, choć aby skorzystać z ten funkcji pokrywa laptopa musi pozostać zamknięta.
Apple w oficjalnej komunikacji chwali się tym, że obudowa nowego MacBooka została pokryta dodatkową powłoką, która - w przeciwieństwie do poprzedniej generacji Air - nie zbiera odcisków palców. Niestety podczas testów nie zauważyłem, aby cokolwiek się w tej kwestii zmieniło.
MacBook Air w mojej ulubionej wersji kolorystycznej "Północ" (Midnight) wciąż prezentuje się niczym senne marzenie kryminologa. Niemal każdy kontakt z obudową kończy się pozostawieniem widocznych smug. Podczas fotografowania urządzenia musiałem mocno napocić się, aby doprowadzić je do względnego porządku, a i tak na części zdjęć wyraźnie widać ślady po odciskach palców. Uprzedzając złośliwe komentarze dodam, że ręce myję często. A nawet zbyt często.
Nowy Air dysponuje 13,6-calowym wyświetlaczem Liquid Retina (LCD IPS) o jasności do 500 nitów, czyli dokładnie takiej samej jak w przypadku modelu z układem M2. To znakomity ekran charakteryzujący się dobrym odzwierciedleniem kolorów i przyzwoitym kontrastem.
Gorzej wypada czerń, a w warunkach nocnych na krawędziach można zaobserwować szarawą poświatę. Niestety wciąż "skazani" jesteśmy również na standardową częstotliwość odświeżania (60 Hz). Funkcja ProMotion zarezerwowana jest bowiem dla MacBooków Pro z ekranami Mini LED.
Na nieszczęsnego "notcha", czyli wcięcie w górnej krawędzi wyświetlacza narzekam przy każdym teście MacBooka. I będę to robił aż do momentu, w którym ktoś w Apple pójdzie po rozum do głowy. W tym miejscu mogę tylko powtórzyć moją krytykę. "Notch" był i wciąż jest jednym z najbardziej irytujących aspektów nowych urządzeń giganta z Cupertino.
Miałbym nieco więcej wyrozumiałości dla Apple, gdyby pod "notchem" ukryto czujniki systemu FaceID. Tak jednak nie jest, bo MacBook Air 13" (podobnie jak wszystkie MacBooki) funkcji rozpoznawania twarzy nie oferuje. Jest za to czytnik linii papilarnych, który sprawuje się bez zarzutu.
Choć do moich rąk trafił model z "najgorszym" wariantem nowego układu M3, to jednak wcale nie oznacza, że temu procesorowi brakuje mocy. To wydajna jednostka, która została wykonana w 3-nanometrowym procesie technologicznym. Układ ten oferuje wsparcie dla ray-tracingu (wsteczne śledzenie promieni) i dynamic cachingu (wykorzystuje dokładnie tyle pamięci, ile jest niezbędne do wykonania określonego zadania).
Bazowy wariant M3, który wykonano z 25 mld tranzystorów, dysponuje 8 rdzeniami CPU (4 wydajnościowe i 4 energooszczędne). Apple podkreśla, że jest o 35 proc. wydajniejszy od procesora M1. Prawdziwą siłą M3 ma być jednak wzrost wydajności GPU. M3 dysponuje 10 rdzeniami GPU, które mają być o 65 proc. szybsze od GPU w modelu M1.
To, jak wydajnym układem jest M3 potwierdzają wyniki, które testowany laptop wykręcił w benchmarkach. W przypadku Geekbench 6 M3 wykręcił 3129 punktów w teście jednego rdzenia oraz 12040 punktów w teście wielu rdzeni. Co ważne, w pierwszym z tych testów testowany sprzęt okazał się nawet lepszy od MacBooka Pro z układem M2 Pro (!!!), który zdobył odpowiednio 2663 oraz 14568 punktów.
W CineBench 2024 testowany laptop zdobył z kolei 140 (jeden rdzeń) i 616 (wiele rdzeni) pkt. Być może to dziwnie zabrzmi, ale odnoszę wrażenie, że ten procesor jest wręcz zbyt mocny jak na potrzeby typowego użytkownika MacBook Air, który kupuje laptopa do takich zastosowań jak praca biurowa, przeglądanie internetu, rozrywka czy podstawowa edycja zdjęć i wideo.
M3 to bowiem układ skrojony pod zdecydowanie "cięższe" zadania, jak choćby montaż w Final Cut Pro, postprodukcja w DaVinci Resolve czy miksowanie w Logic Pro X. Ja otwarcie przyznaję, że w swojej codziennej pracy nie byłbym w stanie wykorzystać pełnego potencjału tego układu.
Nie wykluczam jednak, że moja percepcja "typowego użytkownika MacBooka Air" jest błędna.
Tym bardziej więc szokujący jest fakt, że w 2024 roku Apple wciąż oferuje nowe komputery w wersji z 8 GB RAM. Tak, wiem, że 8 GB RAM w MacBooku to zupełnie co innego niż 8 GB RAM w urządzeniu z Windowsem. Tak, wiem, że zachodni recenzenci nie widzą w decyzji Apple niczego zdrożnego.
Pozwólcie jednak, że wyjaśnię jedną różnicę. O ile w USA wymiana laptopa na nowy co 2-3 lata jest czymś zupełnie normalnym, o tyle klient z Polski najczęściej kupuje notebook z myślą, że posłuży mu on przez 5 lat, a być może i dłużej. I tu pojawia się problem, bo trudno mi sobie wyobrazić, aby za te kilka lat ktokolwiek mógł dalej sugerować, że 8 GB RAM w laptopie w zupełności mu wystarczy.
Czy DZIŚ 8 GB RAM sprawia, że z MacBooka Air nie da się komfortowo korzystać? NIe. Sam testowałem urządzenie Apple właśnie w tym wariancie i podczas codziennego korzystania nie natrafiłem na żadne problemy z wydajnością.
Czy jest to jednak dla firmy z Cupertino usprawiedliwienie? Absolutnie nie. Dobry laptop powinien dawać użytkownikowi poczucie, że jest sprzętem nie do "zajechania". Wariant z 8 GB RAM takiego poczucia nie daje. Gdy celowo obciążyłem ten sprzęt wieloma zadaniami i jednocześnie uruchomiłem przeglądarkę, w której otworzyłem kilkanaście zakładek, pamięć zaczynała się "przytykać". Moim zdaniem układ M3 jest zbyt potężny, aby ograniczać jego możliwości poprzez oszczędzanie na pamięci.
Już od kilku dobrych lat klawiatura w MacBooka jest klasą samą dla siebie (aferę ze słynnymi motylkowymi klawiszami mamy na szczęście dawno za sobą) Pisze się na niej wygodnie, a klawisze mają odpowiedni skok. Do tego dochodzi również znakomite podświetlenie. Jeśli zaś chodzi o trackpad to pozostaje on niedoścignionym wzorcem dla innych urządzeń. MacBook Pro jest w zasadzie jedynym laptopem, do którego praktycznie nigdy nie podłączam myszki.
Testowany laptop został wyposażony w baterię litowo-polimerową o mocy 52,6 Wh. Zgodnie z deklaracją Apple urządzenie na jednym ładowaniu umożliwia do 18 godzin odtwarzania filmów lub do 15 godzin przeglądania internetu.
A jak to wygląda w praktyce? Nie aż tak dobrze, ale nadal bardzo solidnie. Nowy MacBook Air pozwalał mi na około 12-13 godzin typowej pracy biurowej na jednym ładowaniu akumulatora. Rozładowanie tego urządzenia jest nie lada wyzwaniem.
Jeśli chodzi o ceny to, tak jak w przypadku większości sprzętów Apple - tanio nie jest. 13-calowy MacBook Air z układem M3 w najtańszym wariancie (8/256 GB) kosztuje 5 999 zł. Jeśli natomiast chodzi o wariant wyposażony w 16 GB RAM, to wyceniono go na 7 199 złotych.
Co ważne, jednocześnie Apple obniżył ceny MacBooków z procesorem M2. Najtańszy wariant (8/256 GB) kosztuje teraz 4 999 zł, a ten sam model z 16 GB RAM - 6 199 zł.
Szczerze mówiąc, gdybym dysponował kwotą ok. 6000 zł i zastanawiał się, czy lepiej kupić MacBooka Air z nowszym układem M3 i mniejszą ilością pamięci RAM (8 GB), czy zdecydować się na straszy model z procesorem M2, ale większą ilością RAM (16 GB), to postawiłbym na tę drugą opcję.
Różnica w wydajności pomiędzy układami M2 i M3 oczywiście istnieje i - jak pokazują testy - jest znacząca, ale większość użytkowników MacBooka Air jej nie odczuje podczas codziennego korzystania z urządzenia. Moim zdaniem osoby te zdecydowanie bardziej skorzystają na dwukrotnie większej ilości pamięci operacyjnej.
TU ZNAJDZIE SIĘ REKLAMA