Centrum Ochrony Zdrowia w Honkongu wydało komunikat, w którym ostrzega przed dotykaniem i karmieniem dzikich małp. To reakcja na pierwszy w historii Chin przypadek zakażenia wirusem B znanym też jako Herpesvirus simiae lub wirus opryszczki B. Nosicielami wirusa są makaki i w Państwie Środka aż do tego tygodnia nie odnotowano ludzkiego przypadku zakażenia.
Chińskie media opisują, że 37-letni mężczyzna, który przebywa w szpitalu Yan Chai w Hongkongu, prawdopodobnie zaraził się wirusem podczas wizyty w parku Kam Shan Country Park. Tam miała go zranić jedna z dzikich małp. Po trzech tygodniach od incydentu 37-latek trafił do szpitala z gorączką i obniżonym stanem świadomości. Władze szpitala oceniają jego stan jako "poważny", choć jeszcze niedawno był "krytyczny".
Makaki w naturalny sposób przenoszą wirusa w swojej ślinie, moczu i kale. Ludzie mogą zarazić się wirusem w wyniku ukąszenia lub zadrapania małpy, co może wywołać objawy grypopodobne. Z czasem mogą przekształcić się w potencjalnie śmiertelną infekcję centralnego układu nerwowego. "South China Moring Post" opisuje, że nieleczony wirus daje 70 proc. śmiertelności.
To pierwszy taki przypadek w Chinach, choć podobne incydent miały miejsce m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Japonii. W sumie udokumentowano 50 przypadków zakażeń wirusem. Z czego 21 osób zmarło. Niezwykle rzadkie było jednak przenoszenia wirusa między ludźmi. Na wszelki wypadek w miasto wszczęło jednak dochodzenie epidemiologiczne.