"Wielokrotnie i regularnie spotykam się z sytuacjami, kiedy kierujący, słuchając głośnej muzyki, nie reaguje na sygnały ostrzegawcze, pochodzące z jego otoczenia od innego uczestnika ruchu, który nie znajduje się w polu jego widzenia. Powoduje to brak reakcji na sygnały ostrzegawcze" - pisze autor petycji skierowanej do parlamentu, w której domaga się kar za używanie słuchawek podczas jazdy.
Zaproponowane przez niego ograniczenia miałyby zastosowanie nie tylko do kierowców samochodów osobowych, ale też hulajnóg, rowerów, motorowerów oraz pojazdów komunikacji miejskiej. Wysokość mandatów byłaby uzależniona od rodzaju pojazdu, którego kierowca używał słuchawek. Najwyższy mandat przewiduje ponad dwa tysiące złotych kary.
Zakaz używania słuchawek, według anonimowego autora petycji, miałby wpłynąć na "zwiększenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez ograniczenie możliwości blokowania bodźców słuchowych kierujących pojazdami, pochodzącymi z otoczenia, na przykład gdy uczestnik ruchu wysyła dźwiękowe sygnały ostrzegawcze, a nie jest w polu widzenia drugiego kierującego".
Podobnego zdania są policjanci. Kom. Robert Opas z Komendy Głównej Policji w rozmowie z TVN Turbo nazwał tę propozycję "dobrym pomysłem". - Są bardzo różnego rodzaju słuchawki. Są słuchawki, których używają osoby niepełnosprawne, niedosłyszące, są słuchawki, które redukują szumy. Są też takie, które odrywają naszą uwagę od tego, co dzieje się wokół pojazdu i słuchając głośnej muzyki, możemy nie usłyszeć, chociażby nadjeżdżającego pojazdu - tłumaczył. Dodawał, że "słuchawki, które odcinają nas od świata zewnętrznego, potęgują niebezpieczeństwo i ryzyko".
Zwiększone zagrożenie potwierdziły też badania Forda z 2021 roku. "Rzeczpospolita" opisuje, że znany producent samochodów przeprowadził eksperymenty, z których wynika, że osoby słuchające muzyki w słuchawkach są średnio o ponad 4 sekundy wolniejsze w rozpoznawaniu zagrożeń na drodze od tych. którzy tego nie robią. Obecnie petycja analizowana jest w komisjach ds. petycji zarówno w Sejmie jak i w Senacie. Trafiła bowiem do rozpatrzenia w obu izbach. Politycy rządzący dotychczas nie odnieśli się do tego pomysłu.