Boeing 737-800 należący do TUI ledwo zdołał wystartować z lotniska w Bristolu. Maszyna wzbiła się powietrze w ostatniej chwili i w miejscu, gdzie kończył się pas startowy, była tylko trzy metry nad nim - donosi Sky News. Gdy samolot przelatywał nad drogą A38 był zaledwie 30 metrów powyżej trasy. Na pokładzie znajdowały się 163 osoby.
Problemy były spowodowane usterką oprogramowania. AAIB, brytyjska agencja rządowa zajmująca się badaniem wypadków w lotnictwie cywilnym podała, że Boeing już przed wypadkiem wiedział o istnieniu problemu. W raporcie z dochodzenia stwierdzono, że automatyczna przepustnica wyłączyła się po wybraniu trybu startu. Żaden z pilotów nie zauważył, że siła ciągu była ustawiona nieprawidłowo i nie zostało to wykryte przez standardowe procedury operacyjne.
W wyniku błędu przyśpieszenie samolotu było niższe niż w przypadku 99,7 proc. innych samolotów tego modelu odlatujących z tego lotniska. Biorąc pod uwagę, że pas startowy w Bristolu jest stosunkowo krótki, pojawił się problem. Samolot powinien być bowiem co najmniej pięciokrotnie wyżej w momencie oderwania się do lotu. Boeing przyznał, że wiedział o długiej historii podobnych problemów ze startem.
To kolejne problemy amerykańskiego producenta samolotów. Na poważne kłopoty Boeinga zaczęły się w 2019 roku, gdy w przeciągu pół roku doszło do dwóch katastrof samolotów producenta (loty Lion Air Flight 610 w październiku 2018 i Ethiopian Airlines Flight 302 w marcu 2019 roku), w których zginęło łącznie 346 osób. W ostatnich miesiącach o firmie znów jest głośno, po tym jak w styczniu lot Alaska Airlines, musiał awaryjnie lądować, ponieważ na wysokości ponad 4800 metrów wyrwane zostały drzwi awaryjne. Maszyna wraz ze 177 pasażerami oraz załogą wylądowała bezpiecznie w Portland. W wyniku zdarzenia uziemiono wszystkie Boeingi 737 MAX 9.
Problemy dotyczą nie tylko sektora lotniczego, ale też kosmicznego. W środę statek kosmiczny Boeing Starliner zdołał wystartować dopiero przy trzeciej próbie. Ostatecznie jednak w piątek pojazd zadokował w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jego lot z przylądka Canaveral na Florydzie trwał ponad dobę. To pierwsza załogowa misja Starlinera. Ze względów technicznych była opóźniona o kilka lat.
Problemy podczas startu nie były jednak jednymi. Przed startem, a później w trakcie lotu, doszło do wycieków helu, co uniemożliwiło działanie niektórych z 28 silników Starlinera. Usterki udało się jednak opanować a kapsuła otrzymała zgodę na dokowanie. W ostatniej godzinie podejścia załoga zaczęła ręcznie pilotować statek kosmiczny w ramach zaplanowanego testu możliwości manualnego sterowania. Misja Starlinera ma potrwać około tygodnia.