Program "Mieszkanie na Start", zakładający dopłaty do kredytów, bardzo się ślimaczy. Ogłoszono go już kilka miesięcy temu, a jego wejście w życie nadal wydaje się bardzo odległe. Do końca maja przedłużono termin konsultacji społecznych. "Rzeczpospolita" pisze, że nowy minister rozwoju Krzysztof Paszyk z PSL, ma ostatecznie zdecydować, co dalej z tym programem. Ponadto na stanowisku wiceministra rozwoju ds. budownictwa nadal pozostaje wakat. Zwolnił je Krzysztof Kukucki z Lewicy, który został prezydentem Włocławka.
Niewykluczone jednak, że ostatecznie dopłat do kredytów nie będzie. Głośno protestuje przeciwko nim Lewica. Ministerka rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła w Polskim Radiu, ze "nie jest fanką takiego rozwiązania". Przypominała, że "dopłaty do kredytów powodują wzrost cen mieszkań". - Mam nadzieję, że na koniec dnia miliardy z budżetu państwa będą wydawane na mieszkania, ale nie na mieszkania na kredyt, ale na budowę tych mieszkań - mówiła.
Także wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty mówił na antenie Radia Zet, że Lewicy "nie podoba się kredyt 0 proc.". - Nie poprzemy żadnego wariantu związanego z kredytem 0 proc., jeśli rząd nie poprze wariantu rozbudowanego przez nas, dot. budowy mieszkań na tani wynajem - mówił. Jeszcze bardziej kategorycznie wypowiadał się wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z Lewicy. Mówił bowiem, że może się zdarzyć tak, że "kredyt 0 proc. wyląduje w koszu".
Jeśli Lewica dopięłaby swego i rzeczywiście program "Mieszkanie na Start" nigdy nie wejdzie w życie, mogłoby to wpłynąć korzystnie na ceny mieszkań. - Jeśli będzie nowy program dopłat do kredytów, ceny wzrosną. Jeżeli go nie będzie - spadną. Brak programu dopłat przy ograniczonym popycie zmusi sprzedających do obniżek cen, żeby pozyskać kupca. Zakładając, że stopy procentowe utrzymają się na porównywalnym poziomie, spadki cen mieszkań będą poniżej 10 proc. w skali sześciu miesięcy - tłumaczył w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Paweł Grabowski z BIG Property. Według ekspertów mniejszy potencjał popytu skłoni sprzedających do urealniania cen.