Po wakacjach ma według planów Ministerstwa Rozwoju i Technologii trafić do Sejmu projekt ustawy dotyczący kredytu #naStart, czyli kolejnego programu dopłat do rat. Resort chciałby, aby program ruszył w styczniu 2025 r. Jest tylko jeden problem - brak poparcia dla niego na łonie koalicji rządzącej. Twarde "nie" mówią mu Lewica i Polska 2050. Żeby program wszedł w życie, te ugrupowania muszą zmienić zdanie, ewentualnie Koalicja Obywatelska musiałaby wypiąć się na koalicjantów i liczyć na głosy PiS-u.
Program nie podoba się nie tylko koalicjantom KO i PSL-u, ale też sporej części opinii publicznej. Wyraz tej dezaprobaty widać w opiniach do projektu, które właśnie opublikowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii.
Mimo że m.in. były minister Krzysztof Hetman zapewniał, że w projekcie przewidziano szereg "bezpieczników" aby uniknąć wzrostu cen mieszkań, zdaje się, że wiele instytucji nie daje temu wiary. Między innymi NBP pisze o tym, że program "może oddziaływać w kierunku dalszego wzrostu cen nieruchomości, ograniczając w ten sposób ich dostępność dla znacznej części społeczeństwa niekorzystającej z dopłat".
To niejedyne uwagi z banku centralnego. NBP obawia się też osłabiania efektów swojej polityki pieniężnej (taka jest logika w wysokich stopach procentowych: żeby kredyty były drogie). Ale de facto tego właśnie chce MRiT: ocenia, że w obliczu wysokich stóp trzeba wspierać akcję kredytową. Wygląda to jak zamknięte koło.
NBP zauważa też, że dopłaty będą należeć się osobom o odpowiednio wysokich, stałych dochodach, które zapewniają im zdolność kredytową.
Działania państwa powinny w zdecydowanie większym stopniu koncentrować się na pobudzaniu podaży nieruchomości, w tym na wynajem, dostępnych na przystępnych warunkach
- ocenia Narodowy Bank Polski. W komentarzu do tej uwagi MRiT stwierdza, że nowy program ma wspierać przede wszystkim osoby na granicy zdolności kredytowej. "Osoby osiągające wysokie dochody zostaną z programu wykluczone za pomocą wprowadzonych limitów dochodowych" - zapewnia resort. Ale i z tym można się spierać, bo pełne dopłaty miałyby się należeć np. rodzinie 2+2 z dochodami 19,5 tys. netto miesięcznie (a przekroczenie tego limitu nie dyskwalifikowałoby z programu, tylko pomniejszało wysokość dopłaty). Zresztą także Ministerstwo Finansów pisze w opinii do projektu, że niektóre ograniczenia dochodowe wydają się "nieuzasadnienie wysokie" i radzi ich obniżenie.
Ministerstwo Finansów ocenia również, że popularny "kredyt zero procent" stanowiłby "silny czynnik propopytowy na rynku nieruchomości".
To może doprowadzić do niewspółmiernego do fundamentów gospodarki wzrostu cen na rynku mieszkaniowym i kosztów materiałów budowlanych w krótkim okresie
- przestrzega resort. Zauważa, że popyt na kredyty mieszkaniowe jest wyraźnie wyższy niż rok temu (przed programem Bezpieczny Kredyt 2 procent) i jest zdania, że wraz z poprawiającą się sytuacją makroekonomiczną "można spodziewać się stopniowej odbudowy popytu na mieszkania bez takiej skali dopłat do rat kredytów".
Ministerstwo Finansów, owszem, przewiduje, że nowy program podniesie ceny mniej niż Bezpieczny Kredyt 2 procent, niemniej ryzyko widzi szczególnie w dwóch segmentach rynku.
Należy zwrócić uwagę na możliwy większy wpływ na ceny mieszkań o większych metrażach i w mniejszych ośrodkach ze względu na dużo większą niż w poprzednim programie preferencję dla gospodarstw domowych z dziećmi
- ocenia.
Resort, jak na Ministerstwo Finansów przystało, pisze też o pieniądzach - i wcale nie jest to przekaz "wydawajcie ile się da".
Nowe rozwiązania zaproponowane w projekcie ustawy skutkują wzrostem wydatków z budżetu państwa na zasilenie Rządowego Funduszu Mieszkaniowego. Aktualne budżetowe założenia na lata 2025-2026 nie uwzględniają wzrostu wydatków z budżetu państwa na ten cel
- pisze resort finansów. Zauważa, że zapotrzebowanie na środki z budżetu wymaga analizy, a cały projekt rozważenia czy będzie priorytetem do realizacji.
Program #naStart ma polegać na dopłatach do rat nowych kredytów przez pierwszych dziesięć lat. Preferencyjny kredyt ma być limitowany (15 tys. wniosków kwartalnie) i przeznaczony wyłącznie dla osób kupujących swoje pierwsze mieszkanie (wyjątek to rodzice minimum trojga dzieci).
Wysokość dopłaty do raty w ramach kredytu #naStart ma zależeć od szeregu czynników - m.in. liczby domowników, dochodów gospodarstwa domowego oraz wielkości kupowanej nieruchomości i jej lokalizacji. Resort wyjaśnia, że w ten sposób chce odsiać osoby, które wsparcia nie potrzebują. O planowanych szczegółach programu pisaliśmy dużo więcej w tekście: Ładne kwiatki! Aż tyle rząd będzie dopłacał do rat kredytów #naStart [LICZYMY].