RapidShare - kolejna faza bitwy z piratami

Trwa wielkie starcie pomiędzy rzeszą miłośników darmowych, ale nielegalnych plików a koncernami wydawniczymi dysponującymi prawami licencyjnymi naruszanymi przez piratów. RapidShare, największy i najpopularniejszy serwis umożliwiający wymianę plików znalazł się między młotem a kowadłem.

A właściwie, trzymając się pirackiego "klimatu", RapidShare jest krypą podnajmowaną przez piratów za miesięczne opłaty, na którą właśnie dokonuje abordażu piechota morska z flagowego okrętu organizacji antypirackich. Ich naciski na używanego głównie do nielegalnego obrotu muzyką, filmami, serialami i różnym oprogramowaniem serwisu nasilały się od miesięcy i niedawno były dyrektor generalny RapidShare, Bobby Chang ugiął się pod presją.

RapidShare wysłało sygnały do koncernów, obiecują bardziej zdecydowany kurs antypiracki, głównie objawiający się we wzmożonej kontroli treści i likwidacji kont użytkowników dzielących się nielegalnie plikami. Firma wystosowała też własne ostrzeżenia do serwisów ułatwiających przeszukiwanie i korzystanie z jej zasobów, takich jak Rapid.org czy Rapidshare.net.

Piraci w natarciu

I już wydawało się, że serwis pójdzie powoli drogą wytyczoną swego czasu przez Napstera, czyli się "zalegalizuje", a przy tym straci też większość użytkowników i dotychczasową pozycję rynkową na rzecz swoich licznych konkurentów... ale piraci zebrali się w sobie i kontratakowali, spychając nieco swoich przeciwników w kierunku burty.

Zdecydowane protesty internautów i społecznościowe akcje przeciwko nowemu modelowi płatności, który RapidShare miało wprowadzić, a który wymuszał dzienne limity wielkości ściąganych plików w ramach coraz więcej płatnych pakietów, wymusiły na firmie wycofanie się z tych propozycji. Piraci pokazali, że w liczbie ich siła. I że, nawet jeśli są skłonni płacić za wygodę internetowej kradzieży własności intelektualnej, to niezbyt wiele, co jest zrozumiałe - w końcu są piratami przecież. RapidShare z kolei udowodniło, że liczy się z ich opinią i ugina się także pod naciskiem tej strony. Nowy system płatności, o wiele dogodniejszy dla "użytkowników", bazował będzie na limitach miesięcznych.

Ten statek nie chce tonąć

RapidShare z jednej strony poddaje się powoli żądaniom organizacji antypirackich (choć nie wprowadzono jeszcze aktywnych filtrów odrzucających nielegalne pliki przed ich zamieszczeniem w bazie), a z drugiej strony ustępuje też piratom, gdy ci ruszą tłumem. Czym to się skończy? Zwycięstwem jednej ze stron, oczywiście. Historia uczy, że wygrają "legalni", ale znów będzie to zwycięstwo pyrrusowe, bo piraci opuszczą okręt i przesiądą się na kilka innych, nowszych, lepszych i szybszych. Nic im nie będzie... i tylko samo RapidShare po bitwie, z dziurą wybitą w kadłubie, powoli pójdzie na dno.

Najtańsze, oprotestowane konto premium RapidShare miało pozwalać na 1 GB transferu dziennie. Po naciskach społeczności podstawową opcją będzie kosztujący niecałe 5 euro 4-miesięczny pakiet z 10 GB przestrzeni dyskowej oraz 30 GB transferu miesięcznie. Chętni będą mogli wykupić oczywiście dodatkowy transfer.

[via TorrentFreak ]

Sławek Serafin

Więcej o: