Do iPhone'ów są różne dodatki, od klawiatur przez głośniki do stacji dokujących. Ale żeby w iPhone'ie zamontować wiatrak? Zresztą, po co? Otóż po to, żeby sobie doładować telefon. Na początku myślałem, że to wymysł czysto proekologiczny w najbardziej ortodoksyjnej, żeby nie powiedzieć "naiwnej" formie. Ale gdy się przyjrzeć sprawie bliżej, to pomysł nie wydaje się taki głupi. Wyobraźmy sobie sytuację, że nie mamy gniazdka pod ręką, cywilizacja najbliższa kilometry od nas a my się, powiedzmy, zgubiliśmy w na jakimś pustkowiu. Jeżeli na pustkowiu wieje - jesteśmy uratowani. Cały proces ładowania trwa około sześciu godzin . iFan, bo tak nazywa się ładowarka, może być całkiem sprytnym rozwiązaniem, jeśli nie lubimy za bardzo wygód i przedkładamy namiot i ognisko nad kurort i plażę. Wielbiciele rowerów, myślę, byliby ukontentowani, szczególnie, jeśli pamiętają jeszcze wiatraczki kupowane na bazarach i montowane na kierownicach składaków.
A tak na koniec: lepiej mieć możliwość wezwania pomocy w razie czego, prawda?
źródło: ubergizmo.com
Jarosław Senator