Jak donosi portal Daily Mail, awaria Boeinga 737-800 nastąpiła kilka chwil po jego starcie z lotniska w Dalamanie w Turcji. Samolot miał lecieć do Manchesteru, a jego wylot był już opóźniony o wiele godziny. Klienci linii TUI usłyszeli wtedy, że maszyna przechodziła testy techniczne.
Samolot kilka chwil po oderwaniu się od płyty lotniska zaczął gwałtownie tracić wysokość. Pilot maszyny przerwał proces startu, choć prędkość, którą rozwinął, przekroczyła 281 kilometrów na godzinę. Maszyna dotknęła płyty lotniska i wpadła w poślizg.
- Myślałem, że uderzyliśmy w inny samolot. Kiedy wpadliśmy w poślizg, stewardessa na kolanach rozpaczała: "Mam trójkę dzieci!". (...) Wszyscy myśleliśmy, że zginiemy - powiedział mediom jeden z pasażerów.
- Mieliśmy kolejną usterkę. To jest dramat... Wiem, że jesteście zaniepokojeni, bardzo przepraszam za wszelkie niedogodności - powiedział pilot Boeinga, kiedy samolot wreszcie się zatrzymał. Jego słowa nie uspokoiły pasażerów, którzy chcieli jak najszybciej opuścić pokład. Drzwi otwarto jednak dopiero po 30 minutach, ponieważ służby ratunkowe oraz straż pożarna musiały dotrzeć na miejsce i zabezpieczyć samolot z zewnątrz.
Jak później ujawniono, ten sam Boeinga 737-800 został dwa dni wcześniej przekierowany z Lizbony z powodu problemów technicznych. Na kilka godzin przed wylotem z Dalamanu stwierdzono, że maszyna ma uszkodzony silnik. Obsługa uznała jednak samolot za naprawiony i udzieliła zgody na start. Pasażerowie twierdzili, że z tyłu Boeinga miała unosić się woń paliwa, co dodatkowo ich zaniepokoiło.
Przedstawiciele linii lotniczych poprosili podróżnych, aby pozostali w Turcji przez następne 3 dni, by zarezerwowano im inne loty powrotne. Część pasażerów zdecydowała jednak na własną rękę poszukać opcji powrotu, by nie podróżować dalej z TUI.