Uciekli z banków, ale wciąż płacą raty w terminie

Klienci, którzy najczęściej się zadłużają, stopniowo przenoszą się z banków do firm pożyczkowych – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Co ciekawe, terminowość spłat wcale się przez to nie pogorszyła.

Jeszcze pięć lat temu aż 130 tys. osób spłacało w bankach 10 lub więcej kredytów. Takie nagromadzenie zobowiązań miało oczywiście wpływ na jakość ich obsługi. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w 2011 r. nawet 2/3 tej grupy zalegało 90 dni lub więcej ze spłatą przynajmniej jednej z tych umów.

Zmiany na rynku, do jakich doszło od tego czasu, są wręcz niewiarygodne. Banki zaczęły bardziej zwracać uwagę na to, komu pożyczają pieniądze. Pewną popularność zyskały kredyty konsolidacyjne, pozwalające zamienić kilka zobowiązań na jedno, z dłuższym terminem spłaty. I wreszcie, co również może mieć znaczenie, wyraźnie zmniejszyło się od tego czasu bezrobocie. W efekcie pod koniec 2013 r. z 10 lub więcej umowami kredytowymi zmagało się już tylko około 50 tys. klientów banków, a poważnie zaległości w spłatach miała mniej niż połowa tej grupy. Obecnie te liczby są jeszcze niższe. Banki mają zaledwie 31,5 tysiąca takich klientów, a z obsługą przynajmniej jednego zobowiązania przez więcej niż 90 dni spóźnia się mniej więcej co szósta osoba (17%) z tej grupy.

Dane BIK pokazują jeszcze jedno ciekawe zjawisko. Część osób notorycznie zadłużających się nie zmieniła swoich zwyczajów, a tylko znalazła sobie inne źródło finansowania. Gdy policzymy osoby, które spłacają łącznie 10 lub więcej kredytów i pożyczek zaciągniętych nie tylko w bankach, ale też w firmach pożyczkowych, to okaże się, że wciąż jest ich około 50 tysięcy. I ta liczba od trzech lat utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie. A więc w grupie osób nałogowo żyjących na kredyt przybywa takich, które oprócz tańszych kredytów bankowych zaciągają też droższe pożyczki pozabankowe.

Czy wpływa to na terminowość spłat? Okazuje się, że tylko w minimalnym stopniu. Wśród „notorycznych pożyczkobiorców” finansujących się równocześnie w bankach i firmach pozabankowych poważne opóźnienia w spłacie ma 19%. To zaledwie o dwa punkty procentowe więcej, niż w grupie „notorycznych kredytobiorców”, finansujących się tylko w bankach.