Sondaże zbierane przy urnach wyborczych mówią, że SPD zdobyła 30,5 proc, AfD - 21 proc., a CDU - 19,2 proc. Do parlamentu landu położonego nad Bałtykiem i sąsiadującego z Polską wejdzie jeszcze Lewica - Die Linke zdobyła ponoć 12,5 proc. głosów - oraz Zieloni z poparciem na poziomie 5 proc. Liberałowie z FDP i neofaszyści z NPD jednoznacznie przegrali. Z wynikami na poziomie odpowiednio 2,9 i 3,3 proc. mogą zapomnieć o własnych posłach w parlamencie Meklemburgii-Pomorza Przedniego.
Z powyższego wynika, że koalicji SPD-CDU, która do tej pory rządziła we wschodnim landzie Niemiec, uda się dalej utrzymać władzę - prawdopodobnie zdobyła 40 z 71 mandatów. Ale nie to jest - paradoksalnie - tutaj najważniejsze.
Koniec żelaznej kanclerz. Co z sankcjami na Rosję?
CDU - przynajmniej na wschodzie Niemiec - przestało być jedną z dwóch najważniejszych partii politycznych. To rodzi daleko idące konsekwencje.
Po pierwsze, nie jest pewne, czy Merkel dotrwa jako szefowa partii do przyszłorocznych wyborów do Bundestagu. Być może zostanie odsunięta od władzy przez polityków CDU/CSU, którzy z pewności nie chcą by za nieco ponad rok powtórzył się dzisiejszy wynik lokalnych wyborów - tyle, że wtedy już na szczeblu federalnym. A z pewnością - jeżeli jednak utrzyma się na stanowisku szefowe rządu - będzie teraz atakowana dużo silniej, niż wcześniej.
Słabnąca pozycja Merkel w partii i w koalicji z SPD - albo nawet jej odejście - oznacza więc być może korekty w polityce Niemiec. Dotyczyć one mogą zarówno mocno krytykowanej polityki imigracyjnej Angeli Merkel, jak i - co dla nas wydaje się, że ma większe znaczenie - polityki wobec Rosji. Zarówno SPD, jak i AfD są zdecydowanie bardziej przyjaźnie nastawione do Rosjan.
Czytaj więcej: Sytuacja rosyjskiego budżetu jest bardzo trudna – m.in. przez sankcje i tanią ropę. Ale Putin ma nowy pomysł.
Zamrożone rozmowy o Brexicie
Walka o schedę po Merkel utrudni też rozmowy z Brytyjczykami o Brexicie. Trudno uwierzyć, by słabnąca kanclerz lub któryś z jej następców teraz, przed wyborami do Bundestagu, z zapałem poświęcił się negocjacjom z Londynem.
Zapewne dzisiejszy wynik wygasił też definitywnie negocjacje z Amerykanami na temat wielkiej umowy o wolnym handlu. Merkel wspierała przyjęcie TTIP - teraz to już martwy projekt.
Niemcy staną się więc - co najmniej aż na rok - państwem, które będzie zdecydowanie bardziej bierne i mniej aktywne na arenie międzynarodowej niż dotąd. Dzisiaj, mówiąc nieco górnolotnie, Europa prawdopodobnie utraciła jednego z najsilniejszych i najważniejszych przywódców.
A po wyborach Niemcy będą jak Hiszpania
Ale to jeszcze nie koniec wszystkich możliwych zagrożeń, które pojawiły się po niedzielnych wyborach lokalnych.
Z AfD nikt dzisiaj w Niemczech nie chce tworzyć rządu. Jeżeli w przyszłym roku w wyborach do Bundestagu populiści wygrają, jak teraz w wyborach lokalnych, może nie udać się ponownie stworzyć koalicji CDU-SPD. A to oznacza dodatkową niepewność i w skrajnym wypadku problemy z powołaniem nowego rządu przypominające te z którymi boryka się teraz Hiszpania. Tam dobry wynik populistycznej partii Podemos spowodował, że na Półwyspie Iberyjskim odbędą się za chwilę trzecie już wybory parlamentarne w ciągu ośmiu miesięcy. Politycy nie są bowiem w stanie dogadać się odnośnie powołania większościowego gabinetu.
Tak więc, choć pozornie niewiele się zmieniło - SPD z CDU dalej będzie rządzić w landzie niedaleko Szczecina - to jednak Niemcy przestają być krajem bardzo stabilnym i bardzo przewidywalnym. A to z pewnością - wcześniej lub później uderzy w gospodarkę.
Słabsze euro, słabszy złoty, mniej inwestycji
Jak? Możliwe, że nieznacznie osłabi się euro i nieco bardziej złoty. Dlaczego? Ponieważ nasza waluta jest traktowana jako ta, od której należy uciekać, jak tylko robi się na świecie bardziej nerwowo.
Większa niepewność polityczna w Europie to również większe ryzyko inwestycyjne, a więc mniej nowych inwestycji. Również w Polsce. Wielki i mniejszy biznes woli przeczekać niepewne czasy.
Czytaj więcej: Jaki procent polskiego eksportu trafia do Niemiec?
Najnowsze wyniki wyborów lokalnych w Niemczech z pewnością więc utrudnią realizację ambitnych planów wicepremiera Morawieckiego – trudniej mu będzie teraz namówić inwestorów do uruchamiania nowych przedsięwzięć nad Wisłą.
Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"