W Brazylii wybuchł skandal polityczny w wyniku oskarżenia prezydenta Michela Temera przez prokuraturę. Postawiono mu zarzut korupcji po tym, jak lokalne media opublikowały opis nagrania, na którym rzekomo prezydent kraju przekazuje pieniądze jednemu z senatorów w zamian za zachowanie milczenia w związku z łączącymi ich ciemnymi interesami. Senator został bowiem skazany za udział w praniu brudnych pieniędzy.
Czytaj też: Według tego raportu program 500+ ma zły wpływ na firmy.
Temer zaprzeczył przekazywaniu jakichkolwiek środków i stwierdził, że nie zrezygnuje ze stanowiska. Zarzuty wobec prezydenta mocno jednak wystraszyły inwestorów, bo kraj dopiero co otrząsnął się z problemów wywołanych odsunięciem od władzy poprzedniej prezydent kraju Dilmy Rousseff. Powodem jej odejścia był skandal korupcyjny, a Temer był jednym z jej współpracowników.
Główny indeks giełdy w Brazylii, Bovespa zanurkowała o blisko 9 proc., podobnie straciła brazylijska waluta. W reakcji na panikę inwestorów przedstawiciel banku centralnego zapewnił, że będzie udzielał instytucjom finansowym odpowiedniego wsparcia, oczywiście, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Jak wyjaśnia BBC złe nastroje podsyca fakt, że 1/3 gabinetu prezydenta Temera jest obiektem śledztw związanych z korupcją.
Krach na giełdzie przerywa trwające od roku 2015 odrabianie strat tamtejszego rynku akcji. Bo chociaż PKB nieustannie maleje, inwestorzy przed wybuchem skandalu byli przekonani o tym, że Brazylia zaczyna wychodzić na prostą. Jeśli zarzuty się potwierdzą, prezydent Temer nie ustąpi może pogrążyć swój kraj w kolejnym, kosztownym i trwającym długie miesiące kryzysie.
Przecena w Brazylii negatywnie wpłynęła też na notowania giełdy w Argentynie, która zniżkowała o 3 proc. Jeśli natomiast chodzi o rynki amerykańskie czy europejskie, to zachowują się one bardzo spokojnie i są dziś na lekkich plusach.