W skali całego 2017 r. wzrost długu Skarbu Państwa „tylko” o 11,3 mld zł to przede wszystkim efekt bardzo mocnego złotego. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, gdyby nie różnice kursowe, zadłużenie byłoby na koniec lipca wyższe o blisko 19 mld zł.
Ale akurat w lipcu wyraźnego umocnienia polskiej waluty nie było, i to nie kwestie spadku polskiego zadłużenia walutowego w przeliczeniu na złote stały za spadkiem długu Skarbu Państwa o blisko 5,8 mld zł. Teraz Polska po prostu spłaciła część swojego zadłużenia – dokonała wykupu obligacji wartych ok. 7,8 mld zł. W tym czasie sprzedała obligacje za 2 mld zł, więc łącznie stan zadłużenia spadło o 5,8 mld zł.
Skąd Morawiecki bierze pieniądze na wykup obligacji, skoro nie dzięki emisji nowych? Pieniądze na ten cel miał już odłożone na rachunkach budżetowych. Tylko od początku stycznia do końca lipca „uzbierał” na nich dodatkowych ponad 36 mld zł, które teraz może wydawać na spłatę długów. Innymi słowy - najpierw zadłużyliśmy się na zapas, a teraz stać nas na to, żeby się nieco oddłużyć.
„Oddłużanie” Polski w III kwartale zapowiadał już w czerwcu wiceminister finansów Piotr Nowak - tłumaczył wówczas, że rząd może mniej pożyczać, bo sytuacja budżetowa jest dobra (na koniec sierpnia nadwyżka budżetowa wyniosła blisko 5 mld zł), a wydatki niższe od zakładanych.
Według wstępnych szacunków resortu finansów, także w sierpniu zadłużenie Skarbu Państwa spadło - do poziomu ok. 936,5 mld zł. To oznaczało spadek o 3,4 mld zł w porównaniu z końcem lipca, i wzrost o 7,8 mld zł wobec końca 2016 r.
Dług skarbu państwa, razem z długami samorządów, sektora ubezpieczeń oraz instytucji sektora rządowego (np. uczelni czy publicznych zakładów opieki zdrowotnej) składa się na państwowy dług publiczny. Ten również rósł w pierwszym półroczu powoli - wzrósł „zaledwie” o 12 miliardów złotych.
Czytaj też: Polska w tym roku prawie wcale się nie zadłuża. Takiej sytuacji nie było od lat