Korea Północna zaczyna boleśnie odczuwać sankcje. Do gry na poważnie weszły Chiny

Amerykanie nałożyli właśnie sankcje na dwóch przedstawicieli Pjongjangu, odpowiedzialnych za program budowy pocisków balistycznych. W reżim znacznie mocniej uderzają jednak obostrzenia gospodarcze - do czego przyłożyły się głównie Chiny.

Chiny mocno ograniczyły handel z Koreą Północną. W listopadzie nie sprzedały jej żadnych produktów z ropy naftowej – tak wynika z najnowszych danych, które cytuje Agencja Reutera. To wyjątkowa sytuacja. Ostatni raz zupełne zastopowanie tego typu dostaw miało miejsce w lutym 2015 roku. Wcześniej stało się to w 2003 roku, i to na zaledwie trzy dni, po tym, jak Korea Północna wystrzeliła pocisk na wody między Półwyspem Koreańskim a Japonią. Krok Pekinu jest znacznie ostrzejszy od sankcji ONZ, które ogłoszono wcześniej w tym roku.

Chińczycy są głównym dostawcą paliw dla reżimu w Pjongjangu. Przynajmniej były, bo w ubiegłym miesiącu Kim nie dostał od nich w ogóle benzyny, oleju napędowego i opałowego oraz paliwa lotniczego. Nie wiadomo, czy sprzedają jeszcze sąsiadowi samą ropę naftową, od lat nie ma na ten temat oficjalnych danych.

W listopadzie ograniczenia w wymianie handlowej uderzyły w Kima w zmasowany sposób. Był to też drugi pełny miesiąc, kiedy Chiny nie kupiły od Korei Północnej w ogóle rudy żelaza, węgla i ołowiu. Pekin jest głównym partnerem handlowym Pjongjangu – handel z nim daje ponad 80 proc. wymiany ogółem i zapewnia nie tylko dostawy podstawowych surowców, ale też pieniędzy, których odcięty od świata reżim bardzo potrzebuje. I ten handel jest stopniowo przykręcany w tym roku. To przede wszystkim dostosowanie się do międzynarodowych sankcji. Szczególnie mocne kroki Chińczycy podjęli w sierpniu.

Pisaliśmy o tym tutaj: Chiny uderzają w Koreę Północną. Bardzo duże ograniczenia w handlu

Chiny podkreślają, że zależy im na pokojowym rozwiązywaniu napięć z Koreą Północną – nic dziwnego, zważywszy na to, że sąsiadują z nieobliczalnym reżimem. Dlatego ich zdaniem najlepsze są naciski gospodarcze. Problem w tym, że jak na razie niespecjalnie przekonuje to Kim Dzong Una do zaprzestania prac nad bronią nuklearną.

Być może przekonają go najnowsze sankcje, ustalone przez ONZ tuż przed świętami w odpowiedzi na próbę rakietową z 28 listopada. Rada Bezpieczeństwa jednogłośnie zdecydowała przede wszystkim o drastycznym ograniczeniu dostaw ropy naftowej i produktów z niej pochodzących – do pół miliona baryłek rocznie, czyli o aż 90 proc.

Rezolucja ONZ zakłada też, że pracownicy z Korei Północnej zatrudnieni za granicą, będą musieli wrócić do kraju w ciągu roku – reżim zarabia na ich pracy, ONZ twierdzi, że zatrudnieni są w warunkach zbliżonych do niewolniczych. Według Korei Północnej, te sankcje są równoznaczne z całkowitą blokadą gospodarczą kraju. Pjongjang ogłosił, że to akt wojny i zagroził ukaraniem tych, którzy sankcje wsparli.  

Wczoraj Stany Zjednoczone nałożyły dodatkowe sankcje na dwóch czołowych przedstawicieli reżimu. To Kim Dzong Sik i Ri Pjong Czol. Obaj zajmują się programami rozwoju pocisków balistycznych.

Czytaj też: Korea Północna, o jakiej się nie mówi. Cichą rewolucję konsumencką mogą zabić sankcje

Korea Północna masowo podrabia amerykańskie dolary

Więcej o: