"Król chwilówek" odszedł, ale branża ma się dobrze .Wielu Polaków wciąż potrzebuje szybkich pieniędzy

Andrzej Mandel
Nie potwierdziły się przestrogi, że po wprowadzeniu 500 plus firmy pożyczkowe nie będą miały w Polsce czego szukać. Nie przeszkadzają im też rosnące pensje i bardzo niskie bezrobocie. Dlaczego nic nie zabija chwilówek? Odpowiedź jest banalna.

Firmy pożyczkowe mają się dobrze, mimo wycofania się z rynku "Króla chwilówek", czyli marki Pośrednictwo Kredytowe Kredyty-Chwilówki. Spółka zamknie swoje 263 punkty sprzedaży z początkiem lutego (wiele zamkniętych jest już dzisiaj).

Do 22 stycznia firmy działające na rynku "chwilówek", czyli pożyczek pozabankowych, miały czas na dopełnienie formalności w związku z obowiązkiem rejestracji w rejestrze KNF. Rejestr jest obowiązkowy dla wszystkich instytucji pożyczkowych.

Oficjalny rejestr firm oferujących "chwilówki" liczy obecnie aż 137 podmiotów. Sprzedaż na całym rynku idzie przyzwoicie, niezależnie od tego, że wielu Polaków dostaje zastrzyk gotówki w ramach programu 500+ i korzysta na wzroście płac oraz niskim bezrobociu.

Przez ostatnie lata rynek pożyczkowy zachowywał się dość stabilnie. Notowaliśmy niewielkie, kilkuprocentowe wzrosty i takich też spodziewamy się w najbliższym czasie. Jest to spowodowane głównie wzrostem wartości pożyczek. Część naszych klientów nie korzysta już z finansowania pożyczkowego, ponieważ ich sytuacja ekonomiczna się poprawiła, ale z drugiej strony, część z nich aspiruje do realizacji wyższych planów, w związku z tym średnia wartość pożyczki rośnie

– mówiła niedawno agencji Newseria Biznes prezes Provident Polska, Agnieszka Kłos.

Polacy wciąż chętni na "chwilówki"

W pierwszym półroczu 2017 roku liczba klientów instytucji pożyczkowych wzrosła o 24 tys., a liczba udzielonych pożyczek wyniosła 692 tys. Rynek pożyczek pozabankowych rośnie, pomimo poprawiającej się sytuacji Polaków. Prawdopodobnie klucz leży właśnie w cytowanych słowach prezes Providenta - na krótką metę zastrzyk pieniędzy z 500 plus (czy np. w związku z ewentualnymi podwyżkami pensji) pozwolił spłacić zaległe długi czy załatać budżety domowe, ale... apetyt rośnie w miarę jedzenia. Mamy kolejne potrzeby, marzenia i plany, a "szybka gotówka" dalej okazuje się potrzebna.

Polacy wciąż chętnie cerują domowy budżet poza bankami, zachęcani choćby takimi trikami marketingowymi, jak „pierwsza pożyczka za darmo” czy łatwością zadłużenia się przez internet – w 2017 o 33 procent urosła liczba pożyczek zaciągniętych przez smartfony i chyba już naprawdę nie da się łatwiej zadłużyć niż z poziomu telefonu.

Polacy coraz chętniej zadłużają się też w bankach, które stawiają więcej wymagań niż firmy pożyczkowe, ale oferują korzystniejsze oprocentowanie. Jednak w segmencie pożyczek do 1 tysiąca złotych banki przegrywają z pożyczkami pozabankowymi.

Rafał Masny: Przez trzy lata na pensje przeznaczaliśmy 15 proc. zysków, reszta szła na inwestycje [NEXT TIME]

Więcej o: