Getback miał szukać dojścia do ludzi premiera. Działanie "na granicy prowokacji"

Zdaniem "Dziennika Gazety Prawnej" Getback przez miesiąc szukał dojścia do najbliższych współpracowników Mateusza Morawieckiego. Chodziło o "o uwikłanie państwa w sprawę, która już wtedy wydawała się nie do uratowania".

„Dziennik Gazeta Prawna” przypomniał głośne wydarzenie z 16 kwietnia. Wtedy to spółka opublikowała komunikat, w którym zapewniła o „pozytywnym zaangażowaniu” spółki w rozmowy z PKO BP i Polskim Funduszem Rozwoju (PFR) w kwestii finansowania w wysokości do 250 mln zł. Ten news został szybko zdementowany. Dodatkowo KNF uznała, że komunikat może być manipulacją i zawiadomiła prokuraturę. 

Wtedy w zasadzie w Polsce zaczęło być głośno o Getbacku, wydanie powyższego komunikatu kosztowało też prezesa spółki windykacyjnej Konrada Kąkolewskiego utratę stanowiska.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna” przez niemal miesiąc przed tymi wydarzeniami Getback próbował dotrzeć do osób z otoczenia premiera - Pawła Borysa, prezesa PFR, i Zbigniewa Jagiełły, prezesa PKO BP. - Chodziło o uwikłanie państwa w sprawę, która już wtedy wydawała się nie do uratowania - czytamy w artykule.

Z wyjaśnień, do których dotarła gazeta, wynika, że Paweł Borys faktycznie spotkał się z byłym prezesem Getbacku i poinformował go, że PFR nie jest zainteresowany inwestycją. Z kolei w PKO BP - trzy godziny po komunikacie giełdowym, w którym informowano o rzekomych rozmowach Getbacku z PFR i PKO BP - pojawiły się osoby, które chciały przekazać prezesowi Jagielle kopertę od Getbacku. Nie udało się, ponieważ „posłańcy” nie chcieli na recepcji okazać dokumentów tożsamości.

Czytaj więcej: Getback walczy o przetrwanie. Zdesperowani obligatariusze rozważają list do premiera. 

Znowu nie ma prezesa, na stole mało atrakcyjny układ

Nowe ustalenia „Dziennika Gazety Prawnej” pojawiają się dzień po tym, jak ze stanowiska prezesa Getbacku zrezygnował Kenneth William Maynard. Mianowany był na to stanowisko w połowie ubiegłego miesiąca, po odwołaniu Kąkolewskiego.

- Jako przyczynę rezygnacji pan Kenneth William Maynard podał fakt, iż przystąpienie przez Zarząd GetBack S.A. do działań związanych z restrukturyzacją emitenta i złożeniem wniosku do sądu o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego powoduje, że w tych okolicznościach sprawami spółki powinni zarządzać lokalni menadżerowie - czytamy dalej w komunikacie GetBack.

Równocześnie poznaliśmy szczegóły wniosku restrukturyzacyjnego złożonego przez spółkę. Jest w nim propozycja układu dla wierzycieli spółki, w tym posiadaczy jej obligacji.

Zakłada ona zwrócenie 65,36 proc. wartości obligacji (bez żadnych odsetek) w ratach do 2025 roku oraz zamianę pozostałej części na akcje - w cenie po 8,6 zł za każdą. Pierwszą „ratę” obligatariusze otrzymaliby na koniec 2018 roku - byłaby wysokości ledwo 1,26 proc. należnych pieniędzy. Rok później spółka wypłaciłaby im pierwszą większą ratę - 23,97 proc. wartości przeliczonego długu.

Taka propozycja potwierdza fakt, że sytuacja Getbacku jest trudna - szczegółów ciągle nie znamy, nie ma raportu rocznego. Ponadto wątpliwe, by w tej formie zaakceptowali ją wierzyciele. Jest krytykowana na przykład na grupie facebookowej prowadzonej przez obligatariuszy i akcjonariuszy spółki. Tam pojawiają się między innymi głosy, że propozycję układu złożoną przez windykatora można ją potraktować najwyżej jako pewien punkt wyjścia do dalszych negocjacji.

Tekst pochodzi z blogu „Giełda i gospodarka.pl”.