Jak informuje portal wnp.pl, prawdopodobnie wszystko wskazuje na to, że spółka Polenergia aktualnie robi porządki w swojej strukturze właścicielskiej i uporządkowuje sytuację wewnętrzną, co można poczytywać, za przygotowywanie spółki do sprzedaży, a także do przystąpienia do negocjacji z PGE oraz badania spółki przez ten koncern.
Eksperci i przedstawiciele PGE wskazują, że płynące ze strony Kulczyk Investments deklaracje, o tym, że Polenergia jest inwestycją długoterminową, dla państwa Kulczyk są sprzeczne z ostatnimi działaniami porządkującymi w strukturze właścicielskiej spółki, w wyniku czego Sebastian Kulczyk wyszedł z Polenergii, a jej większościowym akcjonariuszem została Dominika Kulczyk.
Czytaj na ten temat: 4,5 mld zł dla Dominiki Kulczyk w gotówce. Dzieci miliardera podzieliły majątek
Stąd wnosić można, że deklaracje o spółce jako inwestycji długoterminowej to jedynie strategia negocjacyjna aktualnych właścicieli. Problem nie jest w tym czy sprzedać, lecz za ile.
Teraz jest najwyższy czas ku temu, by wyjść z inwestycji w akcje Polenergii, o czym doskonale wiedzą akcjonariusze tej spółki. Z jednej strony są pełni obaw, że jeśli teraz nie wycofają się z inwestycji, to ugrzęzną w niej na długie lata, a wartość akcji Polenergii zamiast rosnąć będzie spadać. Niepokoją się też czy jest lub powstanie w kraju sprzyjający klimat dla inwestycji rodziny Kulczyków w budowanie morskich farm wiatrowych i zarabianie na nich.
Prawdziwym problemem są w związku tym finanse, bo nikt nie da pieniędzy na budowę przyłącza do sieci przesyłowej, a jest ono kluczowe dla opłacalności realizacji morskiej farmy wiatrowej. Kłopot jest w tym, że inwestor ma możliwość postawienia morskiej farmy wiatrowej, o ile operator sieci przesyłowej poniesie całościowe lub chociaż częściowe koszty budowy przyłącza, szacowane na blisko 3 miliardy złotych, ewentualnie stworzy odpowiedni mechanizm pomocowy finansowej.
Fundusze inwestycyjne najprawdopodobniej są zainteresowane monetyzacją swojej inwestycji w akcje Polenergii, ponieważ kupowały w znacznej większości akcje poniżej 16,25 złotych za akcję. W znacznej części więc już uzyskali zarobek, a każda złotówka więcej za akcję, jaka może zostać zaoferowana w wezwaniu to dla nich tylko czysty zysk.
Między Polską Grupą Energetyczną a funduszami inwestycyjnymi trwają już w tej sprawie rozmowy. Jedynie chiński fundusz CEE Equity Partners, który kupował akcje Polenergii po 33 złotych, chce uzyskać dużo większe pieniądze, niż te oferowane w wezwaniu.
Obecnie Dominika Kulczyk ma nieco ponad 50 proc. akcji Polenergii, Chińczycy poprzez Capedia Holdings Limited mają prawie 16 proc., reszta należy do funduszy - OFE i TFI.