Niższe ceny prądu? Nasz czytelnik płaci ponad dwa razy więcej niż wcześniej. Nie jest odosobniony. Takie jest prawo

Do naszej redakcji napisał pan Jakub. Uważa, że jest "bezczelnie okradany w biały dzień przez państwowe spółki" energetyczne. Chodzi o drastyczny wzrost ceny prądu dla jego firmy w ostatnich miesiącach 2018 r. - o ponad 100 proc. Pan Jakub został objęty tzw. taryfą rezerwową.
Zobacz wideo

Nasz czytelnik do września ub.r. był klientem spółki "Energia Dla Firm". Ta spółka była jednym z największych dostawców prądu niezależnych od państwowych koncernów. Popadła jednak w kłopoty, bo oferowała klientom zbyt atrakcyjne stawki na dostawy prądu, w stosunku do jego rosnącej ceny (więcej o anatomii upadku spółki dalej w tekście).

"Energia Dla Firm" najpierw - w czerwcu - podniosła firmie pana Jakuba cenę prądu o 40 proc. "Nie mając wyjścia, podpisałem nową umowę na wyższe stawki cen energii" - relacjonuje pan Jakub. Podwyżki były jednak spóźnione i nie uratowały "Energii Dla Firm”. Wkrótce dostawca prądu splajtował. 

W lipcu otrzymałem od "Energii Dla Firm" kolejną informację, że od 7 września 2018 r. zaprzestają świadczenia sprzedaży energii na rzecz mojej firmy i od tej daty jestem na taryfie rezerwowej. Cena prądu wzrosła mi z dnia na dzień (dosłownie - z dnia na dzień!) z 320zł/MWh do 660zł/MWh

- pisze pan Jakub.

Skąd tak wielka stawka rezerwowa?

Aby po upadku dostawcy energii odbiorcy nadal mieli prąd, jego obowiązki przejmuje tzw. sprzedawca rezerwowy - czyli inny dostawca prądu, z którym poprzedni zawarł umowę o świadczenie takiej funkcji "rezerwowego". 

Tutaj pojawia się jednak problem dla klientów bankruta, bo tzw. stawki rezerwowe stosowane przez sprzedawcę rezerwowego są znacznie wyższe od dotychczasowych, i standardowo stosowanych do rynku. U pana Jakuba przejście na stawkę rezerwową - którą nazywa "chorą" i "złodziejską" - spowodowało wzrost ceny za 1 MWh prądu z 320 zł na ponad 660 zł. To przekłada się na rachunki za prąd wyższe o kilka tysięcy złotych.

Jako dowód przesłał skan faktury ze stawką 663,9 zł za mWh.

.. .

Pan Jakub nie mówi, kto został jego sprzedawcą rezerwowym. Pisze o nim "państwowy moloch", a ten opis pasuje do kilku głównych spółek energetycznych w Polsce. Ale de facto nie jest ważne, kto jest tym sprzedawcą rezerwowym pana Jakuba. Taryfy rezerwowe są bowiem wysokie u wszystkich sprzedawców.

Dlaczego? Powód jest prozaiczny. O ile dla swoich klientów sprzedawcy prądu kontraktują dostawy wcześniej, o tyle dla klientów otrzymanych "w spadku" muszą zorganizować energię z dnia na dzień.

Sprzedawca rezerwowy nie jest w stanie wcześniej kupić energii dla klienta, który mu się trafia. Musi to zrobić natychmiast, i ta wyższa cena pokrywa mu te koszty

- tłumaczy w rozmowie z next.gazeta.pl Bartłomiej Derski z portalu branżowego "Wysokie Napięcie" (wysokienapiecie.pl). Z tego też powodu taryfa rezerwowa naprawdę jest tylko "rezerwowa", i jak najszybciej należy podpisać umowę z nowym dostawcą na "normalnych" warunkach cenowych.

Zwykle więc po upadku sprzedawcy prądu, jego klienci wysokie stawki rezerwowe płacą bardzo krótko - aż podpiszą umowę z nowym dostawcą. Irytacja pana Jakuba w naszym liście wynika z tego, że on taryfę rezerwową ma do dziś.

Gigantyczne stawki od kilku miesięcy

Nasz czytelnik miał pecha albo nie dopilnował swoich interesów. W każdym razie, wskutek tego nadal płaci stawki rezerwowe.

Jak relacjonuje, jeszcze we wrześniu zawarł nową umowę telefonicznie z Tauronem, ale z jakiegoś powodu, bez jego wiedzy, została ona anulowana przez system.

Dowiedziałem się o tym dopiero, gdy Pani z infolinii zadzwoniła do mnie z propozycją nowej umowy - gdy ja już tą umowę powinienem mieć od kilkudziesięciu dni

- tłumaczy pan Jakub.

Musiałem od nowa zawrzeć z konsultantką Taurona umowę, czekać kilka tygodni (!) na przesłanie mi przez kuriera umowy do podpisania. Jak to powiedziała pani konsultantka, jak wszystko pójdzie dobrze to może w styczniu już nie będę na stawce rezerwowej

- pisze pan Jakub.

Czytaj też: Rząd obiecał, że ceny prądu nie wzrosną. Zadzwoniliśmy do firm energetycznych. Nikt nic nie wie

Co się stało "Energii dla Firm"?

Dlaczego spółka "Energia dla Firm" - dotychczasowy sprzedawca prądu do firmy pana Jakuba - zaprzestała świadczenia swoich usług? Bo w przeciwieństwie do dużych graczy zaryzykowała i "zagrała" na niskie ceny prądu. Wzrosty cen energii ją zabiły.

Anatomię upadku spółki dokładnie tłumaczy w rozmowie z next.gazeta.pl Bartłomiej Derski z portalu "Wysokie Napięcie".

Profesjonalni sprzedawcy energii, duże koncerny - i państwowe i prywatne - kontraktują energię dla swojego klienta de facto od razu po zawarciu kontraktu z nim. Już wtedy kupują tzw. podstawę, później systematycznie dokupują piki zużycia na poszczególne godziny. Więc energię mogą kupić w bardziej przewidywalnej cenie

- tłumaczy Derski.

Te firmy energetyczne [Energia dla Firm, Energetyczne Centrum - red.] "wyłożyły się", bo tak nie robiły. Nie kontraktowały energii wcześniej, zaryzykowały w zły sposób - czyli obstawiały, że energia będzie tanieć, więc one jeszcze na tym zarobią. A ceny energii na giełdzie szły do góry. Ponieważ te firmy miały już umowy z klientami opiewające na niższą cenę dla odbiorców niż one same były w stanie dla nich kupić energię na giełdzie, to straciły płynność i upadły

- analizuje ekspert "Wysokiego Napięcia".

Co robić po upadku dostawcy energii?

Uniwersalną radą dla każdego odbiorcy prądu - zarówno detalicznego, jak i firmowego - jest to, aby nie ignorować informacji sprzedawcy o tym, że zaprzestaje świadczenia usług. W takiej sytuacji jak najszybciej należy podpisać umowę z nowym dostawcą, aby jak najkrócej być objętym taryfą rezerwową. Przypadek pana Jakuba pokazuje, że należy dobrze sprawdzić, czy umowa faktycznie została zawarta, czy działa.

Ponadto, przy wyborze dostawcy warto kierować się jego doświadczeniem i marką na rynku. Warunki w dużych koncernach może i są czasem nieco słabsze niż u mniejszych dostawców, ale - jak pokazuje przykład pana Jakuba (i innych klientów m.in. "Energii Dla Firm") - konsekwencje problemów spółki mogą bardzo źle odbić się także na jej klientach i ich rachunkach za prąd.

Czytaj też: Chaos ws. cen prądu. Rząd obiecuje, czytelnik odebrał list od dostawcy. Rachunek w górę

Gazeta.pl to nie tylko polityka i gospodarka, ale też tematy lokalne, poruszające problemy mniejszych społeczności, bliższe ludziom. Poświęć trzy minuty i pomóż nam lepiej zrozumieć, o czym chcesz czytać. Kliknij tutaj, żeby rozwiązać krótką ankietę.