Były prezes Orlenu zatrzymany. Janusz Steinhoff: "To przypomina najgorsze okresy w historii naszego kraju"

Robert Kędzierski
Janusz Steinhoff w rozmowie z naszą redakcją skomentował zatrzymanie osób z kierownictwa PKN Orlen. Były minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka stwierdził, że spektakularność akcji podważa zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.
Zobacz wideo

Jak już informowaliśmy, trzy osoby z kierownictwa PKN Orlen, w tym były prezes tej państwowej spółki Jacek K., zostały we wtorek zatrzymane na polecenie Prokuratury Regionalnej w Łodzi. Śledztwo dotyczy podejrzenia niegospodarności.

Akcję służb skomentował dla naszej redakcji Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

Robert Kędzierski, Next Gazeta.pl: Panie ministrze, zatrzymano właśnie byłego prezesa Orlenu. Jak pan to skomentuje?

Janusz Steinhoff: Przyzwyczailiśmy się do tego typu spektakularnych akcji. Nie tak dawno zatrzymano prezesa Lotosu, dzisiaj członków zarządu Orlenu. Nie wypowiadam się o przyczynach, tu potrzebny jest precyzyjny komunikat prokuratury. Widać jednak, że powtarza się scenariusz, z którym mieliśmy do czynienia wielokrotnie: spektakularne zatrzymanie na doraźne potrzeby polityczne, a potem czasem i kilkanaście lat procesu. I w końcu często uniewinnienie. Tak przecież było w przypadku Janusza Lewandowskiego, a proces Emila Wąsacza nadal trwa. Te spektakularne zatrzymania dowodzą, jak bardzo wymiar sprawiedliwościowi poddany jest presji politycznej.

Czy można powiedzieć, że to efekt walki politycznej?

Wszystko na to wskazuje. Przez spektakularne akcje w kominiarkach, z długą bronią, pokazowe przewożenie ludzi z jednego końca Polski na drugi, trudno mieć do prokuratury zaufanie. Te działania budzą opór wielu ludzi. Przecież prokurator jest od sporządzenia aktu oskarżenia i przedstawienia go sądowi. A można odnieść wrażenie, że wraz ze służbami koncentruje się na teatralnych działaniach, które naruszają godność ludzi.

Takich akcji w ostatnim czasie było już kilka.

Tak, oskarża się człowieka, a po 10 czy 15 latach procesu zostaje on często uniewinniony. Wymiaru sprawiedliwości nie interesuje, że zabrano temu człowiekowi dobre imię i dorobek całego życia. Brzemienne w skutki są takie akcje, szczególnie w stosunku do przedsiębiorców.

Rujnują one firmy, bowiem odwracają się od nich natychmiast banki i kontrahenci. Po latach się okazuje, że te oskarżenia nie mają oparcia w faktach. Tak się kończą sytuacje, w których dominuje efekt medialny.

Jak zatem powinni działać prokuratorzy?

Proponuję mniej spektakularnych akcji, więcej mrówczej pracy. Mamy w naszym kraju do czynienia z dominacją socjotechniki nad merytoryczną działalnością oraz w wielu przypadkach nieudolnością służb państwowych.

Mocne słowa. A może jakieś przykłady?

Chociażby kolejne wypadki drogowe z udziałem członków rządu, brak koniecznych działań, które wydawały się niezbędne chociażby w przypadku zabójcy prezydenta Pawła Adamowicza. To był ewidentny błąd, służby państwowe powinny natychmiast reagować po otrzymaniu wiarygodnych sygnałów o zagrożeniach. Z drugiej strony mamy spektakularną akcję panów w kominiarkach wykręcających ręce, wyposażoną w długą broń. To przypomina najgorsze okresy w historii naszego kraju.

Może tak powinno działać państwo?

Nie jestem tego taki pewien. Nie mam pewności, czy jesteśmy tak bogaci, żeby do zatrzymania posła wysyłać siedmiu czy ośmiu agentów? Żeby premier wchodził do Sejmu w asyście dziesięciu ochroniarzy? Tam gdzie ochrona jest faktycznie potrzebna, państwo wykazuje się nieudolnością i brakiem profesjonalizmu.

Więcej o: