Od dziś "Mama 4+". Ile można dostać i kto będzie mógł liczyć na świadczenie? Tłumaczymy

Dziś wchodzi w życie ustawa o rodzicielskim świadczeniu uzupełniającym. To spełnienie obietnicy złożonej w kwietniu ubiegłego roku przez premiera Mateusza Morawieckiego. 

Nowe przepisy przewidują, że matki, które urodziły i wychowały co najmniej czworo dzieci, mają prawo do minimalnej emerytury. O takie świadczenie mogą też ubiegać się ojcowie, którzy wychowali co najmniej czwórkę dzieci, w przypadku śmierci matki bądź porzucenia przez nią dzieci.

Czytaj więcej: Mama 4 Plus. Czy kobieta, której dziecko zmarło, otrzyma pieniądze? Zdecyduje prezes ZUS

Świadczenie będzie wypłacane po osiągnięciu przez matkę 60. roku życia (lub 65 lat przez ojca). W 2019 r. będzie wynosić 1100 zł (ta kwota podlega waloryzacji zgodnie ze wzrostem wysokości emerytury minimalnej), z tym, że jeśli dana osoba otrzymuje już emeryturę, ale niższą od minimalnego świadczenia, to otrzyma "wyrównanie" - aby łącznie dostawała rzeczone 1100 zł.

Co ważne, mówimy tu oczywiście o kwotach brutto. Świadczenie 1100 zł brutto to na rękę 934,60 zł.

Jak wyjaśniała minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska, uzyskanie prawa do świadczenia w programie "Mam 4+" nie jest związane z wcześniejszym opłacaniem składek na ubezpieczenie społeczne. Jeśli zaś matka lub ojciec pobiera świadczenie z ZUS czy KRUS niższe od emerytury najniższej, to będzie ono podwyższone do kwoty emerytury minimalnej wynoszącej 1100 złotych. 

Czytaj więcej: "Mama 4+". Czy kobieta, której dziecko zmarło, otrzyma pieniądze? Zdecyduje prezes ZUS

"Mam 4+" - trzeba złożyć wniosek

Aby otrzymać rodzicielskie świadczenie uzupełniające, trzeba złożyć wniosek. Druk wniosku jest dostępny w każdej placówce ZUS. Można go również pobrać ze strony internetowej www.zus.pl

Mimo, że program rusza dopiero dziś, do ZUS wpłynęło już ponad 3 tysiące wniosków. Jego koszt w tym roku dla budżetu państwa to ok. 800 mln zł. 

Z szacunków rządu wynika, że z "emerytur matczynych" może skorzystać blisko 86 tys. osób, z czego 65 tys. dziś nie mają prawa do emerytury lub renty.

Więcej o: