Kolejna grupa grozi protestem. "Pacjenci w kolejkach i lekarze na dyżurach umierają"

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy apeluje o spotkanie z ministrem zdrowia. Zarzuca mu m.in. niedotrzymanie obietnic sprzed roku. Związkowcy są też wzburzeni, że wśród kosztownych przedwyborczych planów PiS nie ujął dofinansowania publicznej służby zdrowia. Za kilkanaście tygodni możliwy jest ogólnopolski protest lekarzy.
Zobacz wideo

O co walczą lekarze? Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL, informuje, że głównym powodem wniosku o spotkanie z ministrem zdrowia jest "brak poprawy sytuacji w publicznej ochronie zdrowia skutkujący ludzkimi tragediami". Bukiel zarzuca też szefowi resortu niedotrzymanie części obietnic sprzed roku, złożonych przy podpisywaniu porozumienia z PR OZZL [Porozumienie Rezydentów OZZL - red.].

Szczególnie bolesne jest obniżenie zapowiadanej wysokości nakładów publicznych na ochronę zdrowia przez odniesienie odsetka PKB (6 proc.) do wartości PKB sprzed dwóch lat oraz przez włączenie do finansowania innych celów niż tylko świadczenia zdrowotne

- czytamy w komunikacie związku.

Lekarze ostrzegają przed "dalszą degradacją publicznej ochrony zdrowia", zarzucają też rządowi brak wizji naprawy publicznego lecznictwa.

Jest to tym dziwniejsze, że w tym samym czasie rządzący znajdują dziesiątki miliardów złotych na inne cele, których zaspokojenie nie jest aż tak pilne wobec upadającej opieki zdrowotnej służącej wszystkim Polakom

- Bukiel zawiązuje do "piątki Kaczyńskiego", która ma kosztować ok. 40 mld zł.

Czytaj też: Obietnice PiS kosztują tyle, co roczny budżet wojska. Ekonomiści podliczają "Piątkę Kaczyńskiego"

"Leczenie Polaków nie jest priorytetem rządu"

Widać, że OZZL mocno zirytował się, iż rząd "wyciągnął z kapelusza" 40 mld zł m.in. na trzynastki na emerytów czy rozszerzenie 500 plus, a w przedwyborczych planach nie znalazł miejsca na dosypanie pieniędzy do systemu publicznej ochrony zdrowia. Przypominają, że rok temu lekarze rezydenci podczas protestów słyszeli, że "pieniędzy nie ma". 

Dzisiaj okazuje się, że pieniądze są, tylko leczenie Polaków nie jest priorytetem rządu. Trzeba mieć świadomość, że niedobór środków na publiczną ochronę zdrowia to nie to samo, co brak środków na połączenia autobusowe czy wyprawkę dla ucznia. Tutaj brak pieniędzy przelicza się wprost na ludzkie cierpienie, a niekiedy utratę życia. Można łatwo wyliczyć, że kilkanaście tysięcy Polaków umiera w kolejkach każdego roku (choć mogłoby żyć) tylko dlatego, że rządzący mają inne priorytety niż ochrona zdrowia

- przekonują lekarze.

Czytaj też: NFZ skontroluje szpital w Sosnowcu. Pacjent zmarł tam na izbie przyjęć po 9 godzinach czekania

Akcja uświadamiania społeczeństwa

Apel do ministra zdrowia nie jest pierwszą inicjatywą podjętą w ostatnich dniach przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. Od poniedziałku w okolicach szpitali największych polskich miast pojawiły się billboardy o treści "Pacjenci w kolejkach, lekarze na dyżurach umierają. Rządzący opamiętajcie się". Ta akcja, jak przekonuje OZZL, ma uświadomić społeczeństwu tragiczną sytuację w publicznej ochronie zdrowia.

.. źródło: OZZL

Ponadto w najbliższym czasie m.in. do władz regionalnych, rektorów i dyrektorów mają zostać zaadresowane listy otwarte dotyczące sytuacji w publicznym lecznictwie. 

Jeśli nasze apele nie poskutkują za kilkanaście tygodni przeprowadzimy ogólnopolski protest w którym poprosimy o wsparcie wszystkich pacjentów

- ostrzega przewodniczący OZZL.