Strajk nauczycieli nic nie da? Lekarze rezydenci ostrzegają: Bądźcie ostrożni i czujni! Zostaliśmy oszukani

Strajk nauczycieli może nie zakończyć się sukcesem, nawet jeśli osiągną w końcu porozumienie z rządem w sprawie podwyżek. Tak sugerują lekarze rezydenci, którzy kilkanaście miesięcy temu podpisali takie porozumienie. Mówią, że nie jest ono realizowane i ostrzegają pracowników oświaty.
Zobacz wideo

Nauczyciele w całej Polsce 8 kwietnia rozpoczęli strajk. Według MEN przystąpiła do niego mniej niż połowa szkół. ZNP się z tymi danymi nie zgadza, przypominając, że w referendum za strajkiem opowiedziało się 79 proc. ogółu szkół, zespołów szkół, przedszkoli i placówek oświatowych. Protest nauczycieli popiera Związek Nauczycielstwa Polskiego, ale pojawiają się informacje, że do strajku przystępują także lokalni działacze Solidarności, która zawarła porozumienie z rządem.

Strajk nauczycieli. "Bądźcie ostrożni i czujni"

Politycy PiS powtarzają, że państwa nie stać na podwyżki, o jakich mówią związkowcy z ZNP. Z kolei nauczycielom (a w każdym razie sporej ich części), nie podobają się rządowe propozycje. Sytuacja na razie wydaje się być patowa, ale do porozumienia w końcu może dojść. To jednak wcale nie znaczy, że nauczyciele będą mogli wtedy cieszyć się z sukcesu - tak uważają lekarze rezydenci, którzy kilkanaście miesięcy temu sami protestowali.

"Drodzy Nauczyciele, po 14 miesiącach od porozumienia nadal gros szpitali nie wypłaca podwyżek. Wczoraj, w 12h lekarze zgłosili nam 67 takich szpitali. A to tylko wierzchołek" - piszą na twitterowym profilu lekarze z Porozumienia Rezydentów OZZL. I apelują: "Nauczyciele! Bądźcie ostrożni i czujni! Na głównym postulacie, % PKB na zdrowie, też zostaliśmy oszukani".

Rezydenci też protestowali, teraz zarzucają brak realizacji obietnic

Od 2 do 30 października około 200 lekarzy będących w trakcie specjalizacji w różnych miastach Polski prowadziło głodówkę. Domagali się podwyżek oraz zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do 6,8 proc. PKB.

Czytaj też: Byle tylko żaden pacjent nie umarł. "Niektórzy z nas już nawet tego jednego celu nie mają" [WYWIAD]

Po kilku miesiącach negocjacji, w lutym 2018 roku podpisali z ministrem zdrowia porozumienie. Zakładało ono m.in. stopniowy wzrost wydatków na służbę zdrowia do 6 proc. PKB w 2024 roku, zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego rezydentów w zamian za zobowiązanie do pracy w Polsce przez dwa lata po zakończeniu specjalizacji, a także wzrost pensji lekarzy specjalistów pracujących w jednym szpitalu. 

Rezydenci twierdzą, że te postulaty nie są realizowane. Podobnego zdania jest Naczelna Izba Lekarska, która opublikowała notatkę ze spotkania przedstawicieli Naczelnej Rady Lekarskiej i Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy z 29 marca.

"Podczas rozmów w NIL negatywnie oceniono fakt niewywiązania się Ministra Zdrowia z części postanowień Porozumienia z 8 lutego 2018 r. zawartego z Porozumieniem Rezydentów OZZL. Szczególnie bolesne skutki spowodowało zmniejszenie – w stosunku do przewidzianego w tym dokumencie – poziomu nakładów publicznych na ochronę zdrowia przez odniesienie ustalonego wskaźnika (odsetka PKB) do dwóch lat wstecz, a nie do roku bieżącego. W ten sposób, jak się ocenia, na leczenie Polaków przeznaczono ok. 10 mld złotych mniej!" - czytamy w notatce.

Pracownicy służby zdrowia podkreślają, że rząd ma pieniądze na realizację różnych socjalnych obietnic, ale na służbę zdrowia ich brakuje. Odwołują się do złej sytuacji finansowej szpitali, szczególnie powiatowych i problemach m.in. SOR (szpitalnych oddziałów ratunkowych). Już kilka tygodni temu lekarze z OPZL ostrzegali, że rozważają ogólnopolski protest.

Czytaj także: Były wiceminister zdrowia: dyrektorowi szpitala często nie zależy na tym, żeby SOR działał dobrze

Zobacz wideo
Więcej o: