Koniec OFE. "Po raz drugi mamy do czynienia z zaborem funduszy emerytalnych"

Robert Kędzierski
Likwidacja OFE staje się faktem. 160 mld zł zgromadzonych przez Polaków trafi teraz do ZUS lub na indywidualne konta emerytalne (IKE). Zdaniem Tomasza Bańkowskiego, byłego prezesa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych oraz Pekao PTE, likwidacja OFE to "wyjęcie bezpiecznika", które budżetowi da dochody, ale może okazać się niezbyt ostrożne.
Zobacz wideo

OFE przestają istnieć, a pieniądze zgromadzone w funduszach trafią do ZUS lub na IKE. Decyzję o rewolucji w systemie emerytalnym ogłosił premier Mateusz Morawiecki.

O komentarz poprosiliśmy Tomasza Bańkowskiego, byłego prezesa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych oraz Pekao PTE.

Jak najprościej określić to, co stało się właśnie z OFE?

Po raz drugi mamy do czynienia z zaborem funduszy emerytalnych, manipulowaniem pojęciami "prywatne" i "publiczne". I dodatkowym opodatkowaniem, czyli opłatą przekształceniową części aktywów OFE, środków księgowanych na rachunki indywidualnych kont emerytalnych (IKE) oraz przeksięgowaniem pozostałych środków z OFE docelowo do ZUS. W efekcie daje to możliwość wielomiliardowego zasilenia przyszłorocznego budżetu państwa właśnie ze środków zgromadzonych obecnie na rachunkach członków OFE.

 A czym operacja dzisiejszego rządu różni się od decyzji Platformy Obywatelskiej?

W odróżnieniu od obecnego rządu Platforma Obywatelska i PSL zastosowały prostsze rozwiązanie. Można powiedzieć, że państwo jako emitent i wierzyciel wypłaciło sobie swoje papiery dłużne z OFE, uświadamiając dobitnie członkom OFE, że aktywa te są środkami publicznymi

W tym roku mamy nieco bardziej skomplikowaną sytuację, która została rozwiązana, muszę użyć tego słowa, inteligentnie.

Z jakiego powodu?

Członkowie OFE nie zorientują się za bardzo, ile stracili, bo trudno to wyliczyć. Ich oszczędności emerytalne zostaną rozksięgowane pomiędzy IKE i ZUS nawet zgodnie z ich wolą, choć nie za darmo. Można jednak ocenić oczekiwane tu i teraz korzyści z punktu widzenia przyszłego emeryta oraz rządu, a więc budżetu państwa. Wtedy widać, że to rząd otrzymuje środki do przyszłorocznego budżetu kosztem oszczędności zgromadzonych na rachunkach członków OFE.

Jeśli ktoś zdecyduje się przekazać środki do IKE, to rząd "potrąci" mu ze zgromadzonej kwoty 15 proc. już dziś. Czyli tych pieniędzy nie będzie w systemie, kiedy przyjdzie czas wypłaty świadczenia. Czy to groźne?

Decyzja rządu może się okazać groźna w przyszłości. Możliwe, że nie domknie się struktura demograficzna i płacących składki emerytalne będzie zbyt mało, by zapewnić wypłaty emerytur na wystarczającym poziomie mierzonym tzw. stopą zastąpienia. System emerytalny polegający na solidarności pokoleniowej się zawali.

Od lat mówi się o tym, że demografia jest przeciwko nam, że coraz mniej osób będzie pracować i odkładać.

Generalnie mamy do czynienia z trendem redukcji miejsc pracy m.in. poprzez automatyzację. Poza tym długoterminowa sytuacja demograficzna Europy nie jest dobra. Europa i Polska maleją, a na imigrantów podejmujących pracę w Polsce trudno jest liczyć w potrzebnej skali. Rozbiór OFE  to wydawanie środków gromadzonych na przyszłe emerytury wcześniej, niż należałoby to czynić będąc ostrożnym gospodarzem.

Jakaś kolejna forma bezpiecznika znowu zostaje usunięta. Trudno zakładać, że będziemy mieli w Polsce i Europie nieustanną wieloletnią koniunkturę gospodarczą  a system emerytalny w obecnym kształcie da się zachować.

Czytaj też: Koniec OFE. Analitycy: Subkonto ZUS może przynieść wyższą stopę zwrotu niż OFI

Na czym polega likwidacja OFE?

Polacy będą musieli zdecydować, kiedy i w jakiej formie otrzymają pieniądze. Ich przekazanie na IKE oznacza zapłacenie 15 proc. prowizji. Pieniądze będzie można dziedziczyć i wypłacić po przejściu na emeryturę. Przekazanie środków do ZUS oznacza, że podatek (w wysokości 18 lub 32 proc.) potrącony zostanie dopiero w momencie wypłaty świadczenia. Środków nie będzie można też wypłacić w jednej transzy - będą doliczane do świadczenia.

Średnia kwota zgromadzona na koncie w OFE to ok. 10 tys. zł, ale nie oznacza to, że każdy dysponuje taką sumą. Liczba ta wzięła się z podzielenia 160 mld zł zgromadzonych w Funduszach przez ogólną liczbę ubezpieczonych, których jest 16 mln. 

Zobacz wideo