Brexit i kolejny problem dla Londynu. Szkocja chce drugiego referendum ws. niepodległości

Brexitowe zamieszanie budzi uśpione na chwilę zagrożenie. Pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon zapowiedziała, że chce przeprowadzenia drugiego referendum w sprawie niepodległości.
Zobacz wideo

Brexitowy chaos wcale się nie kończy. Do kłopotów brytyjskiej premier Theresy May dołączył właśnie kolejny. Szkocja znów zaczyna mówić o odłączeniu do Zjednoczonego Królestwa. Nicola Sturgeon, szkocka pierwsza minister, ogłosiła w parlamencie tego kraju, że jej rząd będzie pracować nad tym, by doprowadzić do drugiego referendum w sprawie niepodległości.

Premier Szkocji chce niepodległości - brexit to okazja

Według Sturgeon, brexit "odsłonił głęboki deficyt demokracji" dotyczący zarządzania Szkocją - cytuje jej wystąpienie Sky News. Jej zdaniem, Londyn nie działa w interesie Edynburga. "Sprawa szkockiej niepodległości jest mocniejsza nić kiedykolwiek wcześniej" - powiedziała Sturgeon. "Jeżeli mamy zadbać o interes Szkocji, nie możemy czekać w nieskończoność - mówiła Nicola Sturgeon, dodając, że widzi to jako "wybór między brexitem, a przyszłością Szkocji jako niezależnego europejskiego kraju". 

Pierwsza minister Szkocji chciałaby, by referendum odbyło się do maja 2021 roku, kiedy kończy się obecna kadencja regionalnego parlamentu. Na to muszą się jeszcze zgodzić brytyjskie władze centralne. Na to jednak nie ma chyba większych szans. Przedstawiciele Downing Street przypomnieli, że w pierwszym referendum z 2014 roku mieszkańcy Szkocji (dokładnie 55 proc. biorących udział w plebiscycie) zagłosowali za pozostaniem w Zjednoczonym Królestwie.

Czytaj też: Jacek Rostowski zdradził, dlaczego w eurowyborach kandyduje z Londynu. Chodzi o brexit

Nie wszyscy są zachwyceni

Wystąpienie Sturgeon nie spodobało się także w samej Szkocji. Pomysłowi sprzeciwił się m.in. Jackson Carlaw, wiceszef szkockich konserwatystów. Oskarżył rządzącą Szkocką Partią Narodową o chęć ponownego podzielenia "miejsc pracy, społeczności i rodzin". Polityk wyraził przekonanie, że drugiego głosowania nie chce większość Szkotów. Podobne stanowisko prezentują szkoccy labourzyści i liberałowie.
To Szkocka Partia Narodowa jest jednak największą partią. Na 129 miejsc w parlamencie dysponuje 63, wspierana jest przez Zielonych, którzy mają 6 mandatów. Konserwatyści i Labourzyści wywalczyli odpowiednio 31 i 23 miejsca, a liberałowie - 5.

Działajmy razem na rzecz zapobiegania plastikowej epidemii. Jeśli chcesz pomóc - wpłać datek >>

embed