Waszczykowski o kredytach "frankowych": Być może trzeba ten problem rozwiązać do wyborów

- Jeśli rzeczywiście jest to taka skala, która odstrasza, zniechęca czy rozczarowuje, to być może trzeba ten problem rozwiązać do następnej kampanii - mówił o sprawie kredytów "frankowych" Witold Waszczykowski, były minister spraw zagranicznych. Tyle, że przez cztery lata nikt w rządzie nie uznał, że skala problemów frankowiczów "odstrasza".
Zobacz wideo

Witold Waszczykowski, który w niedzielnych wyborach zdobył mandat europosła, był pytany w Polsat News m.in. o te obietnice wyborcze PiS, których nie udało się zrealizować. Wśród nich jest oczywiście kwestia tzw. ustawy frankowej.

Kredyty frankowe nie zależą od decyzji Polski. Frank nie jest walutą polską

- stwierdził Waszczykowski, zaznaczając jednocześnie, że "nie jest specjalistą w tej dziedzinie i nie chce podejmować dyskusji".

Jeśli rzeczywiście jest to taka skala, która odstrasza, zniechęca czy rozczarowuje, to być może trzeba ten problem rozwiązać do następnej kampanii

- dodał były minister spraw zagranicznych. 

Skala problemu nie jest "zniechęcająca"?

Te drugie słowa Waszczykowskiego - nawet jeśli, tak jak zaznaczył, nie jest fachowcem w kwestii kredytów "frankowych" - de facto sporo mówią. Wygląda na to, że działania, które będą podejmować w kolejnych miesiącach rząd czy PiS, będą zależeć przede wszystkim od "skali" oddziaływania tej decyzji. Trochę odwracając słowa Waszczykowskiego, jeśli skala jakiegoś problemu nie odstrasza ani nie zniechęca, to ten problem w tej kadencji już raczej rozwiązany nie zostanie.

A wygląda na to, że skala problemu frankowiczów nie jest "odstraszająca" czy "zniechęcająca", bo pomimo obietnic wyborczych w 2015 r. rząd kredytobiorcom nie pomógł wcale. 

Gdy projekt ustawy frankowej autorstwa prezydenta Dudy przeszedł w lutym br. przez Komisję Finansów Publicznych, wydawało się więc, że prace nad dokumentem ruszą z kopyta. Okazało się jednak, że projekt dostał w Sejmie czerwone światło. Powodem mają być wątpliwości co do konieczności notyfikacji przez KE zapisanych w nim rozwiązań, a także ostrzeżenia z ambasad Niemiec, Austrii, Hiszpanii i Portugalii, że właściciele banków w razie przyjęcia ustawy mogą wystąpić z roszczeniami przeciwko Polsce.

Inna sprawa, że najnowsza wersja "ustawy frankowej" w niewielkim stopniu wychodzi naprzeciw oczekiwaniom frankowiczów, i nawet oni mają o niej raczej złe zdanie - więcej przeciwników niż zwolenników w niedawnym badaniu Kantar Public na zlecenie Instytutu Jagiellońskiego. Aż 68 proc. Polaków w tym badaniu opowiedziała się przeciw wsparciu frankowiczów, co też jest pewnie podpowiedzią dla rządzących przy ustalaniu priorytetów swoich działań. 

Jeśli dodamy do tego słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego sprzed ponad dwóch lat, że "rząd nie podejmie żadnych działań w sprawie kredytów we frankach, które uderzą w polski system bankowy" i żeby frankowicze raczej szli do sądów - tym bardziej trudno mówić, żeby wsparcie frankowiczów było wysoko na liście rzeczy do zrobienia przez rząd jeszcze w tej kadencji.

Czytaj więcej: Ustawa frankowa niezgodna z prawem? "Uprzejme doniesienie" do Brukseli

O co chodzi w ustawie "frankowej"?

Najnowsza wersja ustawy frankowej zakłada m.in. utworzenie Funduszu Restrukturyzacyjnego, do którego banki najpierw byłyby zmuszone wpłacać pieniądze, a potem mogłyby je odzyskać, gdyby przewalutowywały kredyty "frankowe" na złote (miałoby to zachęcać banki do podejmowania rozmów z klientami).

Prezydent proponował też zmiany w tzw. Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, zakładające możliwość otrzymania przez kredytobiorcę nieoprocentowanej pożyczki nawet na 12 lat na spłatę kredytu po sprzedaży mieszkania (to problem wielu frankowiczów - ich zadłużenie w przeliczeniu na złote bywa nadal znacznie wyższe od wartości mieszkania, a to uniemożliwia jego sprzedaż).

Zobacz wideo