Totalny chaos ws. wniosków o utrzymanie cen prądu. Ekspert: "Rząd ofiarą własnej propagandy"

Większość przedsiębiorców o tym, że musi złożyć wniosek, by nie płacić więcej za prąd dowiedziała się z mediów. I to zaledwie na kilkadziesiąt godzin przed ostatecznym terminem. Zdaniem eksperta rząd padł w tym wypadku ofiarą własnej propagandy.
Zobacz wideo

Ceny prądu, jak obiecywał premier Mateusz Morawiecki, nie powinny w tym roku wzrosnąć. By tak się stało mikro i mali przedsiębiorcy, a także szpitale i jednostki sektora finansów publicznych, muszą jednak  składać odpowiednie wnioski. Ustawowy czas na złożenie oświadczenia potwierdzającego status odbiorcy końcowego minął 27 lipca. Ponieważ była to sobota, oświadczenia złożone dziś również będą akceptowane. Na odwiedzenie biura dostawcy energii jest czas do północy. 

Konieczność składania wniosków to efekt czerwcowej nowelizacji ustawy przyjętej przez rząd tuż przed końcem zeszłego roku. O opinię w sprawie praktycznej realizacji przepisów spytaliśmy eksperta. 

Nikt nie pomyślał o tym, że jeżeli dwóm milionom podmiotów damy 28 dni na wypełnienie wniosku, to wygenerujemy olbrzymie koszty dla gospodarki. Obliczyliśmy, że jeśli każdy z uprawnionych poświęci na wypełnienie papierów dwie godziny to będzie ekwiwalent pracy 55 osób. Przez całe zawodowe życie. 

- stwierdził Bartłomiej Derski z serwisu WysokieNapiecie.pl.

Rząd tyle razy powtarzał i podkreślał, że ceny energii nie wzrosną, że przedsiębiorcy uznali, że nie muszą zajmować się tematem. A teraz, bez żadnej kampanii informacyjnej, daje się im miesiąc na załatwienie formalności. Rząd padł ofiarą własnej propagandy. 

- dodał. 

Ekspert podkreślił też, że resort energii nie wykorzystał mediów do tego, by wyjaśnić kto i w jaki sposób może składać oświadczenia w sprawie cen prądu. 

Czytaj też: Ceny prądu w górę. Dostawcy nie czekali na rozporządzenie ministra

Ministerstwo Energii obudziło się za pięć dwunasta. Urzędnicy resortu byli przekonani, że termin składania wniosków upływa w sobotę, czyli wnioski trzeba złożyć najpóźniej w piątek. Kolejny komunikat mówił już o poniedziałku. Państwowe spółki nic nie mówiły o otwieraniu swoich biur w weekend i pracy do północy, ale resort de facto je do tego zmusił - wyjaśnił Derski. 

Gdyby zbyt mało przedsiębiorców zgłosiło wnioski oznaczałoby to wizerunkową porażkę rządu. Prace nad tą ustawą toczyły się przecież pół roku. Widać totalny chaos w ministerstwie. To nie była żadna przemyślana strategia, rozwiązanie wprowadzono bez konsultacji ze spółkami energetycznymi. Narzucono im model działania, który jest bardzo kłopotliwy. 

- wyjaśnił ekspert portalu.

Kolejne wątpliwości dotyczą tego, czy wniosek o utrzymanie niskich cen prądu można wysłać pocztą i czy w tym wypadku liczy się data stempla pocztowego. Prawnicy mają jednak wątpliwości, czy można zastosować taką interpretację. 

Inny problem wynikający z chaosu informacyjnego polega na tym, że część osób, które złożyły wnioski... nie musiało tego robić. Chodzi o sytuacje, w których kontrakt na dostawę energii jest zawarty na określony okres. Jeśli dostawca energii zapewnia określoną cenę na rok, dwa czy trzy od zawarcia umowy to musi dotrzymać tych warunków. A w takim wypadku składanie wniosku jest kompletnie bezcelowe.