Niedziele bez handlu. Miała być zapaść, ale Polacy są bardzo kreatywnym narodem

Siedem - tylko tyle będzie handlowych niedziel w 2020 r. Tym samym ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele, która zaczęła obowiązywać w marcu 2018 r., zacznie funkcjonować w pełnym zakresie. Przez ten czas pokazała jedno: Polacy są bardzo kreatywnym narodem.

Miała być zapaść na rynku handlu detalicznego - drastyczne zwolnienia, wycofanie się kilku sieci handlowych z Polski, niezadowolenie klientów przekładające się na ich stosunek do sprzedawców. Szacowano, że bezpośrednie straty skarbu państwa związane z wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele wyniosą co najmniej 1,8 mld złotych, a obroty punktów handlowych i usługowych zlokalizowanych w centrach handlowych spadną o 4,6 mld zł (PwC).

Zakaz handlu w niedziele - miała być zapaść na rynku

Rafał Trzeciakowski, ekonomista FOR grzmiał, że żadne państwo naszego regionu nie zakazuje handlu w niedzielę. - Wprost przeciwnie, państwa Europy Zachodniej ograniczające handel w niedziele sukcesywnie liberalizują przepisy - podkreślał.

Wymieniał, że w ostatnich latach ośmiu państw członkowskich Unii Europejskiej zniosło lub znacząco ograniczyło zakaz handlu w niedzielę. - Zakaz wprowadzono jedynie na Węgrzech, gdzie zniesiono go po roku, i na Cyprze, gdzie odrzucił go Sąd Najwyższy - podkreślał przedstawiciel think tanku założonego przez prof. Leszka Balcerowicza.

- Nie ukrywam, iż ja też z obawą podchodziłem do tematu wolnych niedziel, gdyż jako firma Paleo jestem właścicielem trzech małych centrów handlowych w Kazimierzy Wielkiej, Opatkowicach k. Proszowic i Podłężu k. Niepołomic - przyznaje Wojciech Śliwa, przedsiębiorca z Małopolski. - Są to obiekty o powierzchni ponad 2000 mkw., mamy ponad 40 najemców w różnych branżach i bałem się, czy oni bez handlu w niedzielę zapracują na czynsz i czy nie będą wnioskować o jego obniżenie. Na szczęście zakaz wchodził stopniowo i był czas na przystosowanie - podsumowuje.

Już po wprowadzeniu ograniczenia pojawiały się analizy różnych agencji badawczych pokazujące, jak trudno było nam się przestawić na niedziele bez zakupów (Danae, SW Research). Szerokim echem odbiła się też informacja portalu HandelExtra.pl, który poinformował o wycofaniu się z Polski znanej brytyjskiej marki sklepów z zabawkami Hamleys. Jej jedyny sklep w Polsce - w warszawskiej Galerii Północnej - ostatniego dnia lipca 2019 r. został zamknięty. Pavel Cmelík, współwłaściciel firmy Inexad, mającej franczyzę Hamleys w pięciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, wyjaśnił portalowi, że zamknięcie sklepów w niedzielę miało znaczący wpływ tę decyzję.

Ale na tym koniec spektakularnych ruchów, choć nie ma co ukrywać - ustawa ograniczająca handel w niedziele podzieliła Polaków i wprowadziła znaczącą zmianę w rodzimym handlu.

Stopniowanie zamieszania

Zakaz handlu w niedziele zaczął obowiązywać od marca 2018 roku. Początkowo dotyczył tylko niektórych niedziel. W 2018 roku sklepy były otwarte w dwie niedziele w miesiącu, w 2019 roku już tylko w jedną, nie licząc zwolnień z zakazu np. przed świętami Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia. W 2020 roku handel będzie dozwolony tylko w siedem niedziel.

Ustawa przewiduje wiele wyłączeń, między innymi dopuszcza handel w piekarniach, cukierniach, lodziarniach, na stacjach paliw płynnych, w kwiaciarniach, w sklepach z pamiątkami, z prasą, biletami komunikacji miejskiej, itp.

Bez wątpienia początek obowiązywania ograniczenia handlu w niedziele był czasem dużego zamieszania - dotyczyło to w równym stopniu klientów, jak i samego handlu. - Stopniowe wprowadzenie ograniczenia wprowadziło niepotrzebny chaos. Nawet jeśli niedziela jest handlowa, to sklepy często świecą pustkami - zauważał w połowie grudnia br. Łukasz Wachełko, analityk w Wood & Company.

Z jego obserwacji wynika, że ograniczenie nie przypadło do gustu skonfundowanym klientom, którzy nie wiedzą, która niedziela jest handlowa, a która nie. - Ja sam, mimo że zajmuję się branżą handlową, bez zajrzenia do kalendarza też się gubię - nie ukrywa ekspert.

Kolejny skutek: bardziej skomplikowana i trudniejsza do opanowania stała się logistyka do sklepów, szczególnie artykułów świeżych. - Rzeczywiście, na początku trzeba było przeorganizować zaopatrzenie, szczególnie w poniedziałki - przyznaje Wojciech Śliwa. Zwraca też uwagę, że klienci także musieli zmienić swoje przyzwyczajenia zakupowe. Wcześniej, np. po porannej niedzielnej mszy jechali na niedzielne zakupy, ale teraz inaczej już zagospodarowują sobie czas.

- Mieszkam w podgórskiej miejscowości niedaleko słynnej "zakopianki". Zaobserwowałem, iż znacznie przybyło rowerzystów, motocyklistów, turystów, którzy odwiedzają w niedziele różne perełki architektury, jak chociażby moją ukochaną Lanckoronę - mówi detalista. - Także moi pracownicy inaczej spędzają niedziele: słyszę o wycieczkach rowerowych, pieszych w góry, mają także teraz czas, żeby się spotkać i spędzić czas z rodziną - dodaje.

Wbrew obserwacjom Łukasza Wachełki klienci sklepów Paleo zaakceptowali zamknięcie sklepów. Teraz większe zakupy robią już od czwartku; także w poniedziałki obrót w Paleo urósł o ponad 10 proc.

Podobne spostrzeżenia ma Andrzej Walewski, właściciel trzech supermarketów Hamann na Mazowszu, zrzeszonych w sieci Lewiatan. - Klienci większe zakupy robią teraz u nas w piątki i poniedziałki - zauważa.

Potwierdzają to badania PMR, według których 55 proc. respondentów zadeklarowało, że od momentu wprowadzenia zakazu częściej kupuje w soboty, 52 proc. - od poniedziałku do piątku, 53 proc. kupuje więcej na zapas, a jedynie 33 proc. kupuje częściej w niedziele w małych sklepach, tylko 19 proc. - częściej w niedziele na stacjach paliw. W trakcie badania respondenci mieli możliwość udzielenia więcej niż jednej odpowiedzi, stąd wyniki nie sumują się do 100 proc..

W świetle danych, jakie docierają do Polskiej Izby Handlu z różnych wywiadowni oraz z branży, wyłania się następujący obraz: sklepy do około 100 mkw., które mogą działać w niedziele na podstawie przewidzianych przez ustawę wyłączeń, w szczególności w oparciu wyłączenie pozwalające właścicielowi stanąć za ladą, w sporej części odnalazły się w nowej rzeczywistości legislacyjnej. Szczególnie w sytuacji, gdy znajdujące się w sąsiedztwie Biedronka i Lidl są zamknięte i gdy małe sklepiki mają koncesję na alkohol.

Większe sklepy (z reguły powyżej 100 mkw.), które z wyłączeń skorzystać nie mogą i muszą być zamknięte w niedziele, osiągają gorsze wyniki niż przed wprowadzeniem ograniczenia.

- Przyczynia się do tego dodatkowo agresywna polityka marketingowa sieci dyskontowych mająca na celu wyrobienie w konsumentach nawyku dokonywania zakupów w piątek i sobotę właśnie w dyskontach. W te dni obroty w mniejszych sklepach w piątki i soboty rzeczywiście spadają - tłumaczy Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Uważa on, że trudno się temu dziwić, skoro największe sieci dyskontowe wydały na reklamę mającą przekierować strumień konsumentów z zakupów niedzielnych na piątek i sobotę kilkaset milionów złotych.

Na zakazie handlu w niedziele zyskały więc duże sieci i najmniejsze sklepy. Beneficjentami zakazu handlu w niedziele są także firmy kurierskie i logistyczne, które rosną na fali wzrostu e-commerce. Zyskały też stacje benzynowe, a dokładnie przystacyjne sklepy.

Tymi, którzy negatywnie odczuwają skutki ograniczenia handlu są tzw. średniacy, gdzie właściciel nie jest stanie samodzielnie poprowadzić handlu w niedzielę.

Kolejny segment rynku, który ucierpiał z powodu niehandlowych niedziel to centra handlowe i te sieci, które w nich lokują swoje placówki. Z punktu widzenia zakazu handlu, rynek nieruchomości handlowych ucierpiał dość mocno, a wraz z nim sieci, które z tym rynkiem są związane, a więc restauracje i kawiarnie w centrach handlowych. Otwarcie o drastycznym spadku obrotów wypowiada się właściciel Lodziarni Firmowych i twórca marki Grycan - Lody od pokoleń. - Doskwiera nam zakaz handlu w niedziele - podkreślił wiosną br.

Zdecydowana większość z około 150 lodziarnio-kawiarni Grycan działa w centrach handlowych, w których sklepy zamknięte są w niedziele z zakazem handlu. W konsekwencji zahamowany został rozwój lodziarni. Podczas gdy w rekordowym 2015 roku firma uruchomiła około 20 nowych lokali, w 2018 r. otworzyła tylko pięć.

Jak zaznaczył Zbigniew Grycan, są punkty, które w obliczu niehandlowych niedziel kwalifikują się do zamknięcia ze względu na utratę rentowności. Na ten dzień przypada bowiem nawet około jedna czwarta tygodniowych obrotów tych lodziarnio-kawiarni.

- Zmuszeni byliśmy ograniczyć nasze plany inwestycyjne, ale zamknięcie lokalu traktujemy jako ostateczność: taką decyzję podjęliśmy dotychczas w przypadku kilku nierentownych i trudnych do poprawy punktów - stwierdził Zbigniew Grycan. Dodał, że model biznesowy z założenia nie przewiduje przedłużania umów najmu lokalu tam, gdzie nie ma to ekonomicznego uzasadnienia.

Twórca marki Grycan nie wyklucza zmiany strategii rozwoju lodziarni i otwieranie ich częściej poza galeriami, podkreślił przy tym, że wybór każdej lokalizacji przy ulicach w miastach będzie poprzedzony dokładną analizą. - Chcemy rozwijać nasze lodziarnie, nie oddamy pola - zapowiedział.

Kazus "lex Żabka"

Na pełną ocenę skutków ograniczenia handlu w niedziele jest - zdaniem ekspertów - jeszcze za wcześnie. - Sytuacja jest dynamiczna, ponieważ nie weszło ono jeszcze w życie w całości, dlatego kompleksowa ocena będzie możliwa tak naprawdę dopiero po roku obowiązywania pełnego ograniczenia, czyli pod koniec 2020 r. - uważa dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu (PIH).

Wojciech Śliwa jest jednak przekonany, że wobec braku pracowników i ich niechęci pracy w niedziele zakaz handlu w niedziele okazał się dobrym rozwiązaniem. - W chwili obecnej młodzi kandydaci do pracy w handlu zadają pytanie czy będą musieli pracować w soboty, bo to, że wolna jest niedziela, to oczywiste - mówi.

Nie wszyscy jednak mniejsi detaliści są tego samego zdania. Nie chcąc samemu stać za ladą, decydują się skorzystać z wyjątku w ustawie, jakim jest możliwość otwierania sklepów w niedziele jako placówki pocztowe. Mając status takiej placówki, jej właściciel może delegować pracownika do pracy w ten dzień. Nie musi wtedy być sam w sklepie co niedziela.

Zasadę, że to, co jest niezabronione, jest dozwolone, od początku ograniczenia handlu w niedziele stosuje sieć Żabka. Jej działania zyskały już nawet przydomek "lex Żabka" i to właśnie z jej powodu związek zawodowy "Solidarność" domaga się nowelizacji ustawy ograniczającej handel w niedziele. Związkowcy chcą prawnego doprecyzowania, kto może określać się placówką pocztową.

Widocznie wolne niedziele dla pracowników dały już w kość właścicielom sklepów, bowiem tropem Żabki zaczęły podążać inne sieci handlowe. W listopadzie br. zawiązała się współpraca sieci sklepów abc (największa sieć handlowa w Polsce wg Top 30 największych sieci franczyzowych, partnerskich i grup zakupowych w 2018 r., ranking miesięcznika "Handel"), Grupy Eurocash, Polskich ePłatności, Pointpack oraz DHL Parcel. Pierwsze wdrożenie usługi "Moja Paczka" odbyły się jeszcze w tym samym miesiącu.

- Zdecydowaliśmy się na udostępnienie usługi kurierskiej sieci sklepów abc, ponieważ takie rozwiązanie pozwoli naszym klientom - właścicielom sklepów - budować ich konkurencyjność na polskim rynku detalicznym - usiłuje nas przekonać Jan Domański, rzecznik prasowy Grupy Eurocash. - Możliwe, że część osób stwierdzi, że to odpowiedź na niedziele niehandlowe, jednak sklepy abc są prowadzone przez niezależnych przedsiębiorców i w większości decydowali się oni na otwieranie swoich sklepów w niedziele - podkreśla.

Domański zwraca uwagę, że usługa dla sklepów małoformatowych jest szansą na zwiększenie liczby klientów, uzyskanie dodatkowej marży czy po prostu większej sprzedaży. Badania pokazują bowiem, że współczynnik współkupowania wynosi przy tego typu usłudze około 30 proc. Oznacza to, że 3 na 10 konsumentów nadając lub odbierając paczkę w punkcie handlowym, zrobi przy tej okazji zakupy.

Również Polska Grupa Supermarketów poinformowała, że od początku grudnia 2019 roku część sklepów sieci Top Market oraz Minuta8 zaczęła testowo świadczyć usługi pocztowe.

- Dla mnie jest to nieetyczne, ale moje dzieci odwożą przesyłki kurierskie do sklepów Żabka. Skoro ktoś chce handlować a prowadzi także podwójną działalność (pocztową i handlową), to niech sobie prowadzi, prawo im na to pozwala. Ja jednak wiem, iż w jeden dzień tygodnia na cały tydzień w handlu się nie zarobi - podkreśla detalista Wojciech Śliwa.

- Tak być nie powinno. Dlatego apelujemy o jak najszybszą nowelizację ustawy. Worek już się rozdarł, potrzebna jest natychmiastowa interwencja. W przeciwnym razie ograniczenie stanie się mitem - uważa Alfred Bujara, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność". - Proszę nie zrozumieć mnie źle: my nie chcemy zakazać handlu w niedziele. Stajemy jednak w obronie pracowników. W przyrodzie nic nie ginie, więc sklepy w niedziele będą otwarte. Chcemy jedynie, aby za ladą stał sam właściciel, podczas gdy jego personel może wreszcie choć w tym dniu odpocząć - argumentuje.

Maciej Ptaszyński z PIH-u broni sklepów korzystających z wyjątku o placówkach pocztowych. Jego zdaniem sieci wprowadzając usługę odbioru paczki w sklepie, robią to w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie konsumentów na rozszerzenie funkcji sklepów convenience.

- Taka jest istota tego typu placówek: mają szerokie usługi dodatkowe, które dają klientom możliwość wygodnego załatwienia innych spraw przy okazji zakupów - przekonuje Ptaszyński. - E-handel w Polsce się rozwija, a co za tym idzie rośnie zapotrzebowanie na odbieranie przesyłek szybko i blisko domu. A taką sposobność dają właśnie sklepy. Tego typu rozwiązania są zgodne z prawem - podkreśla, powołując się na Konstytucję Biznesu, która wyraźnie stwierdza, że co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone.

Wykładnię tę potwierdzają wyroki sądowe przeciwko sieci Żabka, które stwierdzają iż sklepy działające w niedzielę na podstawie tego wyłączenia nie złamały prawa.

Co przyniesie nowy rok

W 2020 r. będzie tylko siedem niedziel handlowych. Tym samym ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele, która zaczęła obowiązywać w marcu 2018 r., zacznie funkcjonować w pełnym zakresie. Domknięcie zakazu powinno wyjaśnić sytuację na rynku. Konsumenci nie będą się już musieli zastanawiać czy sklepy danej sieci są otwarte czy nie w danym tygodniu. Wyraźnie powinien zarysować się podział na zamknięte w niedziele duże sklepy i otwarte mniejsze powierzchniowo placówki oraz sklepy przy stacjach paliw.

Maciej Ptaszyński uważa jednak, że z punktu widzenia konsumenta w przyszłym roku będzie trudniej, zwłaszcza po grudniu, który z liczbą handlowych niedziel przypominał minione czasy. - Jeżeli chodzi o zjawiska ekonomiczne z tym związane, rewolucji takiej jak samo wprowadzenie zakazu w 2018 r. nie będzie. Zjawiska po prostu pogłębią się - przewiduje.

Zgodnie z intencją ustawodawców otwieranie sklepów w niedziele będzie stanowić szansę na dodatkowe przychody dla właścicieli małych sklepów. - Domknięcie zakazu powinno ostatecznie ustabilizować sytuację na rynku, pod warunkiem, że przetrwa on w obecnym kształcie i nie pojawią się pomysły np. likwidowania wyjątków od zakazu - przyznają nasi rozmówcy.

W 2020 r. nie jest wykluczone, że nowelizacja ustawy dojdzie do skutku, o co wnioskuje "Solidarność". Sam zakaz handlu w niedziele raczej będzie obowiązywał.

- Gdyby dzisiaj zapadła decyzja o otwarciu sklepów od 1 stycznia 2020 roku w niedziele, to chyba sklepy Paleo wciąż pozostałyby zamknięte - mówi Wojciech Śliwa.

Wtóruje mu Mariusz Szopa, prowadzący na południu Polski 11 sklepów spożywczo-przemysłowych: - Z rozmów ze znajomymi wynika, iż w wypadku przywrócenia niedziel handlowych ich sklepy pozostałyby zamknięte ze względu na dodatnie walory ograniczenia - mówi. - Pomimo wielu informacji w mediach, o naciskach społeczeństwa na przywrócenie handlu w niedzielę, uważamy, że są to informacje manipulacyjne mające na celu ochronę interesu dużych sieci handlowych, zwłaszcza mieszczących się galeriach handlowych - uważa przedsiębiorca.

Zdaniem Witolda Kołodziejczaka, właściciela lub współwłaściciela 10 sklepów zrzeszonych w sieci Top Market, z perspektywy wolnego handlu wszelkie ograniczenia są niekorzystne. - Przy aktualnych brakach kadrowych jest to akceptowalne pomimo spadków obrotów w niektórych placówkach. Problem naszych obrotów może się nasilić przy szybkim rozwoju nowoczesnych kanałów dystrybucji internetowej - obawia się.

Detalista zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt dotyczący ograniczenia handlu w niedziele: zamknięte sklepy w niedziele w miejscowościach turystycznych. - To kompromitacja pomysłodawców, zwłaszcza jak odwołują się do takich krajów jak Szwajcaria czy Włochy, gdzie nie sprawdzili osobiście, jak to wygląda. Tam wybrane sklepy pracują w niedziele - podkreśla.

Natomiast dla Andrzeja Walewskiego z sieci Hamann niedziele handlowe powinny pozostać, ale na równych zasadach dla wszystkich uczestników rynku. - Dwie niedziele handlowe w miesiącu byłyby najlepsze - uważa.

Zwraca uwagę, że handel operuje na niskich marżach, więc każde zawirowanie dla podmiotów działającym na tym rynku jest potencjalnie niebezpieczne. Jeden punkt procentowy w strukturze kosztów może zadecydować o tym, czy firma jest rentowna, czy nie.

- Jeśli do zakazu handlu w niedziele dodamy gwałtowny wzrost płacy minimalnej, nadchodzący rok zaważy mocno na działalności przedsiębiorstw handlowych - dla firmy, która jest w słabszej kondycji i ma problemy, mogą to być decydujące czynniki, które przesądzą o upadłości - przestrzega przedsiebiorca.

Alfred Bujara, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność":

Ustawa ograniczająca handel w niedziele spełniła swe założenia i oczekiwania. Już prawie dwa lata minęło od jej wprowadzenia i muszę przyznać, że ten czas bardzo szybko minął. Jako inicjator ograniczenia chcieliśmy go wdrożyć w życie bez okresu przejściowego, tzn. aby ograniczenie obowiązywało w większość niedziel od razu od marca 2018 r. Ustawodawca zdecydował jednak inaczej i z perspektywy czasu oceniam ten krok za słuszny.

Wbrew obawom przeciwników ograniczenia, nie było zapowiadanego armageddonu, w tym nie było masowego zwalniania pracowników. Wprost przeciwnie, handel zmaga się z brakiem rąk do pracy. Również społeczeństwo przyjęło ograniczenie ze zrozumieniem. Nie dość więc, że pracownicy handlu są zadowoleni, że mogą więcej czasu spędzać z rodziną, to zyskały też branże hotelarska i gastronomiczna. Tylko w pierwszym półroczu 2019 r. ich zyski urosły o 48 proc. w porównaniu do poprzednich lat, do poziomu 380 mln zł. Przewidywaliśmy to.

Dane GUS i REGON jasno wskazują korzyści z wprowadzenia ograniczenia handlu w niedziele. W pierwszym półroczu 2019 r. aż o 7 proc. wzrosła sprzedaż detaliczna w Polsce (GUS), udało się też zatrzymać spadek zamykania sklepów małoformatowych. Co więcej, odnotowaliśmy 17 otwarć nowych małych sklepów (REGON). Nie jest to dużo, ale trend spadkowy został zahamowany i to jest najważniejsze. Widać też rosnące wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku CIT płaconego przez handel detaliczny - dochód państwa wzrósł tu o 217 mln zł.

Na ograniczeniu najbardziej zyskały małe sklepy, stacje paliw, ale też i dyskonty, wskutek agresywnej kampanii reklamowej. Takie są prawa rynku. Udało się też rozłożyć kumulacje zakupów, które do tej pory przypadały na soboty, na pozostałe dni tygodnia, w szczególności na czwartki, piątki, soboty, ale też i na poniedziałki.

Jako związkowcy jesteśmy dumni z wprowadzonej ustawy. Jesteśmy jednak świadomi, że wkradły się do niej przepisy, których być nie powinno. Mówię o furtce nazywanej "placówka pocztowa". Już nie tylko Żabka, ale też i inne sieci a nawet pojedyncze sklepy tak się tytułują i otwierają sklepy w niedziele, odbierając tym samym pracownikom wolne niedziele. Tak być nie powinno. Mam nadzieję, że złożone nam obietnice ze strony rządzących szybko zostaną zrealizowane. Jako związek zawodowy trzymamy rękę na pulsie.

Łukasz Wachełko, head of consumer / industrials deputy, head of research Poland w WOOD & Company

Z punktu widzenia klientów i spółek handlowych wprowadzenie ograniczenia handlu w niedziele to wielki błąd. Generalnie klienci nie lubią, gdy im się nakazuje kiedy mogą robić zakupy, a kiedy nie. Mniejsza liczba dni zakupowych i związany z tym większy ruch w soboty to dziś droga przez mękę wśród utrudzonych i przepychających się klientów.

Stopniowe wprowadzenie ograniczenia wprowadziło niepotrzebny chaos. Nawet jeśli niedziela jest handlowa, to sklepy często świecą pustkami. Bardziej skomplikowana i trudniejsza do opanowania jest też logistyka do sklepów, szczególnie artykułów świeżych.

Kolejny, bardzo widoczny skutek ograniczenia handlu w niedziele to przyspieszenie rozwoju e-handlu. Nie bez powodu InPost podpisał umowę z AliExpress, dla którego Polska jest czwartym pod względem wielkości rynkiem zagranicznym. Ja również - siłą rzeczy - zweryfikowałem swoje zwyczaje zakupowe. Jedynie 10 proc. prezentów świątecznych kupiłem w sklepach stacjonarnych, 90 proc. zaś przez Internet.

Wydaje mi się, że będzie jeszcze gorzej. Gracze offline z branży handlu detalicznego będą mieli jeszcze bardziej pod górkę.

Artykuł został przygotowany przez redakcję miesięcznika Handel i portalu Handel Extra. Więcej informacji o branży FMCG i handlu na: www.handelextra.pl.

Więcej o:
Komentarze (228)
Niedziele bez handlu. Miała być zapaść, ale Polacy są bardzo kreatywnym narodem
Zaloguj się
  • marek.usc

    Oceniono 64 razy 46

    Ciul mnie strzela, sam mam jedną niedzielę wolną w miesiącu i jakoś z tym żyję, pracuję w przemyśle ciężkim i na dodatek normalnie muszę iśc do pracy w Boże Narodzenie czy inne święta z czerwoną kartką i jakoś nikt się mną nie interesuje. Dla mnie ten zakaz to jedna wielka głupota

  • ghs blar

    Oceniono 52 razy 42

    25 grudnia. Drzwi żabki otwarte na oścież . A w Kauflandzie już można odbierać paczki z DHLu. PISlandzki głupi narodzie. To potrzeby mają rządzić rynkiem. A nie zasrana polityka.

  • neutron

    Oceniono 36 razy 28

    Duży artykuł i praktycznie zero konkretnych liczb, jak zmieniały się w czasie przychody, zyski, podatki płacone, zatrudnienie w handlu detalicznym. Ściemnianie że efektu wolnych niedziel nie da się ocenić bo jeszcze nie w pełni weszły w życie ale przecież od dwóch lat mamy istotne ograniczenie handlu. Ciekawe że żaden ekonomista nie chce tego przeanalizować...

  • hunkyyankee

    Oceniono 37 razy 27

    Polacy nie są kreatywnym narodem, tylko durnym narodem, skoro pozwalają komuchom z PiS żeby rządzili jak w PRL

  • rattus-rattus

    Oceniono 39 razy 23

    Tak naprawdę zakaz handlu w niedzielę miał napędzić ludzi do coraz bardziej pustych kościołów. Stanowił cześć dealu PiSsu z KK.
    Gadanie o godności pracowników i troska o rodzinę to zwykła ściema. Liczy się tylko dobro KK i uzyskiwane w zamian poparcie.

  • jxl82

    Oceniono 30 razy 22

    Któż ruszy Żabkę jak inwestor CVC Capital Partners współpracuje z Rydzykiem sponsorując jego samego i Macierewicza poprzez pseudo seminaria na Wyższej Szkole Tego i Owego im. Tadeusza w Toruniu.

  • jos77

    Oceniono 28 razy 20

    Oczywiście zakaz handlu w niedzielę jest kretyństwem i jest niekonsekwentny, a także jest zaprzeczeniem wolności handlu - to jest oczywiste. Poza tym wynika z uwarunkowań ideologicznych - bo w niedzielę trzeba do kościółka. Są dziesiątki zawodów, które pracują w niedziele i pracownice sklepów nie były tu żadnym wyjątkiem, pochylcie się nad resztą równie konsekwentnie - zamknąć kina, wstrzymać koleje, zamknąć restauracje, niech miasta staną się zamarłymi cmentarzami. I co się takiego stanie? Umrzemy? Świat się załamie? No nie. Idiotyczne argumenty zwolenników tego kretynizmu - przecież nic się nie stało. Można przeżyć. Oczywiście, że można. Można przeżyć też obozy koncentracyjne, czy to oznacza, że powinno się je wprowadzić??? Myślenie. Taka prosta rzecz, a boli.

  • czemublokujecie_mikonto

    Oceniono 14 razy 14

    To jest skandal, bo skoro ktoś chce pracować w soboty i niedziele a mieć wolne wtorki i środy to nie może, bo mu teraz rozwalają cały tydzień pracy przymusowym wolnym w niedzielę. Wystarczyłoby zrobić jak w UK, ubruttowienie stawki o ZUS obecny, likwidacja ZUSu, składki na ubezpieczenie jak w UK, stawka za nadgodziny +50% (tylko) a w święta i niedziele +100% plus dodatkowy dzień wolny w tygodniu za to i obowiązek, że pracownik bez jakichkolwiek problemow może odmówić nadgodzin, a tydzień pracy to 36,5h tygodniowo, nie ma płatnej przerwy, a bezpłatna przerwa na odpoczynek nalezy się 30minut, gdy pracownik pracuje do 6h, a minimum 1 h gdy powyżej 6h, dopuszczalne 1,5h przerwy (jedna na herbatę(śniadanie), druga na lunch(obiad)), więc pracownik jest w pracy 9h, pracuje tylko 7,5h, jest wypoczęty, najedzony, ma dobrą stawkę godzinową, kwota wolna od podatku rocznie na początek minimum 24000zł DLA KAŻDEGO. Tak by zrobili, gdyby im na pracownikach zależało. Wtedy nadgodziny braliby ci co potrzebują albo chcą szybciej kredyt spłacić, nie mają co robić albo się nudzą w domu, albo czują się na siłach a chcą więcej zarobić, a nikt by nie przychodził na nadgodziny nocne czy niedzielne jeśli nie chce i byłoby w porządku. Do tego każdy by wiedział za co pracuje, a państwo by tak nie okradało jak obecnie. No ale to by musieli zlikwidować finansowanie kościoła i jego dzieł, w tym religii w szkołach i kapelanów wszędzie, czy księży w szpitalach. I rynek by decydował czy mieć sklep otwarty 24/7 czy się nie opłaca i otwarty tylko w tygodniu albo poniedziałki wolne bo tak w okolicy jest czy krótsze godziny, bo po co trzymać pracowników jak ruchu nie ma i obrotu nie ma.

  • threemen

    Oceniono 26 razy 14

    W Polsce mamy do czynienia z sojuszem partii z kościołem. Zwykły człowiek się nie liczy. Szybko otwarto by wszystkie sklepy, gdyby zakaz miał wpływ na wybory. Ale nie ma, bo jest niwelowany przrz 500+, 300+ i inne kiełbasy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX