Lidl kontra Biedronka i nie tylko. Walka o pracowników w handlu

Podwyżka płacy minimalnej, wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych oraz odblokowanie niemieckiego rynku pracy dla Ukraińców nie ułatwiają właścicielom sklepów znalezienia pracowników.

Dyskonty wciąż walczą na noże, nie tylko promocjami. Równie wyraźnie widać wojnę na płace, czyli o pracowników. Najmocniej grających jest dwóch, to Biedronka i Lidl. Co i rusz słychać o podnoszeniu pensji w tych sieciach handlowych i o starcie kolejnych kampanii rekrutacyjnych.

Biedronka i Lidl ścigają się na płace

Największym prywatnym pracodawcą w Polsce jest Jeronimo Martins Polska, właściciel sklepów Biedronka. Firma zatrudnia ok. 67 tys. osób na umowy o pracę. Niepisaną tradycją stało się podnoszenie płacy z początkiem nowego roku. Tak było w styczniu 2019 r., tak też nastąpiło w br.

Od stycznia 2020 r. wynagrodzenia pracowników tej sieci są wyższe o 100-350 zł brutto miesięcznie w sklepach oraz o 150-500 zł w centrach dystrybucyjnych. Dokładna kwota zależy od stanowiska, stażu pracy i lokalizacji. Osoby początkujące, zatrudnione w Biedronce na pełny etat na stanowisku sprzedawcy-kasjera, mogą teraz zarobić od 3050 zł do 3200 zł brutto, wliczając w to nagrodę za obecność.

Pracownicy sklepów Biedronki mogą liczyć na podwyżki stażowe po pierwszym oraz trzecim roku pracy. I tak w przypadku doświadczonych sprzedawców-kasjerów, ze stażem trzech lat pracy w Biedronce, wysokość miesięcznych zarobków od stycznia 2020 r. wynosi od 3200 zł w mniejszych miejscowościach do 3650 zł brutto w największych miastach.

Pracownicy sieci mogą otrzymać też miesięczne premie uznaniowe uwzględniające wyniki sklepu i jakość obsługi. Ten dodatek do wynagrodzenia również w ramach podwyżek rośnie i od stycznia br. wynosi do 270 zł brutto (do tej pory było to 200 zł brutto).

Tegoroczne podwyżki otrzymało niemal 57 tys. osób, przede wszystkim ze stażem pracy do pięciu lat. Wśród nich są pracownicy sklepów, sprzedawcy i sprzedawcy-kasjerzy, kierownicy sklepów oraz ich zastępcy, a w centrach dystrybucyjnych: magazynierzy, magazynierzy kompletacji i inspektorzy ds. administracyjno-magazynowych. Warunkiem było otrzymanie przez nich oceny za ubiegły rok na poziomie co najmniej "zgodnie z oczekiwaniami". Pozostali będą objęci systemem indywidualnych podwyżek w kwietniu 2020 r.

- Pracownicy są fundamentem naszej firmy. Poprzez podwyżki chcemy docenić ich codzienne wysiłki, a jednocześnie pokazujemy, że Biedronka konsekwentnie dba o pozycję pracodawcy pierwszego wyboru w branży detalicznej - tłumaczy Jarosław Sobczyk, dyrektor personalny i członek zarządu Jeronimo Martins Polska.

Zobacz też: LOT chce kupić linie Condor. "Wchodzą w nieznany dla siebie segment rynku"

Zobacz wideo

Skoro Biedronka, to i Lidl

Głównym konkurentem płacowym Biedronki jest sieć Lidl. Firma zatrudnia w Polsce ponad 17,5 tys. pracowników, w tym 13 552 kobiet i 4009 mężczyzn (dane na koniec lutego 2019 r., jak na razie nie ma nowszych). Średniorocznie zwiększa zatrudnienie o ok. 13 proc.

Jak wynika z "Raportu zrównoważonego rozwoju Lidl Polska", większość z załogi sieci to osoby pomiędzy 30. a 50. rokiem życia. Najstarszy pracownik Lidl Polska ma 68 lat, najmłodszy 18. Aż 2707 osób pracuje w tej firmie od co najmniej 10 lat, z czego osiem osób ma najwyższy, bo 19-letni staż pracy.

Na pełnym etacie pracuje w Lidl Polska niemal 13,4 tys. osób, a na niepełnym prawie 4,2 tys. pracowników. Ponad 9,6 tys. jest zatrudnionych w Lidlu w oparciu o umowę na czas określony, zaś prawie 8 tys. osób na czas nieokreślony (luty 2019 r.).

- Chcemy podkreślić, że Lidl Polska docenia zaangażowanie pracowników, oferując im zarobki wyższe od średnich wynagrodzeń w handlu - mówi serwisowi handelextra.pl Aleksandra Robaszkiewicz, head of corporate communication w Lidl Polska.

Sieć Lidl Polska zarządza w Polsce siecią ponad 715 sklepów i 10 centrami dystrybucyjnymi. Na wynagrodzenia dla pracowników w roku obrotowym 2018/2019 firma przeznaczyła 839 814 300 zł, gdy rok wcześniej było to 716 789 800 zł. Od marca 2019 roku nowy pracownik sklepu otrzymuje od 3100 do 3850 zł brutto. Po roku pracy pracodawca gwarantuje wzrost płacy do poziomu 3250 zł brutto do 4050 zł brutto, a po dwóch latach wynagrodzenie wzrasta do 3450 zł brutto w małych miejscowościach i do 4350 zł brutto w aglomeracjach.

Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, "w Lidlu ewentualne różnice w średnim wynagrodzeniu na tym samym poziomie zatrudnienia nie wynikają z różnicowania pensji przez wzgląd na płeć. Wynagrodzenie przypisane jest do danego stanowiska i niezależne od płci. Dodatkowym czynnikiem różnicującym wynagrodzenie jest staż pracy na danym stanowisku". Oprócz najwyższych wynagrodzeń w branży sieć oferuje także pakiet benefitów pozapłacowych. 

Sieci handlowe wnikliwie monitorują się nawzajem. Dlatego też, po informacji o styczniowych podwyżkach płac w Biedronce, Lidl również zapowiada zmiany w siatce płac. O szczegółach ma poinformować w lutym.

Co na to mniejsi?

Pracowników potrzebują jednak równie mocno te mniejsze sieci.

- Jest coraz ciężej znaleźć dobrych pracowników. Nie mówię, że nie ma chętnych do pracy, bo oni są, tylko nie chce im się pracować, szczególnie młodym - obserwuje Edyta Loska, właścicielka 11 sklepów tworzących sieć EMI Market na Śląsku, zrzeszoną w PGZ Kupiec. - Wydaje mi się, że są bez ambicji, nie chcą się rozwijać, nie są też nauczeni pracy, bo wiele dostają od rodziców na tacy. Emerytura to dla nich science fiction. Żyją z dnia na dzień - ubolewa.

Jeszcze ciężej jest znaleźć osoby do zarządzania. Zdaniem detalistki ludzie wolą mieć niższą pensję, pracować np. na kasie i mieć święty spokój, niż ponosić odpowiedzialność jako kierowniczka sklepu.

Edyta Loska uważa ponadto, że Polska bawi się w rozdawnictwo. Mówi o otrzymujących świadczenia z gminy, do których często dochodzi 500+. 

- Czy takiej osobie będzie się chciało pracować? Oczywiście, że nie. Poza tym, nie pójdzie do pracy, bo straci zasiłki. Błędne koło. Takich osób jest w naszym regionie niestety sporo - opowiada Loska. 

O tym jak zmienia się rentowność sklepów i w jakim stopniu handel zaczyna mówić o…. redukcji zatrudnienia czytaj dalej TUTAJ

Artykuł został przygotowany przez redakcję miesięcznika Handel i portalu Handel Extra. Więcej informacji z branży FMCG i handlu na handelextra.pl.

Więcej o:
Komentarze (21)
Lidl kontra Biedronka i nie tylko. Walka o pracowników w handlu
Zaloguj się
  • wejsunek47

    Oceniono 15 razy 11

    ciekawe na czym polega "nie chcą się rozwijać" będąc na stanowisku kasjera,sprzedawcy albo magazyniera....

  • tradycja_krotkiej_reki

    Oceniono 16 razy 10

    Podpowiem pani Losce: Jeżeli ktoś woli pobierać świadczenia socjalne zamiast pracować, to jest to jak najbardziej przemyślana i racjonalna decyzja. Też bym wolał utrzymywać się z takich świadczeń, skoro pracując nie miałbym lepiej. Skoro ktoś już poświęca tych 40h tygodniowo na pracę to, pomijając pasjonatów, którzy się w swojej pracy rozwijają, po to by mieć lepiej, niż ma klient pomocy społecznej.

    Co zatem może zrobić pracodawca pani Loski? Może uczynić pracę ciekawą i rozwijającą, lub podnieść zarobki. Ponieważ pole manewru przy uczynieniu pracy ekspedienta ciekawą i rozwijającą jest mocno ograniczone, to pozostaje wciąż to drugie rozwiązanie.

  • krzy-czy

    Oceniono 18 razy 6

    co to za pracodawce, którego łokrutnie zabolało podniesienie PŁACY MINIMALNEJ??

    co to za praca, w której 500+, odrzuca kobitki od tej pracy?
    jak gów3niane muszą być w tej pracy zarobki?

  • tedek1

    Oceniono 5 razy 5

    "Jeszcze ciężej jest znaleźć osoby do zarządzania. Zdaniem detalistki ludzie wolą mieć niższą pensję, pracować np. na kasie i mieć święty spokój, niż ponosić odpowiedzialność jako kierowniczka sklepu"

    Tak jest wszędzie,gdzie różnica w wynagrodzeniu między kadrą wyższego szczebla i szeregowa jest minimalna np.w budżetówce.
    Za znacznie większa odpowiedzialność wymagrodzenie jest o 400 zl brutto wieksze. A trzeba sie uzerac z kontrolerami,pisać wyjaśnienia, i ponosić odpowiedzialność finansową...do tego myśleć za 20 innych biernych pracowników.

  • tomcio55

    Oceniono 10 razy 2

    Co do Ukraincow to ci co wyjechali do Reichu wracają. Okazuje się że koszty życia jednak wyższe, nie można mieszkać w 10 w dwupokojowym mieszkaniu lub barakach, spóźnienie 30 minut oznacza wylot z roboty. No a najgorsze są codzienne kontrole z alkomatem. Różnice kulturowe nie do pogodzenia hehe

  • mistermadmat

    Oceniono 1 raz 1

    biedra- nie kupuję - syf kiła i mogiła oraz oszukują nagminnie na ,,promocjach ,, inna cena na półce inna na paragonie .

  • marcinmarcin12

    Oceniono 3 razy 1

    Prosze nie piszcie.ze podniesienie pracy minimalnej nie ulatwia znalezienia pracownika.
    Primo, jesli sieciowki nie podniasa stawek to potencjalny pracownik - bez zamkniecia granic- wyjezdzie siedziec na kasie w Lidlu w innym kraju.
    Secundo. Wymuszenie placenia wyzszej minimalnej i przestrzeganie tego wymusi zamkniecie obiektow nie konkurencyjnych i zwiekszy zasob wolnej sily roboczej. Nie ma sensu trzymac pracownika w obiekcie tylko po to by marnowac energie.

  • kasle

    Oceniono 4 razy 0

    Rzad rzuca coraz wieksze klody handlowi i innym mniej wydajnym branzom.
    Nie dziwilbym sie, gdy inne siecie pojda sladem Tesco i rzuca interes w panstwie socjalnego rozpasania. Odczuja to klienci powrotem kolejek i obnizeniem poziomu slug, bo po prostu nie bedzie kim pracowac.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX