Koronawirus zatrząsł rynkiem ropy naftowej. Ceny paliw w Polsce będą niższe

Koronawirus sprawił, że popyt na paliwa jest mniejszy - wiele linii lotniczych zawiesiło bowiem połączenia z Chinami. Polscy kierowcy na tych zawirowaniach zyskują, bo ceny paliw na stacjach są wyraźnie niższe. Jest szansa, że spadną jeszcze bardziej. O ile na przeszkodzie nie stanie kurs dolara.

>>> Zobacz także: Oko na świat. Co zmieni się dla nas po brexicie? Maria Mazurek wyjaśnia

Zobacz wideo

Ceny paliw w Polsce powinny spadać. To jeden z pozytywnych skutków jakie przyniósł kryzys wywołany przez koronawirus.

Spadki na rynku ropy naftowej są efektem nieoczekiwanego wzrostu zapasów ropy w USA i informacji o zawieszeniu przez kolejne linie lotów do Chin, co oznacza, że obawy o spadek popytu na paliwa lotnicze materializują się

- wyjaśniają eksperci BM Reflex.

Ceny paliw będą spadać

Jak kształtują się ceny na stacjach? Według danych firmy za benzynę bezołowiową 95 płacimy obecnie średnio 4,93 zł za litr, benzyna bezołowiowa 98 kosztuje 5,26 zł za litr, olej napędowy 5,15 zł za litr. Według przewidywań ceny mogą w najbliższej przyszłości spaść o kolejne 3 do 5 groszy.

Polscy kierowcy spadek cen odczuliby jeszcze wyraźniej, ale na przeszkodzie stoi umocnienie dolara do złotego (w połowie stycznia "zielony" kosztował 3,80 zł, a obecnie 3,90).

Ropa naftowa coraz tańsza

Analitycy podkreślają, że cena ropy Brent (notowana na giełdzie w Londynie) spadła niemal do poziomu notowanego pod koniec 2018 r. Obecnie kosztuje 54,8 dol. za baryłkę - na początku stycznia było to nawet 70 dol.

Z kolei amerykańska ropa WTi w poniedziałek potaniała o ponad 3,2 proc. spadając poniżej poziomu 50 dol. za baryłkę. Jak wyjaśnia Bankier.pl to najniższy poziom cen również od grudnia 2018 roku. Równie niskie ceny notowano też podczas kryzysu finansowego sprzed dekady.

Giełda w Chinach zaliczyła spadek

W poniedziałek na informacje dotyczące rozprzestrzeniania się koronawirusa zareagowała też giełda w Szanghaju. Notowania, które zawieszono 23 stycznia w związku z chińskim Nowym Rokiem, rozpoczęły się od wyprzedaży i spadku o blisko 9 proc.

Co ciekawe problemy w Azji nie wpłynęły zbyt negatywnie na inne giełdy. Co prawda notowania w Japonii i Australii spadły ale nieznacznie - o ok. 1,5 proc. Kursy w USA i Europie zaliczyły symboliczny, mniejszy niż pół procenta wzrost. 

Eksperci podkreślają jednak, że dalszy rozwój sytuacji zależy m.in. od tego, czy chińskie fabryki wrócą do normalnej produkcji. Wiele z nich w związku z koronawirusem pozostanie zamkniętych do 10 lutego. Chińczycy liczą, że sytuację uda się opanować, a wirus przestanie się rozprzestrzeniać w takim tempie.

Więcej o: