Fiasko szczytu ws. budżetu. Czy Unia Europejska pozostanie bez funduszy?

Klub "oszczędnych", którego największym jastrzębiem jest Holandia, udaremnił budżetowy kompromis UE. A swoje weta zgłosiła - choć z odwrotnych motywów - także koalicja "przyjaciół polityki spójności" obejmująca Polskę.

Budżetowy szczyt UE zakończył się w piątek wieczorem po blisko 30 godzinach obrad – głównie w mniejszych grupach i w dwustronnych konsultacjach premierów bądź prezydentów z szefem Rady Europejskiej Charlesem Michelem. – Jestem absolutnie przekonany, że to wielogodzinne spotkanie było pożyteczne oraz potrzebne – przekonywał Michel. Nie potrafił wskazać daty kolejnego szczytu UE w sprawie siedmiolatki budżetowej na okres 2021-27. – Wszystkie potrzebne elementy są nadal na stole. Jeśli będziemy prowadzić dialog z szacunkiem, to ufam, że dojdziemy do ugody. Potrzeba politycznego zbliżenia – powiedział Charles Michel po obradach.

Fiasko szczytu to głównie rezultat zawiązania się klubu „oszczędnych”, czyli Holandii, Austrii, Szwecji i Danii. Przed siedmiu laty podczas rokowań nad obowiązującym teraz budżetem rolę „czarnej owcy” odgrywał ówczesny brytyjski premier David Cameron, choć z wywalczonych przez niego oszczędności budżetowych cieszyła się spora grupa innych przywódców. Teraz tę rolę ochoczo wziął na siebie Holender Mark Rutte wraz z innymi „oszczędnymi”. Czy Holandia będzie teraz drugą Wielką Brytanią? – Nie. Holandia to Holandia. Jesteśmy mniejsi, mamy inną historię - wymijająco odpowiadał na pytania o analogie z Cameronem. Przekonywał, że najszybszą drogą do ugody jest po prostu zatwierdzenie budżetu w wielkości zaproponowanej przez „oszczędnych”.

>>> Podatek dla najbogatszych? Biedroń: Obecnie system nie jest sprawiedliwy: 

Zobacz wideo

„Przyjaciele” przeciw „oszczędnym”

Charles Michel rozpoczął szczyt z - przedłożoną już przed tygodniem - propozycją budżetu na poziomie 1095 mld euro, czyli 1,074 proc. unijnego dochodu narodowego brutto (DNB). Ale „oszczędni” żądali zbicia go o około 75 mld euro (tyle samo wyniesie pobrexitowa dziura budżetowa), czyli do 1,0 proc. DNB. W piątek po południu dyplomaci Francji, Niemiec oraz „oszczędnych” testowali możliwość cięć wartych 20-30 mld euro, ale wieczorem na stole położono zarys nowego kompromisu przewidującego „tylko” do 10 mld dodatkowych oszczędności. „Oszczędni” powiedzieli „nie”. – Były w tym projekcie zmiany we właściwym kierunku, ale absolutnie niewystarczające – wyjaśniał Rutte.

Podczas zaledwie półgodzinnej debaty w gronie wszystkich 27 krajów o tych nowych cięciach portugalski premier Antonio Costa zgłosił weto w imieniu 17 krajów (w tym Polski) poirytowanych – jak potem tłumaczył Portugalczyk – że mniejszość, czyli „oszczędni” chce narzucać swoją opinię większości.

„Przyjaciele polityki spójności” (m.in. Europa Środkowo-Wschodnia, Portugalia, Hiszpania), których reprezentował Costa, usiłowali przemianować się podczas szczytu na „przyjaciół ambitnej Europy”. Części z nich, przykładowo Hiszpanom, znacznie bardziej zależało bowiem na polityce rolnej, a nie na spójności. – Włochy razem z Portugalią i Chorwacją zostały teraz upoważnione do opracowania kontrpropozycji budżetowej – powiedział po szczycie włoski premier Giuseppe Conte, ale na temat jego misji nie zająknęli się inni „przyjaciele”. Rzym w propozycji Michela byłby jedynym dużym płatnikiem, któremu spadłaby realna składka. A choć Conte apelował o ambitniejszy budżet UE, to mocno zaprzeczał, gdy pytano go, czy Włochy byłyby gotowe więcej wpłacać do wspólnej kasy.

- Za małe wpłaty na politykę spójności i na dopłaty rolne – tak premier Mateusz Morawiecki tłumaczył polskie motywy sprzeciwu w ramach „przyjaciół polityki spójności”. Pierwotna propozycja Michela, którą Morawiecki nazywał krokiem w dobrym kierunku, bardzo lekko łagodziła cięcia dla Warszawy. Polska otrzymałaby około 66 mld euro z polityki spójności (w cenach z 2018 r.), czyli o 21 proc. mniej od obecnej siedmiolatki, oraz 27,6 mld euro na rolnictwo (i bez zrównania dopłat w UE), czyli o około 8 proc. mniej niż teraz. Morawiecki chwalił się utrąceniem pomysłu, by budżet UE był zasilany dochodami z zezwoleń na emisję CO2, choć ta idea zapewne padnie z racji sprzeciwu Merkel. 

Czytaj więcej: Szczyt unijny zakończony. Negocjacje wokół budżetu bez porozumienia. Polska odrzuciła propozycje KE

Holender nie blefuje?

Czy „oszczędni” będą gotowi na większe kompromisy w najbliższych tygodniach? - Moja koncepcja Unii różni się od koncepcji promowanej przez premiera Ruttego. Ja widzę Unię jako szansę, Rutte widzi Unię jako fakturę – powiedział po szczycie luksemburski premier Xavier Bettel. A tak ostra krytyka w zasadzie nie zdarza się w gronie szefów rządów krajów Beneluksu.

Cały szczyt budżetowy opierał się na założeniu, że Holendrzy, Austriacy, Szwedzi i Duńczycy blefują, ale okazało się, że nie ustąpili. Zwłaszcza Rutte m.in. ze względu na nastroje w parlamencie Holandii nie chce zgodzić się, by jej wkład do unijnego budżetu od 2021 r. był większy niż teraz - nie w miliardach, lecz w procentowym odniesieniu do holenderskiego PKB. – Jeśli inni chcą większego budżetu UE, my będziemy musieli otrzymać większą rekompensatę w kształcie ulgi w naszych składkach – powiedział Rutte po szczycie. „Oszczędnym” zaoferowano przedłużenie prawa do ulg, czyli „rabatów” w składkach aż do 2027 r., ale okazały się dla nich zbyt małe. Utrzymania swej ulgi chcą też Niemcy, którym rabat zmniejsza składkę o około 4 proc.

Podczas szczytu - z racji sporu o liczby - nie doszło do dłuższej debaty o regule „pieniądze za praworządność”. Michel zaproponował osłabienie pierwotnego projektu Komisji Europejskiej poprzez zmianę sposobu głosowania krajów Unii nad decyzją o zawieszeniu funduszy. – Bardziej podoba mi się propozycja Komisji Europejskiej. Ta sprawa wymaga jeszcze uszczegółowienia – powiedziała po szczycie kanclerz Angela Merkel.

Budżetowy szczyt UEBudżetowy szczyt UE Budżetowy szczyt UE/Fot. Kenzo Tribouillard

Bez zapaści budżetowej?

Komisja Europejska ostrzega, że jeśli Unia nie dojdzie do kompromisu już w najbliższych tygodniach, to unijnym projektom grożą ogromne turbulencje od początku 2021 r. Aby łożyć na nie pieniądze, unijni ministrowie w Radzie UE oraz Parlament Europejski muszą bowiem zdążyć z uchwaleniem mnóstwa szczegółowych przepisów, które nie mogą być sfinalizowane bez uprzedniej ugody budżetowej. – Ten szczyt to było pierwsze podejście. Jesteśmy nadal na początku roku – uspokajała jednak Merkel.

W razie braku nowej siedmiolatki budżetowej, w 2021 r. obowiązywałby budżet prowizoryczny oparty na obecnym roku, choć wymagałby poprzesuwania dat i szczegółów w obecnych przepisach m.in. o polityce spójności. Europarlament zapewnia, że da się to szybko zrobić. Ponadto UE do końca tego roku wyda tylko połowę pieniędzy z polityki spójności na projekty, które zaplanowano w budżecie 2014-20. Jednak zgodnie z unijnymi regułami część tych projektów będzie finansowana aż do 2023 r. z funduszy zatwierdzonych przed siedmiu laty, które pomimo brexitu będzie wpłacać także Londyn.