Obniżka PIT uderza w samorządy. Przychody z podatku mniejsze, niż obiecywał rząd

Rząd obniżając PIT z 18 do 17 proc. obiecywał samorządom, że ich wpływy w 2020 roku i tak będą wyższe. Pierwsze dane dotyczące przychodów z podatku dochodowego pokazują jednak, że władze lokalne mogą mieć większy problem ze znalezieniem środków na pokrycie swoich wydatków.

>>> Zobacz także: Wysoka inflacja zjada pieniądze Polaków. Czy będzie jeszcze gorzej? Wyjaśniają goście programu "Studio Biznes"

Zobacz wideo

Samorządy coraz silniej odczuwają skutki reformy podatku PIT oraz pogorszenie się koniunktury w gospodarce. Tak przynajmniej wynika z pierwszych danych dotyczących wpływów z podatku dochodowego.

Przypomnijmy, to co nasz pracodawca odprowadza każdego miesiąca jako zaliczka na podatek jest dzielone mniej więcej po połowie pomiędzy budżet centralny i lokalny. PiS, realizując jedną z wyborczych obietnic, obniżył pierwszy próg podatkowy z 18 na 17 proc.

Samorządy wyraźnie to odczuwają - np. Teresa Zając, dyrektor wydziału budżetu Urzędu Miasta Olsztyna, cytowana przez "Rzeczpospolitą" wylicza, że w styczniu wpływy wyniosły 28,6 mln. To o 0,86 mln mniej niż rok wcześniej.

Mniej znaczy więcej? Rząd obcinając podatek obiecał wyższe wpływy

Rząd wprowadzając przepisy o podatku PIT zapewniał samorządy, że i tak wpływy z niego będą wyższe. Miały wzrosnąć o ok. 2 proc. - Trudno jest w tej chwili wyrokować, ale przy utrzymaniu tendencji ze stycznia, prognoza planu rocznego MF na 2020 r. może nie zostać wykonana - wyjaśnia w rozmowie z dziennikiem Piotr Tomaszewski, skarbnik Bydgoszczy. - Na podstawie informacji z resortu finansów, założyliśmy, że dynamika wpływów z PIT w tym roku znacznie wyhamuje i wyniesie niecałe 2 proc. wobec 12-15 proc. w minionych okresach - stwierdza z kolei Arkadiusz Filipowski z wrocławskiego magistratu.

Gminy i miasta tną wydatki na potęgę

W wielu miastach zmniejszone wpływy oznaczają cięcia w inwestycjach i innych wydatkach.  Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP, już w listopadzie alarmował twierdząc, że tysiąc gmin w Polsce nie jest w stanie pokryć bieżących wydatków. Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku i prezes Unii Metropolii Polskich, twierdził z kolei, że "sytuacja samorządów jest bardzo zła, za chwilę będzie tragiczna".

Czytaj też: Rząd obniżył podatek PIT do 17 proc.? Skorzystać ma 25 mln Polaków. Liczymy, ile może zostać w portfelu

Więcej zadań, mniej pieniędzy

Andrzej Porawski, dyrektor Biura Związku Miast Polskich, w rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnił, że samorządy muszą liczyć się ze zwiększonymi wydatkami z kilku powodów. Po pierwsze nastąpił wzrost kosztów realizacji zadań, kosztów usług, energii. Droższe są też inwestycje - przyrost cen oferowanych nam na przetargach sięga 80-100 proc. i nie jest inflacyjny, a koniunkturalny. Rosną też koszty pracy i to nie tylko przez wzrost pensji, ale innych zobowiązań - dodatkowych ubezpieczeń emerytalnych. Samorządy są największym pracodawcą w Polsce - zatrudniamy jedną czwartą pracujących.

- PIT ma znaczenie dla budżetów wszystkich gmin, więc decyzje rządu sprawią, że ubytek nastąpi wszędzie. I to w okresie, w którym zatrważająco rosną nam koszty. Wzrost kosztów, które ponoszą samorządy jest wyższy niż to, co zyskiwaliśmy w ostatnich latach w związku ze zwiększeniem wpływów z PIT - twierdzi Porawski.