Koronawirus. Najpierw Włochy, potem Chiny, teraz USA. Była szefowa Fed: Stanom Zjednoczonym może grozić recesja

Koronawirus jest już na wszystkich kontynentach poza Antartydą. To potężne wyzwanie dla państwa, szczególnie w zakresie służby zdrowia, ale też poważne ryzyko dla gospodarki. Według Janet Yellen, byłej szefowej amerykańskiego banku centralnego, z powodu epidemii Stanom Zjednoczonym może grozić recesja. Donald Trump jak na razie uważa, że odpowiedź władz na wirusa jest prawidłowa i wystarczająca.

Stany Zjednoczone są w okresie najdłuższego wzrostu gospodarczego w swojej historii. Nie zmieniły tego wojny handlowe Donalda Trumpa czy wcześniej silny spadek cen ropy naftowej. Być może jednak ten wzrost wygasi wirus, który rozpoczął epidemię w Chinach, a teraz rozprzestrzenia się po całym świecie. 

Koronawirus zagraża PKB USA

Janet Yellen, była prezeska Rezerwy Federalnej, czyli banku centralnego USA, uważa, że może to doprowadzić do recesji największej gospodarki świata. 

"Widzieliśmy znaczący wpływ [koronawirusa] na Europę, która i tak była osłabiona, i można sobie wyobrazić, że to doprowadzi Stany Zjednoczone do recesji" - cytuje jej słowa z wystąpienia w Michigan portal Bloomberg. "Jeśli [wirus] nie uderzy w znaczący sposób w USA, to taki scenariusz będzie mniej prawdopodobny" - mówiła dalej i podkreślała, że perspektywy gospodarcze USA przed wybuchem epidemii w Chinach wyglądały bardzo dobrze. Według najnowszych danych, w czwartym kwartale minionego roku PKB USA wzrósł o 2,1 proc. w ujęciu kwartalnym. 

Zobacz wideo Koronawirus bije w gospodarkę i turystykę. Może zepsuć wakacje i wyhamować PKB

Ryzyko może nie jest - na ten moment - zbyt duże, ale istnieje. Szczególnie, że o koronawirusie wciąż wiemy zbyt mało, a w Europie zaskoczyło pojawienie się dużego ogniska epidemii we Włoszech. W co dokładnie mógłby uderzyć koronawirus? W wydatki Amerykanów. Jak do tej pory konsumenci w USA solidnie przykładali się do wzrostu PKB. Gdyby ognisko epidemii się tam pojawiło, rezygnacja z wyjść do restauracji, masowych imprez, zakupów w sklepach stacjonarnych i podróży mogłaby w gospodarkę uderzyć. Szczególnie, że z drugiej strony zachwiane są już globalne łańcuchy dostaw, po tym, jak chińska gospodarka na kilka tygodni w zasadzie stanęła. 

"Jeśli amerykański konsument straci zaufanie, a koronawirus będzie prawdziwym testem zaufania, recesja nastąpi" - powiedział portalowi CNN, Mark Zandi, główny ekonomista Moody's Analytics. Koronawirus już teraz uderza w giełdy i wielkie firmy, jak na przykład Apple.

Donald Trump na razie spokojny 

W samych Stanach Zjednoczonych przypadków koronawirusa na teraz (wczesne popołudnie w czwartek 27 lutego) jest 60. Donald Trump na środowej konferencji bronił działań Białego Domu w tej kwestii.

"Z powodu tego wszystkiego co zrobiliśmy, ryzyko dla Amerykanów pozostaje bardzo niskie" - powiedział prezydent. Odpowiedzialnym za rządowe działania w walce z koronawirusem ma być, zarządzeniem Trumpa, wiceprezydent Mike Pence. 

Z powodu epidemii Stany Zjednoczone i Korea Południowa odwołały zaplanowane doroczne ćwiczenia militarne. U żołnierzy po obu stronach - 22 Koreańczyków i jednego Amerykanina - wykryto koronawirusa. Wielu innych zostało poddanych kwarantannie. 

Europejskie ryzyko

Tak, jak wspomniała Janet Yellen, niektóre europejskie państwa już w ubiegłym roku balansowały na granicy recesji. Oczekiwano, że na początku tego roku sytuacja się poprawi. Po wybuchu epidemii w Chinach wzrosły obawy o Włochy, które od czasu ostatniego kryzysu miewają kłopoty gospodarcze. Pojawiły się też prognozy spadku PKB w samych Chinach (choć nie wszystkie one mówią o recesji - to przynajmniej dwa kwartały spadku PKB z rzędu). 

Czytaj też: Koronawirus jako "ekonomiczna pandemia". Jedne z największych gospodarek świata zagrożone recesją

Do tego dochodzą Niemcy. Już od miesięcy pojawiały się głosy, że rząd powinien podjąć zdecydowane kroki, by pobudzić gospodarkę. Być może koronawirus zmusi Berlin do działania i zmiany polityki "czarnego zera". "Czarne zero" to reguła fiskalna, która zmusza rząd do utrzymywania zbilansowanego budżetu - czyli takiego, w którym nie ma deficytu i nie zaciąga się długów. Niemiecka prasa - "Die Zeit" i "Der Spiegel" podała, że minister finansów Olaf Scholz chce, by rząd federalny przejął długi małych miast, które borykają się z problemami finansowymi. Tyle że zasada dotycząca zadłużenia została wpisana do niemieckiej konstytucji (po ostatnim kryzysie finansowym), więc pomysł ministra wymagałby poprawki do niemieckiej ustawy zasadniczej, której przyjęcie byłoby bardzo trudne z powodów politycznych. Oficjalnego potwierdzenia tych doniesień jak na razie nie ma.