Minister finansów znów mówi o podatku cyfrowym, Zandberg ma już projekt ustawy

OECD i Unia Europejska pracują nad nowym globalnym podatkiem cyfrowym. Minister finansów Tadeusz Kościński liczy, że propozycja nowej daniny zostanie wypracowana do lata. Jeśli nie, nie wyklucza, że jego resort sam zajmie się sprawą. Tymczasem Adrian Zandberg z Partii Razem przedstawił własny projekt ustawy o podatku cyfrowym.
Podatek cyfrowy na 100 procent musi być. Najlepiej, żeby to był globalny podatek - i nad tym pracuje OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), żeby to nie był podatek ani polski, ani unijny, tylko globalny, bo inaczej tworzymy możliwość, by firmy cyfrowe uciekały do rajów podatkowych czy względnych rajów podatkowych

- mówi w wywiadzie dla WNP.pl minister finansów Tadeusz Kościński.

Do prac w OECD nad nowym podatkiem włączyła się także Unia Europejska. Tydzień temu na nadzwyczajnym szczycie unijnym dotyczącym przyszłego budżetu UE premier Polski Mateusz Morawiecki mówił, że Unii potrzebne są dochody własne m.in. w postaci wspólnych podatków we wszystkich krajach członkowskich. W tym kontekście wymieniał właśnie podatek cyfrowy, a także podatek od jednolitego rynku europejskiego oraz podatek od śladu węglowego. 

Niemniej niektóre kraje Unii przygotowują już także własne rozwiązania w tym zakresie. Niewykluczone, że do prac za kilka miesięcy powróci Polska.

Mam nadzieję, że do lata będzie już wypracowana propozycja takiego podatku [na poziomie OECD i UE - red.]. A jak nie, to będziemy musieli zastanowić się nad rozwiązaniem w Polsce - np. Francuzi wdrożyli swój podatek, ale nie będą go pobierać do końca roku, też czekają na rozwiązanie globalne

- mówi minister Kościński. Zaznacza jednak, że nie ma żadnych wpływów z tego podatku zaplanowanych do budżetu na 2020 r., a Polska jest włączona do prac w OECD i w Komisji Europejskiej.

Rząd rok temu wycofał się z podatku cyfrowego

W 2019 r. plany wprowadzenia polskiego podatku cyfrowego były już mocno skonkretyzowane. Jeszcze w wakacje Ministerstwo Finansów informowało, że pracuje nad opodatkowaniem największych spółek technologicznych. Co więcej, w marcu premier Mateusz Morawiecki wpływy z tego podatku przedstawiał jako jedno ze źródeł finansowania "piątki Kaczyńskiego", a w kwietniu plan wprowadzenia tej daniny (od początku 2020 r.) znalazł się w przyjętym przez rząd Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2019-2022.

Temat podatku cyfrowego wprowadzanego przez Polskę na własną rękę ucichł jednak po wrześniowej wizycie w Polsce wiceprezydenta USA Mike Pence'a. - Z głęboką wdzięcznością Stany Zjednoczone przyjęły odrzucenie przez polski rząd propozycji podatku cyfrowego - mówił Pence. Danina uderzyłaby przede wszystkim w amerykańskich gigantów technologicznych, np. Facebooka, Google'a, Apple, Netflixa czy Amazona. 

Zandberg chce podatku cyfrowego już teraz

Tymczasem Lewica pokazała w czwartek własny projekt ustawy o podatku cyfrowym. Wkrótce ma on trafić do Marszałka Sejmu. Projekt zakłada, że platformy cyfrowe, które zarabiają ponad 750 mln euro rocznie, płaciłyby podatek 7 proc. od skonsolidowanego przychodu. Z obliczeń lewicowych posłów wynika, że przyniesie to wpływy w wysokości ok. 2 mld zł rocznie. Wpływy z tego podatku miałyby być przeznaczane na badania naukowe i rozwój nowoczesnych technologii w Polsce. 

Globalne korporacje cyfrowe zarabiają miliardy złotych na polskich użytkownikach. Czas, żeby podobnie jak polscy pracownicy i polskie firmy, zaczęły płacić u nas podatki

- mówił w czwartek w Sejmie Adrian Zandberg, poseł partii Razem.

Polski rząd, w przeciwieństwie do innych krajów, jak choćby Hiszpania, Austria czy Czechy, nie prowadzi żadnych prac nad opodatkowaniem Google’a czy Facebooka. Miliardy złotych, które mogłyby trafić na edukację i publiczne inwestycje, wyciekają z naszego kraju

- dodawała posłanka Magdalena Biejat.

>>> Emilewicz: Podatek cyfrowy? Realnie w horyzoncie 2 lat

Zobacz wideo