Duda zaczyna rzucać obietnicami. Efekt trzynastek nie wypalił, więc będzie nowe "500 plus"

Tak, jak można się było spodziewać, Andrzej Duda na ofensywę czekał do oficjalnego ogłoszenia nowej daty wyborów. Na "pierwszy ogień" poszło turystyczne 500 plus, które ma kosztować ponad 3 mld zł.

W kwietniu emeryci i renciści znów otrzymali trzynaste emerytury. Łącznie do około 9,8 mln świadczeniobiorców popłynęło zwykle po 981 zł netto (1200 zł brutto). Jeżeli kogoś ten transfer miał przekonać do głosowania na Andrzeja Dudę w wyborach 10 maja, to jednak beneficjenci świadczenia ostatecznie nie mieli okazji wyrażenia tej wdzięczności.

Duda stara się mocno wyeksponować swoją rolę dla tego programu. W lutym zorganizował wielką galę zwieńczoną podpisaniem ustawy. Polaków na spotkaniach też przekonuje, że "trzynastkę" dostali "od niego i rządu". To oczywista gra, z którą Duda i PiS szczególnie w ostatnich tygodniach wcale się nie kryją - wręcz można odnieść wrażenie, że Duda jest "przedłużeniem" rządu w Pałacu Prezydenckim i bliska zależność tych dwóch ośrodków władzy to najlepsze, co w kryzysie mogło spotkać Polskę (o tej retoryce mówił np. w "Wywiadzie Sroczyńskiego" na Gazeta.pl Marcin Duma, szef IBRiS-u, nie krył jej wicerzecznik PiS Radosław Fogiel w rozmowie w RMF FM).

Duda aspiruje do roli jednego z ojców "trzynastek", choć formalnie jego znaczenie nie jest tu szczególnie wiodące. "Trzynastki" to projekt rządowy - do tego poparty (zarówno w 2019, jak i 2020 r.) właściwie jednogłośnie przez cały Sejm (i Senat - poprawki tej izby w 2020 r. dotyczyły wyłącznie m.in. sposobów finansowania świadczenia, a nie samego pomysłu jego wypłaty). Zasługą Dudy w procesach legislacyjnych było podpisanie się pod dokumentami. Ale oczywiście pomysł "trzynastek" jest PiS-u, a jak PiS-u, to i Dudy. 

Kryzysowe wpadki Dudy

Na podobnej zasadzie w ostatnich tygodniach prezydent pod rękę z rządem ratuje polską gospodarkę i miejsca pracy. Składa swoje podpisy pod kolejnymi ustawami - tarczami antykryzysowymi. Czasem stara się sam wychodzić z inicjatywą, choć nie obywa się bez zgrzytów.

Z wakacji kredytowych, które Duda uzgodnił z sektorem bankowym, skorzystały wprawdzie setki tysięcy klientów, ale nie wszystko poszło tak, jak prezydent sobie wymarzył. Częścią ofert banków zainteresował się UOKiK, a Duda przyznawał w kwietniu, że "banki nie w pełni zrealizowały jego oczekiwanie". Ostatecznie kwestię wakacji kredytowych trzeba było uściślić ustawowo (w tarczy antykryzysowej 4.0). Ta w minionym tygodniu przeszła przez Sejm i trafiła do Senatu. Zapewne za kilka tygodni stanie się więc ciekawa rzecz - Duda podpisze ustawę zmuszającą banki do tego, co w marcu podobno z nimi pokojowo uzgodnił.

Wiarygodność Dudy podkopał też wideobriefing prasowy z kwietnia, podczas którego prezydent obiecywał zwolnienie ze składek ZUS na trzy miesiące dla wszystkich przedsiębiorców. Twierdził, że uzgodnił to już z premierem Morawieckim i wicepremier, minister rozwoju Jadwigą Emilewicz. Tyle że już kilkadziesiąt minut później na konferencji prasowej Morawiecki słów Dudy nie potwierdził. Do dziś zwolnienia ze składek ZUS dla wszystkich przedsiębiorców nie ma. Pojawiły się natomiast tłumaczenia, że Duda, składając swoją obietnicę, pomylił się.

Duda złożył za to w Sejmie w zeszłym tygodniu projekt ustawy podnoszący zasiłek dla bezrobotnych od września br. (do 1200 zł przez pierwszych 90 dni, potem 942,30 zł) oraz wprowadzający dodatek solidarnościowy w wysokości 1400 zł miesięcznie pomiędzy 1 czerwca a 31 sierpnia br. dla osób, które straciły pracę przez epidemię. Sejm przyjął już ten projekt - znów niemal jednomyślnie. Co ciekawe, takiej zgodności nie było pod koniec kwietnia oraz w połowie maja, gdy kolejno sejmowy klub Koalicji Obywatelskiej oraz Senat proponowali podwyżkę zasiłku dla bezrobotnych do 1800 zł. Te projekty upadły m.in. głosami posłów PiS.

Duda proponuje turystyczne 500 plus

Przez ostatnie tygodnie - gdy data nowych wyborów prezydenckich nie była pewna - Duda raczej pozostawał w cieniu. Także dlatego, aby nie narażać się na zarzut prowadzenia nielegalnej kampanii wyborczej. Teraz, gdy znany jest nowy termin wyborów - 28 czerwca, urzędujący prezydent znów ruszył z ofensywą programową. 

W sobotę w Stalowej Woli poznaliśmy "Plan Dudy". Bodaj najmocniej z nowych zapowiedzi wybrzmiała kwestia bonu turystycznego w wysokości 500 zł na każde dziecko. To modyfikacja pomysłu Ministerstwa Rozwoju sprzed kilku tygodni - wówczas planowano, aby każdy pracownik na etacie otrzymał bon w wysokości 1000 zł. Ostatecznie rząd zaczął się z idei rakiem wycofywać, teraz już wiadomo po co - aby "sprzedać" go Dudzie.

Z 1000 zł teoretycznie zrobiło się dwa razy mniej, ale oba pomysły niełatwo w prosty sposób porównywać. Choćby z tego powodu, że o ile bon 1000 zł nie byłby "pewny" - należałby się pod warunkiem dopłaty 100 zł ze strony pracodawcy, o tyle przy zaproponowanej przez Dudę formule bon trafiłby do wszystkich osób, do których chciałby dotrzeć prezydent czy rząd.

Program miałby kosztować ponad 3 mld zł. Z racji kwoty i kryterium - 500 zł na każde dziecko w rodzinie - jest porównywany także przez sztab Dudy do 500 plus. Z drugiej strony - z racji swej jednorazowości można by go uznać też za "trzynastkę" dla rodziców z dziećmi. Jak tłumaczy Kancelaria Prezydenta, bony na cele turystyczne mają zostać oddane do dyspozycji rodzin jeszcze w te wakacje, na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS). Będą miały formę elektroniczną, będzie można je wykorzystać do opłacenia np. pobytu w hotelu czy pensjonacie. Bon trzeba będzie okazać podczas rezerwacji pobytu lub najpóźniej przy zakwaterowaniu.

Duda chce inwestycji

Ale bony turystyczne to tylko wycinek "Planu Dudy". Nie ma tu już więcej prostej dystrybucji pieniędzy wśród obywateli. Nie ma żadnych nowości przy 500 plus, kolejnych świadczeń dla emerytów, obniżek podatków czy innych "szybkich strzałów", które można by odhaczać, jak rok temu robiono przy okazji "piątki Kaczyńskiego". Przynajmniej na razie czegoś takiego nie ma, ale co ma jeszcze w zanadrzu sztab Dudy i jak wysoką cenę PiS będzie gotowe zapłacić za reelekcję obecnego prezydenta - to wszystko dopiero się okaże w najbliższych tygodniach.

Zaprezentowany w weekend "Plan Dudy" jest mocno prorozwojowy. Najczęściej pojawiającym się w nim słowem są inwestycje. "Plan Dudy" oparty jest na czterech dużych segmentach - inwestycjach strategicznych, inwestycjach lokalnych, inwestycjach w zdrowie i inwestycjach w środowisko naturalne.

 

Inwestycje strategiczne to m.in. kontynuacja prac przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego czy przekopie Mierzei Wiślanej, budowa gazociągu Baltic Pipe czy rozbudowa sieci drogowej i kolejowej.

Duda chce także m.in. stymulować inwestycje lokalne poprzez uruchomienie Funduszu Inwestycji Lokalnych i przekazanie większych pieniędzy na remonty dróg lokalnych. Duda obiecuje też żłobek w każdej gminie czy wsparcie turystyki lokalnej. Inwestycje w zdrowie to m.in. modernizacja 200 szpitali oraz kontynuacja Narodowej Strategii Onkologicznej. Inwestycje w środowisko to m.in. krajowy program retencji, w tym m.in. program "Moja Woda" (dofinansowanie budowy oczek wodnych na wodę deszczową), program sadzenia drzew czy rozwój bezemisyjnego transportu publicznego. Cały "Plan Dudy" ma dać Polsce milion nowych miejsc pracy.

Jak przyznał wicerzecznik PiS Radosław Fogiel w poniedziałek w rozmowie z RMF FM, założono, że "znacząca część Planu Dudy" nie będzie finansowana bezpośrednio z budżetu państwa, ale z tzw. europejskiego funduszu odbudowy, czyli wartej 750 mld euro (500 mld w dotacjach, 250 mld w tanich pożyczkach) odpowiedzi Komisji Europejskiej na koronakryzys.

Tak mocno akcentując kwestie rozwoju i inwestycji, Duda chce budować wyraźną oś różnicy ze swym prawdopodobnie najgroźniejszym rywalem, czyli Rafałem Trzaskowskim. Kandydat KO zaproponował kilka dni temu zawieszenie budowy CPK i przekopu Mierzei Wiślanej do czasu pokonania epidemii ("na 2-3 lata") i przeznaczenie większych pieniędzy na skutki walki z koronawirusem. Duda na tym tle chce się więc pozycjonować jako człowiek znacznie bardziej prorozwojowy i tłumaczyć, że to właśnie m.in. w wielkich inwestycjach tkwi klucz do ponownego rozkręcenia gospodarki. Ten przekaz jest m.in. przez szefa sztabu Dudy Adama Bielana podkręcany informacjami, że Trzaskowski w Warszawie zamraża inwestycje, czy TVP INFO, że Trzaskowski byłby "prezydentem zastoju". Jak zauważa "Rzeczpospolita", prezydent stolicy już w weekend w Kielcach kontratakował, mówiąc o "gigantomanii" PiS i przeciwstawiając jej wizję inwestycji samorządowych.

Zobacz wideo Andrzej Duda ogłasza program #MojaWoda. "Chciałbym, aby powstało jak najwięcej małych zbiorników wodnych"