Ceny mieszkań mocno w górę. Szczególnie używanych. Gorzej niż w Polsce jest tylko na Słowacji

Używane mieszkania podrożały w Polsce w pierwszym kwartale 2020 r. aż o 15,1 proc. rok do roku - wynika z najnowszych danych Eurostatu. To drugi najwyższy wynik w Europie. Delikatnie mocniej - o 15,4 proc. - ceny na rynku wtórnym rosły tylko na Słowacji.

Z najnowszych danych Eurostatu, czyli europejskiej agencji statystycznej, wynika, że w pierwszym kwartale 2020 r. ceny mieszkań w Polsce (zarówno nowe, jak i używane) były średnio o 11,30 proc. wyższe niż rok temu. To jeden z najwyższych wyników spośród krajów Unii - szybciej mieszkania drożały wyłącznie w Luksemburgu (o 14 proc.), na Słowacji (13,1 proc.) oraz w Estonii (11,5 proc.). Wzrost cen w Polsce był ponad dwukrotnie wyższy niż średnio w Unii (5,5 proc.). Najwolniej ceny rosną w Irlandii i na Cyprze (ok. 1 proc.), a na Węgrzech wręcz spadły (o 1,2 proc.).

W Polsce szczególnie mocno ceny wzrosły na rynku wtórnym. Używane mieszkania podrożały aż o 15,1 proc. Wyższy wzrost zanotowała wyłącznie Słowacja (15,4 proc.). W tabeli poniżej tej różnicy - z powodu zaokrąglenia do liczby całkowitej - nie widać.

embed

Nowe mieszkania w Polsce podrożały z kolei przez rok o 6,5 proc. To ósmy najwyższy wynik spośród krajów Unii. Najmocniej ceny na rynku pierwotnym poszły w górę w Luksemburgu, na Łotwie i w Estonii.

embed

Używane mieszkania od dawna drożeją bardziej

Jak zwraca uwagę Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, w ostatnich latach używane mieszkania w Polsce drożały zdecydowanie szybciej niż nowe. Kulminacja tego zjawiska miała miejsce w pierwszym kwartale 2020 r., gdy różnica w rocznym tempie wzrostu cen pomiędzy rynkiem wtórnym a pierwotnym wyniosła aż 8,6 punktu procentowego i była najwyższa w historii badań Eurostatu.

Jeszcze wyraźniej różnicę widać w dłuższym okresie. W ciągu ostatnich siedmiu lat ceny nowych mieszkań wzrosły o 25 proc., a używanych aż o 43 proc.

- dodaje Sadowski.

Jak tłumaczy analityk, ceny używanych mieszkań dynamicznie rosną z kilku przyczyn. Jedną z nich jest znacząca skala tzw. flippingu, czyli sposobu zarabiania polegającego na kupowaniu tanich mieszkań i ich sprzedawaniu po remoncie po znacznie wyższych cenach. Drugi powód to wyższa akceptacja dla podwyżek cen na rynku wtórnym, bo te i tak są wciąż niższe niż w przypadku nowych mieszkań. "Z danych NBP wynika, że wśród 15 największych miast tylko w Rzeszowie nowe lokale są przeciętnie tańsze niż używane" - wskazuje Sadowski.

Zauważa też, że w ostatnim czasie coraz więcej mówi się o zaletach starych osiedli w stosunku do tych budowanych obecnie.

Chodzi m in. o więcej zielonej przestrzeni wypoczynkowej, dostępność sklepów, szkół, komunikacji miejskiej. Nowe budynki mają oczywiście wiele zalet, ale powstają znacznie bliżej siebie, więc terenów zielonych jest niewiele. Poza tym trzeba będzie czekać wiele lat na rozwój infrastruktury do poziomu dostępnego na starych osiedlach

- komentuje analityk.

Epidemia przyhamowała wzrost cen mieszkań?

Jarosław Sadowski zwraca jednak uwagę, że w drugim kwartale, wskutek epidemii COVID-19, sytuacja na rynku mieszkaniowym drastycznie się zmieniła. Ceny ofertowe sugerują, że stawki zatrzymały się na dotychczasowym poziomie. Spadek albo przynajmniej wolniejszy wzrost cen mieszkań (w zależności od miasta) w drugim kwartale pokazała też niedawna analiza serwisu RynekPierwotny dla money.pl.

Czy stabilizacja cen zagości na polskim rynku nieruchomości na dłużej? Z jednej strony, ceny mieszkań tym razem mogą zacząć mocno spadać, bo banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów, a niepewność na rynku pracy sprawia, że i Polacy bardziej obawiają się zadłużania. Z drugiej strony, jak sugeruje Sadowski, po uspokojeniu nastrojów Polacy mogą zacząć korzystać z najniższych stóp procentowych w historii, a więc i bardzo taniego kredytu.

Zobacz wideo Czy to dobry moment na zakup mieszkania?