Kuwejt chce wyrzucić 360 tys. pracowników z zagranicy

Jeszcze całkiem niedawno bogate kraje Zatoki Perskiej były rajem dla szukających pracy robotników z biednych muzułmańskich krajów i specjalistów z Zachodu. To już przeszłość.

Kuwejcki rząd i parlament są blisko ustalenia reguł, które pozwolą znacząco zmniejszyć liczbę pracowników z zagranicy. W pierwszej kolejności ma ich wyjechać 360 tys. i mają to być głównie pracownicy najmniej wykształceni, o nie do końca uregulowanym statusie, chorzy na przewlekłe choroby oraz ekspaci w wieku powyżej 60 lat.

To jedna z odpowiedzi kuwejckich władz na problemy gospodarcze spowodowane z jednej strony niskimi cenami ropy naftowej, a z drugiej pandemię koronawirusa. Chcą one chronić dochody i prawa własnych obywateli, kosztem armii zatrudnionych pracowników z zagranicy, w czasach kiedy spadają dochody państwa a koszty mocno rosną przez działania przeciwepidemiczne. Jasno o tym mówił w ubiegłym tygodniu Barrak Al-Sheetan, minister finansów Kuwejtu. – Rząd nie podjął żadnych decyzji, które wpłynęłyby na dochody i prawa obywateli – podkreślał.

Te słowa są ważne, bowiem stabilność polityczną i społeczną w bogatych krajach arabskich tamtejsi władcy osiągali dotąd głównie przez dystrybucję wysokich dochodów z eksportu ropy naftowej do swoich obywateli. Mieszkańcy takich krajów jak Kuwejt, Arabia Saudyjska lub Zjednoczone Emiraty Arabskie są przyzwyczajeni do wysokich zarobków w kontrolowanym przez państwo przemyśle naftowym, szeregu państwowych benefitów i równocześnie ciężkiej pracy milionów pracowników z zagranicy, którzy obsadzili mniej płatne i prestiżowe etaty, głównie w usługach.

Wspomniane 360 tys. zagranicznych pracowników, których chce wyrzucić Kuwejt może być dopiero początkiem jeszcze bardziej zdecydowanych działań. Premier Kuwejtu Sabah Khaled Al-Hamad Al-Sabah już wcześniej w tym roku powiedział, że chce by proporcje pracowników zagranicznych do pracujących obywateli jego kraju spadły z 70 proc. do 30 proc., a to oznacza, że musi wyjechać około 2,5 mln osób.

Zobacz wideo Wenezuela z naftowego gracza stała się wielkim przegranym [OKO NA ŚWIAT]

Problem dotyczy nie tylko Kuwejtu

Exodus zagranicznych pracowników z krajów Zatoki Perskiej już się rozpoczął. Z Arabii Saudyjskiej w tym roku wyjechało ich 300 tys. – wg szacunków tamtejszego banku inwestycyjnego Jadwa Investment. Prognozuje on ponadto, że w całym tym roku wyjedzie ich 1,2 mln.

Obcokrajowcy opuszczają też Oman – wg rządowego ośrodka statystycznego wyjechało ich stamtąd od początku roku 113 tys. i ich liczba zmniejszyła się o 262 tys. (ponad 12 proc.) od rekordowego poziomu ich zatrudnienia w kwietniu 2017 roku.

Pracownicy zagraniczni zaczęli też wyjeżdżać z Bahrajnu – choć tutaj brakuje najświeższych danych. Wiadomo tylko, że od czerwca 2018 do czerwca 2019 roku ubyło ich 1 proc. i ponad rok temu było ich tam jeszcze niecałe 600 tys.

Nie jest pewne, czy wyjazd rzeszy imigrantów zarobkowych z krajów Zatoki Perskiej pozwoli utrzymać wysoki standard życia i niemałe zarobki "lokalsów". Mniej osób w gospodarce, to w konsekwencji zmniejszenie jej rozmiarów, a więc i mniejsze PKB. Dodatkowo nie widać, by Arabowie palili się do zajęcia miejsc pracy opuszczonych przez obcokrajowców. W Arabii Saudyjskiej bezrobocie np. utrzymuje się na poziomie około 12 proc., pomimo faktu, że pracowników zagranicznych jest dużo mniej niż w przeszłości.