Brytyjski rząd chce zmiany umowy brexitowej. Szefowa KE: Doszłoby do złamania prawa międzynarodowego

Brytyjski rząd broni projektu ustawy, która pozwoliłaby mu jednostronnie wykreślić postanowienia z podpisanej w zeszłym roku umowy brexitowej. Głosy krytyki pojawiają się nie tylko wśród opozycji. Niepokój wyraża też wielu konserwatystów, w tym dwoje byłych prawicowych premierów. Szefowa Komisji Europejskiej mówi wprost: byłoby to złamanie prawa międzynarodowego.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wyraziła na Twitterze "zaniepokojenie" deklaracjami Wielkiej Brytanii, która nie zamierza przestrzegać zapisów umowy brexitowej, wyznaczającej warunki wyjścia z Unii.

Szefowa KE o ewentualnej zmianie umowy brexitowej: Doszłoby do złamania prawa międzynarodowego

Von der Leyen dodała, że złamanie tej umowy byłoby złamaniem prawa międzynarodowego i podważyłoby wzajemne zaufanie. "Umowy muszą być dotrzymane, to podstawa pomyślnych, przyszłych relacji" - podkreśliła przewodnicząca Komisji.

Rząd w Londynie przedstawił w Izbie Gmin projekt ustawy o rynku wewnętrznym, która ma zapewnić handel wewnątrz Wielkiej Brytanii po opuszczeniu przez nią unijnego rynku wraz z końcem roku. Projekt teoretycznie pozwala na to, by Londyn jednostronnie przekreślił ustalenia umowy brexitowej, między innymi w sprawie Irlandii Północnej. To może skutkować powstaniem pewnej formy granicy między republiką ze stolicą w Dublinie, a kontrolowaną przez Londyn północą.

"Projekt ustawy pozwoliłby Wielkiej Brytanii zrezygnować z wymogów dotyczących nadzoru i formalności związanych z towarami wysyłanymi przez Morze Irlandzkie z Irlandii Północnej do innych części Wielkiej Brytanii. Pozwoliłoby to również Wielkiej Brytanii na ustalenie własnych zasad udzielania ukierunkowanej pomocy państwa sektorom gospodarki w Irlandii Północnej, prawdopodobnie podważając europejskie żądania dotyczące "równych szans" - zwraca uwagę "Washington Post".

Brytyjski rząd tłumaczy, że to tylko mechanizm awaryjny, na wypadek, gdyby załamały się trwające właśnie negocjacje nad drugą umową brexitową, regulującą przyszłe stosunki. Tekst istniejącego już porozumienia nie zakłada jednak, że jego działanie jest uzależnione od ustalenia kolejnego traktatu.

Także wiceszef Komisji Europejskiej Marosz Szefczowicz stwierdził, że stanowisko Brukseli w sprawie umowy brexitowej jest niezmienne. - Jeśli rozmowy w sprawie przyszłych relacji handlowych mają być kontynuowane, umowa brexitowa, z trudem wynegocjowana, musi być wdrożona. Dla nas to jest oczywiście kwestia zasad - podkreślił wiceszef Komisji i zapowiedział pilne konsultacje z Brytyjczykami w sprawie nowej ustawy.

Głos zabrał też przewodniczący Rady Europejskiej. Charles Michel napisał na Twitterze, że umowa o wyjściu została uzgodniona i ratyfikowana przez obie strony i musi być w pełni wdrożona. - Łamanie międzynarodowego prawa jest niedopuszczalne i nie tworzy atmosfery zaufania, której potrzebujemy, by zbudować wzajemne przyszłe relacje - podkreślił szef Rady.

Zobacz wideo Kolejny kryzys za rogiem? „Nie mamy buforów na drugą falę tsunami”

Brexit. Kontrowersje wokół zmiany umowy

We wtorek projekt skrytykowała była premier Theresa May, ostrzegając, że inne państwa przestaną Królestwu ufać. Do dymisji podał się Jonathan Jones, szef wydziału prawnego brytyjskiego rządu. Robert Neil, konserwatywny szef parlamentarnej komisji sprawiedliwości, stwierdził, że jest zszokowany, a "rządy prawa absolutnie nie podlegają negocjacji". Były członek prawicowego rządu powiedział w środę BBC, że to, co robi administracja Borisa Johnsona, to zagrożenie dla procesu pokojowego w Irlandii Północnej.

- Nasz podpis pod traktatem jest od zawsze świętością - stwierdził były premier Wielkiej Brytanii John Major, dodając, że administracja Borisa Johnsona ryzykuje utratą reputacji kraju, który dotrzymuje zobowiązań. 

- Jak rząd może teraz zagwarantować innym krajom, ze będzie przestrzegał postanowień innych umów, które podpisuje? - pytała w Izbie Gmin posłanka Liberalnych Demokratów Munira Wilson. Reprezentujący Szkocką Partią Narodową Ian Blackford wyraził przekonanie, że to kolejny argument za tym, by prounijna Szkocja oderwała się od reszty Królestwa. - Czas na Szkocję niepodległą i przestrzegająca prawa nadchodzi - mówił polityk.

Premier Boris Johnson odpiera zarzuty. Tłumaczy, że "potrzeba siatki bezpieczeństwa chroniącej kraj przeciwko irracjonalnym i ekstremalnym interpretacjom protokołu, które prowadzić mogą do powstania granicy na Morzu Irlandzkim w sposób, w jaki uderzyłby w Porozumienie Wielkopiątkowe i w pokój w kraju".

Downing Street podkreśla, że priorytetem rządu muszą być interesy brytyjskich obywateli. W Izbie Gmin Boris Johnson krytykował też lewicową opozycję, oskarżając, że sprzeniewierza się demokracji. - Mnóstwo posłów lewicy tak naprawdę marzy o przekreśleniu woli ludzi i powrocie do Unii Europejskiej. Chce tego oczywiście także lider Partii Pracy - ostrzegał premier.