Koronawirus. Pierwsze cięcie prognoz PKB Polski i ponury wniosek ws. nowych restrykcji

Druga fala pandemii pociągnęła za sobą nową odsłonę koronawirusowych restrykcji. Polski rząd nie zdecydował się na pełny lockdown, czyli zamknięcie gospodarki na wzór tego z wiosny. Ograniczenia jednak będą i wraz ze wzrostem przypadków zakażeń mogą one wpłynąć na nastroje konsumentów, a to już na gospodarkę wpłynie, a dokładnie na jej przyszłoroczne odbicie. Pierwszy bank obniżył właśnie swoją prognozę wzrostu PKB na przyszły rok, a inny podkreśla ważny wątek: nie same restrykcje się liczą, ale czas ich trwania.

Premier Mateusz Morawiecki na czwartkowej, popołudniowej konferencji z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim, ogłosił nowe restrykcje, które mają spowolnić rozprzestrzenianie się koronawirusa. Poznaliśmy też zaktualizowaną listę "czerwonych" powiatów - od soboty będzie ich 152, w tym wiele dużych miast (z Warszawą na czele). To w zasadzie połowa Polski, w której żyje około 50 proc. mieszkańców kraju. 

Koronawirus nie odpuszcza, mBank tnie prognozę dla PKB na przyszły rok

Restrykcje nie są drastyczne, choć dla części konsumentów zapewne uciążliwe. Poza obowiązkowymi (w obu strefach, czyli w całym kraju) maseczkami w przestrzeni publicznej, dołączyły do tego m.in. ograniczenia dotyczące imprez okolicznościowych (w czerwonej zupełny zakaz, w żółtej: do 20 osób, ale bez tańców), zamknięcie basenów i siłowni, limity klientów w sklepach i wiernych w kościołach, działalność stacjonarna restauracji i barów ograniczona do godzin 6-21, w których będzie mógł być zajęty co drugi stolik, przejście na nauczanie zdalne szkół wyższych i średnich w strefie czerwonej.

Minister Niedzielski mówił o "wciskaniu hamulca z całej siły", co ma "obronić wydolność systemu opieki zdrowotnej". Hamulec wciśnie też polska gospodarka - tak uważają ekonomiści, odnosząc się do wychodzenia z recesji, które spodziewane jest w przyszłym roku. 

"Dotkliwość nowych restrykcji daleka jest od tej wiosennej. Tym niemniej konsumenci i firmy znów ograniczą wydatki na nowej fali niepewności. Trzymamy prognozę wzrostu na 2020 rok bez zmian (-3,1%)" - napisali eksperci mBanku w swoim porannym komentarzu. Zmienili jednak zdanie co do przyszłego roku:

Czarne chmury zbierają się jednak nad rokiem 2021, gdyż zwiększona fala zakażeń, restrykcji i samoograniczania się potrwa pewnie kilka miesięcy (mniej dotkliwe ograniczenia -> konieczność utrzymania ich dłużej, dłużej czeka się na efekty). Rewidujemy prognozę wzrostu PKB na 2021 rok do 3,8 rpoc. r/r.

Nie jest ono zaskakujące, bo mBank już wcześniej trafnie typował rodzaje i zakres nowych koronawirusowych obostrzeń i spodziewał się ich wpływu na gospodarkę. Pisaliśmy o tym w czwartek jeszcze przed konferencją premiera i ministra zdrowia:

Powrót do ostrzejszych restrykcji jest przesądzony. "Trzeba szykować się na słaby start w 2021 rok"

Nowy reżim epidemiczny "będzie trwał prawdopodobnie dłużej" niż ten z wiosny

Ryzyko wolniejszego odbicia widzą też ekonomiści innych banków. Pekao SA już w czwartek przed ogłoszeniem listy obostrzeń obniżał swoje oczekiwania dotyczące obecnego kwartału, szacując, że PKB spadnie w nim o 4 proc. rok do roku (choć podkreślają jednocześnie, że w tym momencie trudno prognozować dokładną dynamikę). To oznacza, według banku, że obecnie realizuje się scenariusz "koślawego W" - czyli po letnim odbiciu, w ostatnim kwartale roku zaliczymy ponowny spadek.

Zaznaczają, że zwiększenie restrykcji jest zrozumiałe z uwagi na fakt, że służba zdrowia jest znacznie bardziej obciążona "niż w jakimkolwiek wcześniejszym momencie epidemii".

Czytaj też: Współczynnik R najwyżej od początku kwietnia. Wraca poziom z czasu wiosennego lockdownu [WYKRES DNIA]

Aktualny katalog tych restrykcji według nich nie będzie mieć istotnego, bezpośredniego wpływu na gospodarkę, bo zawieszenie działalności dotyczy branż, które stanowią niewielką część gospodarki. Znacznie bardziej niebezpieczne byłoby załamanie popytu z zagranicy (czego nie widać) i ograniczenia w handlu (także ich nie ma). Oczywiście, konsumenci na fali niepewności ograniczą wydatki (a nawet już je ograniczają, co duże banki mogą śledzić poprzez analizę transakcji kartowych). 

Zobacz także: Rząd wprowadza restrykcje. Zagrożonych może być 100 tys. miejsc pracy. "To nie lockdown, a breakdown"

Najciekawszy, i jednocześnie dość ponury, wniosek, jaki ekonomiści Pekao SA wyciągają z ogłoszonych w czwartek restrykcji nie dotyczy tego, jakie one są, ale czasu ich trwania. 

Wychodzenie z obecnego reżimu epidemicznego będzie wolniejsze niż wiosną i będzie on trwał prawdopodobnie dłużej

- piszą. "Reżim epidemiczny jest wprowadzany na początku okresu sprzyjającego zakażeniom i, w przeciwieństwie do marcowych decyzji, perspektywa powrotu do w pełni normalnego funkcjonowania jest znacznie bardziej oddalona (również z uwagi na sytuację epidemiczną!). Dlatego druga fala nie będzie wiązała się na wykresach aktywności ekonomicznej z drugim, mniejszym 'v', a raczej z małym 'u'. Prawdopodobnie decydująca rola aktywności wewnątrz pomieszczeń dla transmisji wirusa oznacza również, że w warunkach epidemicznych typowy wzorzec sezonowy aktywności społecznej i ekonomicznej ulegnie wzmocnieniu i jej koncentracja w miesiącach wiosennych i letnich będzie większa niż przed wybuchem pandemii. To dodatkowo ogranicza skalę potencjalnego odbicia w wielu branżach bezpośrednio dotkniętych przez drugą falę restrykcji" - wyjaśniają.

Pekao SA zapowiada jednocześnie "istotną korektę" prognoz dotyczących dynamiki PKB na przyszły rok. Zapewne nie on jeden. Koronawirus w gospodarce zostanie z nami na dość długo. 

Zobacz wideo „Dławienie gospodarki” będzie trwało wiele miesięcy. „Szczyt zachorowań na grypę jest w lutym”